Recenzja: Magia Cierni – Margaret Rogerson

Sorcery of Thorns miało niedawno swoje wielkie pięć minut na zagranicznym bookstagramie i do tej pory można tę książkę często tam zobaczyć, choć od premiery trochę już minęło. Książka zyskała naprawdę mnóstwo pozytywnych opinii, a jej wysoka ocena na Goodreads zdecydowanie robi wrażenie, jeżeli przejrzymy inne tytuły w tym samym gatunku. Polscy czytelnicy ogromnie się ucieszyli, gdy okazało się, że wydawnictwo NieZwykłe zakupiło prawa do tej powieści i w dosyć krótkim czasie od zagranicznej premiery postanowiło ją wydać. Nie ukrywam, że i ja byłam w tym gronie – niemal już zakupiłam dzieło Rogerson w oryginalnej wersji, ale w ostatecznym rozrachunku zapoznałam się z tą historią po polsku.

Biorąc pod uwagę fakt, że od dłuższego czasu wszystkie książki odbieram bardzo podobnie, to nie podchodziłam do tej historii z jakimś większym zapałem. Przewidywałam, że trzymam w rękach kolejną historię, która po prostu będzie poprawna, przeczytam, kilka rzeczy mi się spodoba, kilka innych mnie zirytuje, a potem odłożę ją gdzieś i szybko o niej zapomnę. A tutaj proszę! Znalazła się opowieść, która oczarowała mnie bardziej niż się spodziewałam! Fakt, może nie uznam jej za ideał wśród tego typu lektur, ale z pewnością zasługuje u mnie na bardzo wysoką ocenę!

Dzieło Rogerson urzeka przede wszystkim swoją magią, klimatem i atmosferą. Mamy tutaj ładnie zaprezentowane realia XIX wieku, które w bajeczny sposób mieszają się z elementami fantastycznymi. Autorka zadbała o to, aby pokazać pewne zachowania z tamtego okresu, wystawne bale, społeczeństwo i zasady. Dodała do tego nutkę alchemii, demonów i niesamowitej magii, która wiąże się z istnieniem potężnych, Wielkich Bibliotek, w której książki, a właściwie to wyjątkowe grymuary, mogą ożywać. Zadbała o to, aby w jak najlepszy sposób przybliżyć czytelnikowi ten cudowny świat, w którym mimo całego jego piękna i urzekającej energii, czai się coś mrocznego. Coś, z czym będą musieli się zmierzyć bohaterowie.

Czytając tę powieść miałam przed oczami cudowne biblioteki, regały do samego sufitu, takie ciepłe i przytulne, aczkolwiek pełne magii i tajemnic. Sam motyw ich istnienia, Strażników, dyrektorów – to naprawdę coś oryginalnego, co bardzo przypadło mi do gustu. Nawet kwestia dziwacznych, książkowych wszy! Motyw magii i czarowników jest tutaj równie dobrze zaprezentowany – pojawia się nawet historia ich przodków, której konsekwencje widoczne są do momentu, w którym rozgrywa się akcja. Rogerson ma naprawdę niesamowitą wyobraźnię, a jej pomysły ogromnie przypadły mi do gustu. Czytało się to wyjątkowo dobrze, bowiem nie da się ukryć, że styl jest bardzo przyjemny.

Główna bohaterka, Elisabeth, zasługuje na uznanie przede wszystkim ze względu na swoją odwagę i zawziętość! Śmiało brnie do przodu i jako jedyna potrafi dostrzec okrucieństwo tam, gdzie inni widzą szlachectwo. To ona natrafia na ślad wielkiego i niebezpiecznego spisku, i chociaż nie ma się za nikogo wyjątkowego, to jest gotowa zrobić wszystko, aby to powstrzymać. Nie ma łatwego zadania, bowiem szybko zostaje uznana za obłąkaną, a osoba, z którą się ma zmierzyć, jest jedną z najważniejszych postaci w jej świecie. Mimo wszystko Elisabeth nie traci nadziei, a co więcej, potrafi sobie zorganizować nie lada pomoc… Jedyne, co mnie w niej nieco irytowało to fakt, że chwilami nie potrafiła być bardziej konkretna czy stanowcza – no ale wiecie, w sumie ciężko się odnaleźć w walce z demonami czy coś…

Pomijając fakt, że byłam całkowicie urzeczona klimatem i samą fabułą tej powieści, to pojawia się jeszcze jeden element, który spędzał mi sen z powiek. Nathaniel Thorne. Lekko arogancki i nonszalancki młody czarownik, który zdecydowanie posiada wspaniałą charyzmę i nieodparty urok osobisty. Chociaż sam mierzy się ze swoimi demonami i trudną przeszłością, tak jednak jego sposób bycia był po prostu cudowny i czarujący! Nic dziwnego, że wszystkie panny latały za nim sznurem… To właśnie jego wypowiedzi działały na mnie w rozbrajający sposób, ale nie da się ukryć, że również jego demoniczny sługa, Silas, miał w sobie coś urzekającego.

Śmiało mogę napisać, że to naprawdę jedna z lepszych książek, jakie czytałam w tym roku. Wciągająca fabuła, przecudowna kreacja świata i bohaterów, wspaniała atmosfera. W sumie może nawet nieco żałuję, że jest to powieść jednotomowa, ale może to i lepiej? Dobrze wiemy, że czasami historia może wiele stracić, gdy ciągnie się zbyt długo. A tutaj otrzymujemy naprawdę świetną całość, od początku do końca trzymającą w napięciu. Żal było opuszczać ten świat, ale sprawdza się tutaj powiedzenie, że to, co dobre, szybko się kończy.

Recenzja: Magia Cierni - Margaret Rogerson
4.7Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 4 Głosów