Recenzja: Jednostka – Ninni Holmqvist

Do tej pory motywy dystopijne najczęściej spotykało się w powieściach bardziej młodzieżowych. Niezgodna czy Igrzyska śmierci to tylko jedne z wielu chwytliwych tytułów, które swego czasu dominowały rynek wydawniczy dzięki temu, jakie tematy poruszały. Niepokojąca wizja przyszłości to coś, co zawsze ludzie intryguje, a sam motyw daje również spore pole do popisu. Skorzystała z niego również Ninni Holmqvist, aczkolwiek skierowała się w nieco inną stronę – jej bohaterowie to dojrzali, w pełni świadomi swoich decyzji ludzie, którzy jednak stali się… zbędni dla ogółu społeczeństwa.

Cieszcie się, że jeszcze mamy coś takiego jak wolność i nikt nikogo nie uważa za zbędnego tylko dlatego, że nie posiada dzieci (aczkolwiek kto wie, co nas jeszcze czeka), bowiem w wizji Holmqvist świat nie wygląda tak kolorowo. Bezdzietni są nieprzydatni, dlatego w pewnym wieku trafiają do specjalnych ośrodków zwanych Jednostkami. Tam są poddawani różnym testom medycznym, służą nauce, a co najgorsza, stanowią rezerwuar narządów do przeszczepów. Do dyspozycji mają piękne ogrody, baseny, wszyscy dbają o ich stan zdrowia, dietę, sport. No bo po co przeszczepiać potrzebującym ludziom zaniedbane narządy? Co ciekawe, ludzie, którzy trafiają do Jednostki, wydają się być zadowoleni z tego, że jednak mogą się do czegoś przydać. I to bez prania mózgu!

Teoretycznie sama wizja pobytu w takim ośrodku jest obiecująca – oto pojawia się możliwość przeżycia swoich ostatnich dni w niezwykle luksusowych warunkach. Ale czy naprawdę chcielibyście zakończyć swoje życie w wieku 50, 60 lat? Czy naprawdę już w tym wieku ktoś może stać się zbędny tylko dlatego, że nie ma dzieci? Czy nadaje się już tylko do tego, aby być żywym rezerwuarem narządów? W tym przypadku tak. Bohaterowie tej powieści w każdej chwili mogą zostać uśpieni tylko dlatego, że ktoś potrzebujący musi otrzymać nowe serce. Dopóki jest to kwestia oddania fragmentu wątroby czy jednej nerki to sprawia nie jest jeszcze aż tak bolesna – z tym da się dalej żyć, ale bez serca? Kiepska sprawa. Z jednej strony próbuję zrozumieć tych, którzy wydają się być szczęśliwi z tego, że trafili do Jednostki. Czują, że sami już nic nie zdziałają, ale ich organy mogą ocalić komuś życie. Ale co spowodowało, że ci ludzie nie widzą dla siebie żadnych perspektyw?

Główna bohaterka Jednostki jest jednak przykładem na to, że coś może się zmienić, choć tylko na chwilę. Niestety. Tak naprawdę nie wiem, co w tym przypadku jest bardziej przygnębiające: sama wizja tego, że ludzie są traktowani jako rezerwuar, czy fakt, że są z tym całkowicie pogodzeni i podchodzą do tego z całkowitą obojętnością. Jakby wszyscy widzieli życie przez mgłę, jakby ktoś powinien im podać różowe okulary. Tego typu książki zawsze powodują, że człowieka zaczyna zastanawiać się nad sensem życia i poddaje głębszej analizie fabułę, aczkolwiek w przypadku powieści Ninni Holmqvist nie jest to takie łatwe, bo tak naprawdę nie rozbudowała ona zbyt mocno świata, w którym rozgrywa się akcja.

Wiemy, że zostajemy przeniesieni do bliżej nieokreślonej przyszłości i wraz z główną bohaterką trafiamy do Jednostki. I tak razem z nią sobie przeżywamy każdy kolejny dzień, bez specjalnych wzlotów czy upadków. Widać, że mamy do czynienia z debiutem literackim, bowiem książka ta nie wzbudza w czytelników większych emocji, choć trzeba przyznać, że ze względu na sam motyw, który porusza, skłania do pewnych refleksji. Jednak ciężko się tutaj zintegrować z bohaterami, ciężko poczuć to, co oni, ciężko zrozumieć ich postępowanie. Wszystko toczy się swoim rytmem i niby da się wyczuć, że autorka chciała stworzyć coś wyniosłego, ale w ostatecznym rozrachunku powstało coś… zwyczajnego, po prostu poprawnego, nad czym trzeba by jeszcze popracować.

Nie wydaje mi się, żeby ta powieść miała szansę się wybić na rynku wydawniczym, choć to ciekawe, że takie dystopijne klimaty pojawiły się również w literaturze dla dorosłych. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom, to nie tak, że młodzież się tutaj nie odnajdzie i powinna zapomnieć o istnieniu tego debiutu – jeżeli przepadacie za podobnymi klimatami to jak najbardziej powinniście sięgnąć po tę pozycję, żeby zobaczyć dystopię w nieco innym wydaniu.

Bookeater Reality dla BG

Recenzja: Jednostka - Ninni Holmqvist
3.3Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 0 Głosów