Recenzja: Siostra księżyca – Marah Woolf

Chociaż coraz rzadziej odnajduję się w fantastyce młodzieżowej, to mimo wszystko lubię do niej powracać. Zawsze liczę na to, że jednak trafi się jakaś historia, która jednak będzie nieco dojrzalsza i poruszy moje serce, rozbudzi emocje i pozwoli zatracić się w fantastycznym świecie – choćby na kilka godzin. I właśnie taką opowieścią okazało się być dzieło autorstwa Mary Woolf, trylogia o trzech siostrach czarownicach, wydawanych u nas w jakże cudownej oprawie graficznej, która cudownie oddaje klimat ich przygód. Swoją drogą, niełatwych przygód.

Siostra księżyca to drugi tom tego cyklu i muszę przyznać, że naprawdę dałam się porwać tej historii. Być może wynika to z tego, że jest ona faktycznie nieco bardziej dojrzalsza niż typowe powieści young adult z motywami fantastycznymi, choć główna ma jedynie siedemnaście lat. Vianne mimo wszystko jest młodą kobietą pełną werwy i odwagi, jedyne, co tak naprawdę wygląda nieco infantylnie i naiwnie w jej przypadku to miłość do Ezry – niby widać, że coś między nimi jest, niby w tym tomie to uczucie ukazane jest nieco inaczej niż w pierwszym tomie, ale nadal wydaje mi się być taką typową, szczenięcą miłością, dodatkowo oczywiście zakazaną.

Vianne wraz ze swoimi siostrami zostaje podstępem sprowadzona  na dwór króla demonów, Regulusa. Zaufały niewłaściwym osobom, choć okazało się, że nie tylko one jedne. A plan, który władca z nimi wiąże, jest naprawdę mało przyjemny – pragnie stworzyć nową, potężną rasę poprzez krzyżowanie demonów i czarownic, choć doskonale wie, że są nikłe szanse na to, aby matka przeżyła taki poród i ciążę. Ale wszystko wymaga poświęceń, prawda? A Regulus jest bezwzględny i pozbawiony skrupułów, co więcej, demony pałają obrzydzeniem i nienawiścią do czarownic, więc bez mrugnięcia okiem są w stanie je poświęcić. Chyba że Vianne uda się do innego wymiaru i przyniesie mu pewne magiczne artefakty, które dadzą mu niewyobrażalną moc…

W tej historii jest tak naprawdę wszystko. Dworskie intrygi i spiski, dobrzy i źli bohaterowie, walka o przetrwanie, wisząca w powietrzu wojna pomiędzy demonami i ludźmi, oddanie względem rodziny i „rasy”, dziecinne zagrywki ze strony rozwydrzonych, demonicznych córeczek… A również przyjaźń, humor, a także romans. Pięknie to wszystko się ze sobą łączy, tworząc naprawdę wciągającą i chwilami porządnie zaskakującą fabułę. Nie ukrywam, że nie spodziewałam się tego, że pewne wątki autorka zakończy w tak brutalny sposób, że bohaterowie będą musieli podejmować tak trudne i bolesne decyzje. Z kolei pewne inne elementy były dosyć proste do przewidzenia, wychodziły jakby naturalnie i Woolf w trakcie lektury dawała ku im rozwiązaniu sporo wskazówek – wystarczyło odpowiednio połączyć fakty i być dobrym obserwatorem.

Marah Woolf bardzo dobrze wykreowała swoje postaci i sama nie dziwie się siostrom, że uległy wpływowi demonów – Caleb jest takim trochę śmieszkiem i zawadiaką, ale z kolei Aarvand to naprawdę typ niemal idealny. Pewny siebie, stanowczy, konkretny, choć iście niebezpieczny. Jeden z takich bohaterów, do którego czytelniczki najczęściej wzdychają. Doskonale są też zaprezentowane relacje pomiędzy postaciami i choć chwilami zmieniają się one o 180 stopni, to myślę, że każdy dobry obserwator w pewnym momencie zrozumie, z czego te zmiany wynikają. Podoba mi się sposób zaprezentowania magii oraz wszystkich fantastycznych istot, zakazanego świata, do którego wchodzi Vianne, klimat spisków i tajemnic…

Z czystym sumieniem stwierdzam, że ta seria naprawdę przypadła mi do gustu i uaktywniła moje emocje. To bardzo rozbudowana opowieść, dająca nam czas na zapoznanie się ze światem, miejscem akcji oraz różnorodnymi bohaterami. Z łatwością można wczuć się w ich problemy i zrozumieć, dlaczego postępują w taki, a nie inny sposób. Nie mogę się już doczekać trzeciego tomu!

Bookeater Reality

Recenzja: Siostra księżyca - Marah Woolf
4.4Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 2 Głosów