Recenzja: Nieskończone światy Jane – Kristin Cashore

Na początku Nieskończone światy Jane zwracają naszą uwagę świetlistą okładką i nawiązaniem do Doctora Who.  Potem widzimy motyw równoległych uniwersów, a na końcu zwracamy uwagę na nazwisko  – Kristin Cashore, autorka świetnej serii Siedmiu królestw. To musi się udać.

Jane poznajemy jako samotną studentkę, która wciąż nie potrafi się pozbierać po śmierci ukochanej cioci Magnolii. Dlatego kiedy dawna przyjaciółka Kiran prosi ją, by ta udała się wraz z nią na wyspę Tu Reviens, Jane nie potrafi odmówić. Kiedy przyjeżdża na miejsce, od razu zostaje wplątana w wir wydarzeń, które mogą zaważyć na całym jej życiu.

Sam pomysł na powieść jest po prostu świetny – najpierw zostajemy wprowadzeni w sytuacje, by potem oglądać pięć różnych ciągów dalszych. Tak, dokładnie: Kristin Cashore pokusiła się o opowiedzenie jednej historii na pięć sposobów, odpowiadając tym samym na to magiczne pytanie: a co by było gdyby…? Jednak wykonanie nie wyszło już tak idealnie. Wraz z Jane od razu poznajemy wszystkich zamieszanych, przez trudno było mi się w tym wszystkim połapać. Zarówno opis wydarzeń, jak i narracja również wydały mi się bardzo chaotyczne – czasami czytałam jeden akapit po dwa razy, by zrozumieć o co dokładnie chodzi. Mniej więcej w połowie książki można się do tego przyzwyczaić, ale nie obraziłabym się, gdyby autorka momentami zwolniła tempo.

 Także bohaterowie nie są najmocniejszą stroną tej powieści. Widzimy jak Jane pojawia się w pięciu różnych wizjach rzeczywistości, jednak w każdej zachowywała się jak rozemocjonowana ośmiolatka. Wyróżnia się za to nietypową pasją, czyli robieniem parasolek. Ani w innych książkach YA, ani nawet w życiu nigdy nie spotkałam się czymś takim, więc na pewno plus za oryginalność. Za to Ravi, brat bliźniak Kiran, momentami przyprawiał mnie o ból głowy. O tak infantylnym dorosłym dawno nie czytałam, ale z drugiej strony może mam serce z kamienia i nie potrafię zrozumieć miłości do sztuki. Natomiast o pozostałych bohaterach nie mogę powiedzieć złego świata – Ivy, Patrick, Kiran i wielu innych sprawiali, że tamta dwójka była o wiele bardziej znośna.

Styl pisania Kristin Cashore jest bardzo charakterystyczny. Pisze prostym, trochę surowym językiem i widać, że zdecydowanie bardziej przypasowały jej klimaty fantasty. Może to być też kwestia tego, jak trudną do opowiedzenia historię wybrała. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o tych wszystkich nawiązaniach do popkultury. Po prostu bajka!

Nieskończone światy Jane na pewno zostaną w mojej pamięci na długo, nie tylko ze względu na swoją oryginalność. Nie jest to książka, która spodoba się każdemu, jednak na pewno znajdzie swoich oddanych wielbicieli. Nie pozostaje mi więc nic innego jak zapytać: a co by było gdyby…?

 

Marta

Recenzja: Nieskończone światy Jane - Kristin Cashore
3.9Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 0 Głosów