Recenzja: Trucicielka królowej – Jeff Wheeler

Sięgając po najnowsze dzieło Jeffa Wheelera nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Orientowałam się, że jest to autor, którego powieści skierowane są bardziej do młodzieży i młodszego czytelnika, a ja, jako stara krowa, może powinnam sobie jednak odpuścić. Ale jednak kusząca wydała mi się opcja zagłębienia się w nowy świat fantasy, w którym nie brakuje magii, spisków i dworskich intryg. I chociaż faktycznie po zakończonej lekturze Trucicielki królowej odczuwam pewien niedosyt, to mimo wszystko seria Królewskie źródło zapowiada się obiecująco.

Króla Severna Argentine’a wyprzedza jego straszliwa reputacja. Ten władca słynie ze wszystkiego, co najgorsze. Uzurpator, morderca, bezwzględny tyran, który nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć swoje cele i pozostać na tronie. Krążą o nim niesamowite pogłoski, podobno zamordował nawet członków swojej rodziny. A teraz przetrzymuje na dworze grupę młodzików, którzy – choć zapewne nie zdają sobie z tego nawet sprawy – są jego testerami żywności. Król robi wszystko, aby uniknąć trucizny, bo wie, że gdzieś w zakamarkach zamku ukrywa się trucicielka królowej… I to nie jego królowej, a żony jego brata, który niegdyś zasiadł na tronie…

Choć tytuł może wskazywać na to, że narratorką powieści będzie właśnie trucicielka, to jest zupełnie inaczej. Rozgrywające się tutaj wydarzenia poznajmy głównie z perspektywy ośmioletniego Owena. To najmłodsze dziecko diuka Kiskaddona, które trafiło na królewski dwór jako zakładnik. Diuk zdradził króla Severna i musiał ponieść karę – Owen ma być gwarancją jego lojalności i zapewnieniem, że diuk nigdy więcej nie stanie przeciwko królowi. W końcu poprzedniego syna Kiskaddona wrzucono już do wodospadu… Owen może być następny. Chłopiec nie może pogodzić się z tym, że rodzice go odesłali. Przecież jest tylko dzieckiem, nikomu nie zawadzał, niczym nie zawinił… Szybko jednak pozbywa się goryczy i żalu, bowiem zaczyna rozumieć, że musi znaleźć sposób na przetrwanie. Los mu sprzyja, bowiem wkrótce na horyzoncie pojawia się znakomita sojuszniczka – kobieta działająca w ukryciu, ale posiadająca niesamowite umiejętności.

Jeff Wheeler znakomicie wykreował nie tylko świat, w którym rozgrywa się akcja, ale również swoich bohaterów. Zostańmy jednak na chwilę przy pierwszym elemencie. Trafiamy do Ceredigionu, rządzonego przez okrutnego króla Severna. Choć nasze pole widzenia ogranicza się tylko i wyłącznie do jego zamku oraz dworu, to mimo wszystko sporo się tutaj dzieje, a my bardzo dokładnie poznajemy panujące tam zasady i hierarchię. Jest to wyczuwalne nie tylko w słowach, które padają z ust bohaterów, ale również w czynach i gestach. Widać, kto ma władzę. Stopniowo odkrywamy też prawdę o magii panującej w tym świecie, o osobach obdarzonych przez Źródło, a Wheeler odpowiednio dawkuje wszystkie tajemnice, które okazują się być chwilami sporym zaskoczeniem, gdy już ujrzą światło dzienne.

Z początku byłam lekko przerażona, że będę poznawać rozgrywające się tutaj wydarzenia z perspektywy ośmioletniego chłopca, aczkolwiek trzecioosobowa narracja nieco to łagodzi. Właściwie nie odczuwałam jakoś specjalnie tego, że to Owen jest głównym bohaterem, bowiem wielu pobocznych bohaterów pojawia się tutaj wystarczająco często i ma sporą rolę do odegrania. Do Owena wkrótce dołącza jego rówieśniczka, Elysabeth Mortimor, i ta dwójka staje się nierozłączna, choć z początku Owen nie jest do niej przekonany. Wiecie, to ten wiek, kiedy spoufalanie się z dziewczyną wydaje się być czymś obrzydliwym. Owen to taki introwertyczny dzieciak, który bacznie obserwuje wszystko, co dzieje się dookoła niego. Spokojny i stonowany. Elysabeth to jego całkowite przeciwieństwo – dziewczynka burza, której wszędzie pełno. Ciekawy duet, nie ma co. Moją ulubienicą jest jednak tytułowa trucicielka. Ankarette to dostojna i inteligentna kobieta, a także dobra manipulatorka i intrygantka, choć działa w słusznej sprawie. Posiada ogromną mądrość życiową i naprawdę ją polubiłam. A czarny charakter, którym jest król Severn? Jest równie dobrze wykreowany, jego okrucieństwo i żądzę władzy widać niemal na każdym kroku.

Akcja rozgrywająca się w tym alternatywnym, przypominającym średniowiecze, świecie ma naprawdę dobre tempo, aczkolwiek da się wyczuć, że jest to wprowadzenie do czegoś większego. Mogłabym napisać, że czuję lekki niedosyt, ale w głębi serca czuję, że zostanie mi to wynagrodzone w kolejnych tomach. Póki co mogę śmiało stwierdzić, że poznanie losów Owena oraz pozostałych bohaterów sprawiło mi przyjemność i chętnie powrócę do tego magicznego świata, aby dalej zgłębiać jego tajemnice. Córko złodzieja, nadchodzę!

 

Sheti by bookeaterreality dla BG

Recenzja: Trucicielka królowej - Jeff Wheeler
4.3Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 1 Głosuj