Recenzja: Powrót do domu – Allan Stratton

Okładka nowej powieści Allana Strattona na myśli przywodzi historie takie jak Zostań, jeśli kochasz czy Każdego dnia. Utrzymana jest w takim samym stylu, a jak wiadomo, maniacy książek często zwracają uwagę na okładki. I choć nie powinno się w ten sposób oceniać literatury, to jednak nasz mózg już tak działa – od razu tworzy sobie własny scenariusz, pewne nawiązania i skojarzenia. Dlatego miałam pewne obawy, gdy sięgałam po Powrót do domu.  Pierwsza powieść tego autora, która pojawiła się w naszym kraju, na myśli przywodziła raczej lekki thriller, więc w moim przypadku pojawiło się dobre skojarzenie, a ogółem historia zaprezentowana w Psach była niczego sobie. Jednakże mam niezbyt dobre wspomnienia związane z takimi historiami, jakie przyszły mi na myśl, gdy spojrzałam na okładkę jego nowego dzieła…

Historia Powrotu do domu skupia się na nastoletniej Zoe Bird, osamotnionej nastolatce, która zwierzyć ze swoich problemów może się tylko babci. Jej rodzice nie traktują jej poważnie, lekceważą ją na każdym kroku i w ogóle nie wspierają. Fałszywa przyjaciółka, będąca zarazem jej kuzynką, szydzi z niej na każdym kroku. W szkole nikt nie zwraca na nią uwagi. Zoe w końcu się buntuje i ma tego totalnie dość! Czarę goryczy przelewa sytuacja, w której rodzice decydują się umieścić babcię dziewczyny w domu opieki. Nie robią tego bezpodstawnie, bowiem starsza kobieta faktycznie wymaga tej opieki, ale Zoe nie może się z tym pogodzić. Postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i odkryć rodzinne sekrety, o których przypadkowo wspomniała starowinka. Jednak czy warto grzebać w przeszłości?

To, co mnie najbardziej uderzyło w tej książce, to relacja Zoe z jej rodzicami. Jak można w taki sposób traktować swoje dziecko? Jak można nie stać za nim murem, tylko wierzyć wszystkim dookoła? Wiem, że zdarzają się sytuacje patologiczne – gdy dziecko notorycznie kłamie, ma problemy z alkoholem czy narkotykami, ale to też się skądś bierze. Jednak Zoe jest zupełnie inna. To normalna, spokojna i szczera dziewczyna, ale jej ojciec i matka wolą wierzyć Madi, jej kuzynce. Fakt, rodzinie Zoe się nie przelewa, ale żeby rodzice bardziej cenili sobie opinię publiczną i kasę, zamiast własnego dziecka? Ta relacja jest naprawdę przykra i okropnie współczułam głównej bohaterce, bowiem z każdym kolejnym rozdziałem świat jej się walił na głowę. Nawet osoba, którą od dzieciństwa uznawała za przyjaciółkę, w ostatecznym rozrachunku strasznie ją poniżyła. Bardzo, ale to bardzo smutna sprawa.

Relacja Zoe i jej babci jest natomiast zupełnym przeciwieństwem tego, co opisałam powyżej. Są ze sobą bardzo zżyte, kochają się nawzajem i wspierają, jednakże faktycznie trzeba przyznać, że babcia Zoe nie jest już w sile wieku, mocno się zapomina, co staje się niebezpieczne dla niej i otoczenia. Zoe nie jest w stanie spojrzeć na to racjonalnie, ale też właśnie to doprowadza je do momentu, w którym próbują odnaleźć zaginionego wuja dziewczyny. Zoe nigdy nie wiedziała, co się z nim tak naprawdę stało, ale wraz z babcią udają się na misję życia – jadą do Toronto, aby go odnaleźć. To, czego dowiaduje się tam dziewczyna, całkowicie zbija ją z pantałyku, aczkolwiek jest punktem przełomowym całej tej historii. Allan Stratton odwraca wszystko do góry nogami, rodzina Zoe zaczyna widzieć prawdę o tym, co się działo przez ostatnie lata. I tak oto po burzy wychodzi słońce, a my zyskujemy nadzieję i świadomość tego, że warto czasami podejmować ryzyko i zawalczyć o siebie i tych, których się kocha.

Ta książka wygląda niepozornie, ale Stratton w naprawdę mocny sposób nakreślił podjętą w niej problematykę. To powieść, z której można się wiele nauczyć, to historia, która daje nadzieję na lepsze jutro. Czyta się ją naprawdę bardzo przyjemnie, wzbudza w czytelniku wiele emocji: żal, smutek, pobudza zdrowy rozsądek, a na koniec wzbudza niesamowitą radość, aż po ciele rozlewa się takie przyjemnie ciepło. Motywy rodziny, trudów dorastania i walki o to, co się kocha, zostały genialnie przedstawione, dlatego śmiało mogę napisać, że to powieść z istotnym przesłaniem. Nie tylko dla nastolatków, ale także dla rodziców.

Sheti by Bookeater Reality dla BG

Recenzja: Powrót do domu - Allan Stratton
4.0Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 0 Głosów