Recenzja: Mroczne wybrzeża – Danielle L. Jensen

Jak tylko zobaczyłam zagraniczną zapowiedź najnowszej książki Danielle L. Jensen, to wiedziałam, że czeka mnie nie zapomniana morska przygoda. Nie pomyliłam się! Ogółem miałam ambitny plan czytać tę powieść w oryginale i już niemal trafiła do mojego koszyka, a tu nagle się okazało, że Galeria Książki kocha swoich czytelników i wyda tę historię tuż po zagranicznej premierze. Radości nie było końca! A jaka radość mnie ogarnęła, gdy książka ta już trafiła w moje ręce…

Dobrze pamiętam, jak mocno przeżywałam Trylogię Klątwy tej autorki. Pokochałam wykreowany przez nią świat i bohaterów, a co najważniejsze, Jensen zapewniła mi ogromną dawkę emocji. Nie inaczej było w przypadku Mrocznych wybrzeży. Świat, który tym razem stworzyła jest iście niesamowity. Fantastyczne krainy, które nie wiedzą o swoim istnieniu. Bezkresne Morza. Mroczne wybrzeża. Potwory morskie, bogowie, nowe tradycje, kultura. To jest po prostu magia! Uwielbiam pomysłowość tej autorki, a także sposób, w jaki opisuje swoje wizje – ten świat stał się po prostu namacalny, porywający, wspaniały.

Danielle L. Jensen stworzyła zupełnie nowe społeczeństwa, a główna bohaterka, Teriana, to przedstawicielka Maarinów. Trzeba przyznać, że ich kultura i wierzenia są naprawdę urzekające. Co więcej jednak – Teriana jest piratką, drugim oficerem na Quinsense, statku oddanemu bogini mórz. Legenda głosi, że jej lud zrodził się z morza, więc ich największą misją jest ochrona go, strzeżenie jego tajemnic, głęboka wiara w bogów. Z kolei drugi narrator, bo mamy tutaj do czynienia z podziałem perspektywy na dwójkę bohaterów, należy do Imperium Celendoru. Marek, mimo młodego wieku, jest dowódcą niesławnego Trzydziestego Siódmego Legionu, który stanowi zarazem jego rodzinę. Chociaż wydaje się być silny i bezwzględny, jak na żołnierza przystało, to skrywa wielką tajemnicę…

Prawda taka, że los spłatał tej dwójce prawdziwego figla. Teriana oraz jej ludzie trafili do niewoli, matka mocno oberwała i jest jeńcem, a zaledwie siedemnastoletnia dziewczyna otrzymuje od okrutnego człowieka Imperium szansę na to, aby ich wszystkich uratować. Niestety, cena jest bardzo wysoka i Teriana nie wie, czy jest gotowa ją zapłacić. Z kolei Marek ma swoje własne cele do osiągnięcia w tej grze, a być może młoda piratka będzie w stanie pomóc mu je osiągnąć. Oboje nie pałają do siebie sympatią, ale wiedzą, że współpraca może przynieść obopólne korzyści. I tak oto wyruszamy z nimi, z całą flotą statków, na Mroczne Wybrzeża, na podbój Zachodu…

Tak na dobrą sprawę, mimo że mamy do czynienia z piratami, to jest to raczej ich łagodna forma. Fakt, nie brakuje tutaj takiego pirackiego klimatu, ale spodziewałam się mocniejszego uwidocznienia tej atmosfery. Mimo wszystko okazało się, że swoista „delikatność” działała tutaj na plus – Jensen odpowiednio wyważyła poszczególne elementy swojej powieści, połączyła lud mórz z kwestią tajemniczych bogów, piratów, podbojami i spiskiem Imperium. Zdrada mogłaby być drugim imieniem tej historii, bowiem w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że niemal nikomu tutaj nie można zaufać. Każdy stara się dbać przede wszystkim o swój własnym interes, może z wyjątkiem Teriany, która ma naprawdę trudny orzech do zgryzienia. Pragnie zrobić wszystko, aby uratować swoich ludzi, a i tak czuje się jak zdrajca.

Spiski, intrygi, butelki rumu, męskie klimaty… Tego tutaj mimo wszystko nie brakuje, ale Jensen z niczym nie przesadza. Panuje tutaj pozytywne umiarkowanie, dzięki czemu otrzymujemy naprawdę ładnie rozbudowaną historię, która w jednym momencie wciąga do swojego świata. Wierzcie mi, nawet nie wiedziałam, kiedy dobrnęłam do końca tej historii. Uświadomiłam sobie to dopiero w momencie, w którym próbowałam szukać następnego rozdziału, a trafiłam na glosariusz… Wykrzyknęłam momentalnie „Ale jak to już koniec?!” i poczułam lekką pustkę. Ta historia naprawdę przypadła mi do gustu, była wspaniałą, klimatyczną przygodą, w której tak naprawdę niczego mi nie brakowało.

Nie chcę Wam zdradzać zbyt wiele z fabuły, ale naprawdę sporo się tutaj dzieje. Podboje, zdrady, próba przetrwania, chwile wytchnienia i rozrywki… Wszystko to jednak zmierza to nieuniknionej wojny. Jensen ponownie urzekła mnie swoją oryginalnością, mistrzowską kreacją świata, bohaterami i nie zapomniała o emocjach. Jestem przekonana, że kolejne tomy tej sagi będą równie dobre, a może nawet lepsze! Tutaj szykuje się coś naprawdę mocnego, świetnie napisanego, przemyślanego, urzekającego. Nie dziwię się, że Sarah J. Maas pokochała „każde słowo tej książki”…

Recenzja: Mroczne wybrzeża - Danielle L. Jensen
4.5Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 2 Głosów