Love, Simon czyli ekranizacja Simon oraz inni homo sapiens Becky Albertalli

Kiedy książka dostaje swoją ekranizacje od razu robi się o niej głośno. Pojawiają się filmowe okładki, a reklamy są wszędzie. Tak samo stało się z Simon oraz inni homo sapiens autorstwa Becky Albertalli, który zyskał nowy tytuł Love, Simon ( PL Twój, Simon).

Podobieństwa:

  • Simon: zdecydowanie główny bohater posiada ten sam uroczy charakter, w którym od samego początku można się zakochać.
  • Poczucie humoru: Oby dwie formy łączy poczucie humoru. Jest ono dość proste i na swój sposób urocze. Niektóre sceny były nawet śmieszniejsze na ekranie, niż na kartach powieści.

Nawiązania do pop-cultury: Nawiązań w Love, Simon i w Simon oraz inni homo sapiens jest od groma. Może i różnią się one treścią, jednak dalej urozmaicają one oglądanie, jak i czytanie. Muszę przyznać, że zobaczenie swojego ukochanego zespołu na wielkim ekranie sprawiło, że pokochałam film jeszcze bardziej.

Różnice:

  • Wątek Leah: Niestety został całkowicie zmieniony. Sama Leah też nie wyglądała jak ją w książce opisywała Becky Albertalli. Brakowało mi jej oryginalności i mimo wszystko ostatniej sceny z książki, która by postawiła tą bohaterkę w zupełnie innym świetle.
  • Poszukiwania Blue: W książce Simon tak naprawdę ma tylko jedną osobę, którą podejrzewa o bycie Blue. Za to w filmie tych osób jest więcej. Nawet w pewnym momencie chłopak zgaduje, kim jest osoba, z którą pisze. Jednak nie razi to tak bardzo w oczy, ponieważ wszystko jest na bieżąco wyjaśniane
  • Ostatnia scena: To jest chyba element, który boli mnie najbardziej. W filmie moment poznania tożsamości Blue jest bardzo publiczny i idealnie wpisuje się w ramy amerykańskiego filmu. Za to w książce pomimo swojej słodyczy był on dobrze wyważony. O zdecydowanie bardziej uroczy.

Ekranizacja jest zdecydowanie warta oglądnięcia, ponieważ trzyma klimat książki, a także jest dobrze zrobiona. Soundtrack Love, Simon jest świetny i jest jednym z niewielu, który ma u siebie piosenki Bleachers i The 1975.

Weronika