Recenzja: Fandom – Anna Day

Chyba każdy z nas marzył kiedyś o tym, by przenieść się do świata swojej ulubionej serii: wziąć udział w meczu Quidditcha z Harry’m i spółką, wyruszyć na przygodę z krasnoludami i elfami albo podejrzeć najsłynniejszego, londyńskiego detektywa w akcji. Chwytliwy temat, z jakiegoś powodu rzadko wykorzystywany, stał się kanwą dla powieści Anny Day.

Historia zaczyna się w miejscu, które można określić mekką wszystkich fangirl i fanboyów: Comic Conie. Na popkulturową imprezę Violet -główna bohaterka – wybiera się wraz z bratem i przyjaciółmi. Nie spodziewają się jednak, że niewinna wycieczka kompletnie przewróci ich życie do góry nogami: zamiast spotkać się z twórcami ulubionej książki i serialu, Tańca na szubienicy… przenoszą się do fikcyjnego świata produkcji. Jakby tego było mało, doprowadzają do śmierci głównej bohaterki. W tej sytuacji Violet będzie musiała zająć miejsce protagonistki i doprowadzić ukochaną historię do właściwego finału.

Przede wszystkim: ogromny plus za pomysł! Powstało już co prawda setki (o ile nie tysiące) opowiadań fanfiction w bardziej lub mniej podobnym stylu, ale Anna Day w pewien sposób wzniosła fangirlowanie na wyższy poziom: stworzyła książkę w książce; własny fandom, którego częścią stały się wykreowane przez nią postaci. Do tej pory spotkałam się z czymś w podobnym w Cieniu wiatru Zafona i Atramentowym sercu Cornelii Funke, jednak w obu tych (swoją drogą, genialnych) powieściach nacisk położono na coś zupełnie innego. Anna Day ugryzła temat z kompletnie nowej strony: to takie połączenie Fangirl Rainbow Rowell i książek Zafona, dziecko szczerzej i niekłamanej miłości do fikcji oraz całej otoczki wokół niej, a więc wszystkiego, co zwykło nazywać się fandomem.

Każdy, kto przeczytał choć kilka książek wie, jak cienka granica dzieli świetny pomysł od kiepskiego wykonania – zwłaszcza, kiedy mówimy o motywie z tak dużym potencjałem. Moje obawy okazały się zupełnie niepotrzebne, bowiem autorce zręcznie udało wywinąć się z pułapki banału i schematów, w które mogła popaść. Historia została poprowadzona sprawnie, a zwroty akcji i prędkość, z którą postępuje fabuła, skutecznie nie pozwalały oderwać się od książki. Muszę przyznać, że już dawno nie doświadczyłam czegoś takiego w przypadku młodzieżówki. Bohaterowie – kolejny element, który potrafi popsuć nawet najlepszą powieść – także wychodzą ze starcia z czytelnikiem obronną ręką. Bardzo polubiłam Violet i jej ekipę. Dziewczyna jest przykładem dobrze wykreowanej, silnej bohaterki, w przypadku której naprawdę ciężko się o coś przyczepić. Odpowiednio zdeterminowana, odważna, ale nie przesadnie pewna siebie. Jej zachowanie w zupełnie nowym, choć jednocześnie tak dobrze znanym świecie, wypada wiarygodnie i naturalnie.

Jako fangirl nie mogłam ominąć książki, która w pewnym sensie stanowi hołd dla fikcyjnego świata, wykreowanych przez autora bohaterów a przede wszystkim nas: widzów, czytelników, odbiorców. Fanów. Bardzo chciałabym przeczytać Taniec na szubienicy, wokół którego koncentruje się akcja “Fandomu”. Dopóki jednak nie będzie to możliwe, powrócę do fantazjowania na temat swoich ulubionych postaci z filmów i seriali. Dzięki Annie Day mam na to teraz jeszcze większą ochotę.

Karolina (Bookish Galaxy)

Recenzja: Fandom - Anna Day
4.4Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 1 Głosuj