Recenzja: Fałszywy Pieśniarz – Martyna Raduchowska

Martyna Raduchowska zdecydowanie należy do grona moich ulubionych pisarzy, zwłaszcza jeżeli chodzi o fantastykę. Jednak lata minęły od momentu, w którym miałam okazję śledzić losy Idy Brzezińskiej! Demona luster, czyli drugi tom cyklu o jej przygodach, czytałam pięć lat temu! A tu proszę, pojawia się nagle część trzecia! A ja nawet się tego nie spodziewałam! Znaczy gdzieś tam przeczuwałam, że to jeszcze nie koniec i będzie mi dane się spotkać z Idą ponownie, ale właściwie po tak długim czasie przestałam na to specjalnie liczyć. Może nawet nie tylko ja, jednak Raduchowska postanowiła zaskoczyć swoich czytelników.

Muszę jednak przyznać, że z pewną trudnością powracałam do tego świata… Chociaż pamięć mam dobrą i narzekać na nią specjalnie nie mogę, to mimo wszystko przez 5 lat miałam okazję przeczytać wiele wspaniałych historii, dlatego nie sposób idealnie pamiętać każdą opowieść, jaka wpadła w moje ręce. Jasne, mniej więcej kojarzyłam, że Ida ma Pecha, Pech ma idę, z czym się mierzyła, gdzieś tam przewijała się myśl o znakomitej ciotce Tekli… Ale miałam pewne obawy, co do tego, że pewne braki wpłyną na odbiór najnowszego tomu jej przygód. Mimo wszystko – dałam radę!

Nie ukrywam, że Ida to sympatyczna istota – chociaż nieco jej współczuję, że musi się na co dzień mierzyć z demonem, który ją opętał, to jednak nie brakuje jej pogody ducha, nie stroni od sarkazmu, a przede wszystkim jest konkretna i zawzięta. Ponownie wplątuje się w nadprzyrodzone problemy, które tym razem są wyjątkowo nieprzyjemne i niebezpieczne, a ich konsekwencje mogą być śmiertelne – nawet dla niej. A może w szczególności dla niej? Cały czas zastanawiałam się nad tym, kim jest tytułowy Fałszywy Pieśniarz, co czeka główną bohaterkę, jak to wszystko się skończy i czy aby na pewno będzie to finał przygód Brzezińskiej? Kto wie…

Chociaż Ida stara się zachowywać tę pogodę ducha i humor, to nie da się jednak ukryć, że Raduchowska coś w niej zmieniła. A właściwie nawet nie Raduchowska, a wszystko to, co ją spotkało. Magia i dawne wydarzenia odcisnęły na niej swoje piętno – niby jest zahartowana, a jednak można odnieść wrażenie, że ma tego wszystkiego dosyć, że jest już zmęczona, że chciałaby zapomnieć o nadnaturalnej stronie swojej osobowości raz na zawsze. Ale mimo wszystko lubię ją i stale trzymam za nią kciuki! Ale jednak nic nie pobije mojej sympatii do ciotki Tekli! No po prostu mistrzostwo samo w sobie! Rozbraja system, za każdym razem, kiedy się pojawia.

Muszę przyznać, że przepadam za klimatem tej serii. Ta nadprzyrodzona atmosfera udziela się czytelnikowi od pierwszych stron, dodajcie do tego dziwaczne spiski, intrygi no i… Pecha! Sporo się tutaj dzieje, bowiem nie brakuje wędrowania po ogrodzie Kusiciela, rozpoczyna się seria tragicznych wydarzeń, przerażających samobójstw, Ida męczy się z sobą samą, ze swoim darem i faktem, że spełnione życzenia nie zawsze wywierają pozytywne efekty. Powraca też postać Kruchego, który również musi uporać się ze swoimi wewnętrznymi demonami i mroczną przeszłością. Widzicie zatem, że nuda Wam tutaj nie grozi, zdecydowanie!

Bardzo lubię również styl Martyny Raduchowskiej – z jednej strony lekki i przyjemny, a jednak potrafi ona mocno rozbudować tworzony przez siebie świat, konkretnie opisać wszystkie sceny akcji, odpowiednio zadbać o intrygę i budowanie napięcia. Kreuje bohaterów z krwi i kości, którzy nie są chodzącymi ideałami – nie brakuje im wad, są trudni nawet sami dla siebie, nic nie przychodzi im ze zbyt wielką łatwością, muszą wiele z siebie dać, aby osiągnąć zamierzone cele. To się naprawdę dobrze czytało, to odprężająca fantastyka ze wspaniałymi bohaterami, wciągającą fabułą i świetnym klimatem!

Sheti

Recenzja: Fałszywy Pieśniarz - Martyna Raduchowska
4.4Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 0 Głosów