Recenzja: Strażnik – Paulina Hendel

Chociaż większość z Was zapewne kojarzy Paulinę Hendel dzięki serii Żniwiarz, to okazuje się, że tak naprawdę przed nim istniała Zapomniana Księga Przyznam szczerze, że dopóki wydawnictwo We need YA nie wznowiło tej serii, to ja również nie miałam pojęcia o jej istnieniu. Ze Żniwiarzem nie miałam zbyt wiele do czynienia – udało mi się zapoznać zaledwie z pierwszym tomem, aczkolwiek moje oczy zwróciły się w innym kierunku niż jego kontynuacja. Ale tak się złożyło, że w moje ręce wpadł Strażnik, czyli pierwsza część Zapomnianej Księgi.

Głównym bohaterem powieści jest siedemnastoletni (czy aby na pewno?) Hubert, który budzi się nagle w ciemnym i zamkniętym pokoju. Pamięta, że był w Paryżu, ale nagle okazuje się, że znalazł się w Polsce. Jest ranny, wygląda zupełnie inaczej, a jak się okazuje, od jego wyjazdu do Francji minęło 7 lat, a więc wynika z tego, że Hubert nie jest już nastolatkiem. Jednak co takiego sprawiło, że bohater stracił tyle lat ze swojego życia? Tego nie wie nikt, nawet on sam – przynajmniej na razie. Pewne jest jedno – świat uległ diametralnej zmianie w wyniku apokalipsy. Zaraza, epidemia, zdewastowanie technologii… Jakby tego było mało, na ulicach zaczęły grasować demony znane z ludowych opowieści.

Oto historia chłopaka, który próbuje na nowo odnaleźć się w świecie, którego tak naprawdę nie zna. Choć wydawałoby się, że kojarzy miasto, w którym się znajduje, to wszystko wygląda zupełnie inaczej. Sam Hubert wygląda inaczej, ale mimo wszystko zachował mentalność siedemnastolatka. Wszystko sprawia wrażenie przebudzenia się po długim stanie spoczynku, chociaż nikt nie chciałby się obudzić w miejscu, które tak wygląda. Lubię motyw apokalipsy i końca świata w powieściach i muszę przyznać, że Paulina Hendel przedstawiła go całkiem nieźle. Miała konkretny pomysł i trzymała się swojej wizji, a w ostatecznym rozrachunku wygląda to nawet sensownie – przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo gdyby to wszystko poddać głębszej analizie, to umysł podpowiada mi, że można by się doszukać pewnych absurdów. Ale teoretycznie w powieściach tego typu chodzi o zabawę i rozrywkę, a nie o rozległe analizy, prawda?

O ile wydaje mi się, że Hendel jest całkiem niezła w kreowaniu światów, tak jednak po raz drugi trzymając w rękach jej dzieło, zauważyłam, że nie do końca odpowiada mi jej styl pisania. Momentami dialogi wydawały mi się być bardzo sztuczne i sztywne, niektóre wypowiedzi były lekko żenujące i nie jestem pewna, czy ma to związek z tym, że nie myślę i nie wypowiadam się już tak, jakbym miała te naście lat. Pojawił się również problem z samą fabułą – chociaż pomysł jest naprawdę ciekawy, to jednak wydaje mi się, że potencjał był większy. Zabrakło tutaj zaskakujących zwrotów akcji czy emocjonujących scen, bywało nudno i nużąco. Bohaterowie są… tacy sobie. Ich kreacja nie wypada najgorzej, aczkolwiek nikt nie wzbudził we mnie specjalnej sympatii czy też antypatii.

Przyznam szczerze, że chętnie widziałabym mocniejsze rozbudowanie motywu demonów – te znane z legend słowiańskich są naprawdę ciekawe i wydaje mi się, że już w Pustej nocy ten wątek został nieco lepiej poprowadzony. Chwilami właściwie cała ta kwestia przebudzenia się po 7 latach, apokalipsy i latających po ulicach miast demonów wydawał się być dziwną mieszaniną – jakby autorka chciała zbyt wiele wrzucić naraz do jednego worka, ale były też takie chwile, w których to jako tako ze sobą współgrało.

Strażnik nie jest książką złą, ale może jedynie lekko niedopracowaną pod pewnymi względami. Mimo wszystko wydaje mi się, że twórczość Pauliny Hendel ma szansę znaleźć swoje grono odbiorców, zwłaszcza wśród nieco młodszych czytelników. Jeżeli spodobała Wam się seria Żniwiarz, to i Zapomniana Księga ma szansę przypaść Wam do gustu. Niektórzy określają to nawet mianem polskich Shadowhunters

Recenzja: Strażnik - Paulina Hendel
4.1Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 3 Głosów