Recenzja: Dom Wschodzącego Słońca – Aleksandra Janusz

Dom Wschodzącego Słońca to debiutancka powieść Aleksandry Janusz, która w końcu doczekała się swojego wznowienia. Jednak w międzyczasie autorka nie próżnowała i napisała inną serię fantastyczną, a także kilka opowiadań. Na co dzień zajmuje się czymś, co dla wielu osób jest niczym magia i science-fiction razem wzięte: biologią molekularną i neurobiologią. Może więc dla tego poszła w takim kierunku literackim? Sama wiem z doświadczenia, że nauka momentami bywa niczym magia, i nie chodzi mi tylko o to, że wiele osób jej nie rozumie… Ale zaufajcie mi, choć mogłoby się wydawać inaczej, te dwie dziedziny mają ze sobą wiele wspólnego.

Jak sama nazwa wskazuje, w książce tej istotną rolę odgrywa muzyka. Wydaje mi się, że każdy niegdyś słyszał znakomitą piosenkę zespoły The Animals, The House of the Rising Sun. W przypadku twórczości Aleksandry Janusz, tytułowy Dom jest schronieniem dla osób, które posiadają magiczne zdolności. A sama muzyka faktycznie ma tutaj sporo do powiedzenia, bowiem jeden z bohaterów jest nieco narcystycznym rockmanem, dlatego na kartach tej powieści niejednokrotnie możemy doświadczyć tekstów piosenek czy zachowania typowego dla rockmana. Nie brakuje nawet koncertów rockowych – Aleksandra Janusz zabiera nas do wielu różnych miejsc, oferując nam mieszankę wybuchową. Tutaj łączą się dwa światy – realny i magiczny, a bohaterowie muszą mierzyć się z problemami każdego z nich.

To, co najbardziej rzuca się w oczy w trakcie czytania tej powieści, to specyficzny humor i takie zaprezentowanie pewnych elementów, z jakim do tej pory się nie spotkaliście. Choć mogłoby się wydawać, że motyw magii i ludzi nią obdarzonych jest oklepany, to twórczość Aleksandry Janusz może Was zaskoczyć. Zdecydowanie nie trzyma się ona schematów i tworzy coś niepowtarzalnego. Unikatowego i jedynego w swoim rodzaju, co początkowo może zbić czytelnika z pantałyku, ale po czasie zaczyna się doceniać takie podejście. W końcu często narzekamy na powielanie schematów, ale też niejednokrotnie budzi się w nas obawa, gdy mamy do czynienia z czymś nowym. To zupełnie normalne, ale zawsze warto dać szansę czemuś nowemu, poznać inny punkt widzenia, inną wizję.

Książka ta ma swoją specyfikę, co odczuwa się nie tylko w samej fabule i poruszanych tutaj motywach, ale w niezwykłej atmosferze. Można wręcz odczuć wrażenie, że autorka nie musiała się zbytnio starać, aby wytworzyć taki klimat, bowiem prawdopodobnie dzięki oryginalności tej historii, powstał on sam z siebie. Po prostu był niezwykle przyjemnym skutkiem ubocznym. Aleksandra Janusz w bardzo dobry sposób kreuje też swoich bohaterów, a nie miała łatwego zadania, bowiem istotną rolę odgrywa kilka zacnych postaci. To istna mieszanina barw i charakterów. Począwszy od młodej Eunice, która dopiero odkrywa w sobie zdolności magiczne, nie zapominając o doświadczonym magu Llodzie czy błyskotliwym informatyku Timothym, nie mogąc także zlekceważyć tajemniczego Krzysztofa, skończywszy na… zakonnicy Weronice! Tak, to naprawdę mieszanka wybuchowa i ciekawe jest to, że właśnie autorka nikogo nie faworyzuje – każdy ma swoją historię, swoją rolę do odegrania, każdy jest ważny w takim samym stopniu, a ich losu nierozerwalnie się ze sobą łączą.

Dom Wschodzącego Słońca to książka, która ma wiele do zaoferowania. Intrygującą i niepowtarzalną fabułę, ciekawy świat, dobrze wykreowanych bohaterów oraz mnóstwo różnego rodzaju wątków, wśród których nie brakuje motywu wiary, dojrzałości czy odnalezienia swojego powołania i drogi w życiu, a także miejsca na tym świecie. I to wszystko w tej fantastycznej, charakterystycznej otoczce, która z pewnością Was zaskoczy.

Sheti by Bookeater Reality dla BG

Recenzja: Dom Wschodzącego Słońca - Aleksandra Janusz
4.1Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 5 Głosów