Recenzja: Reguły Gry – James Frey

Endgame, hucznie nazwane multimedialnym przedsięwzięciem, jest genialnym produktem marketingowym. Kiedy masz przed sobą Endgame to… tak naprawdę nie wiesz, co masz przed sobą, jednak cała otoczka i rozgłos z nim związany każe Ci myśleć, że to COŚ wyjątkowego.

Nikt tak pięknie nie bluzgał jak Frey w „Milionie małych kawałków”. Nikt też wcześniej nie wpadł na pomysł, żeby wejść w interakcje z czytelnikami i zapłacić im za rozszyfrowanie zawiłych kombinacji liczb, znaków i liter zawartych w powieści. Jedno jest pewne – Jamesowi Freyowi nie można odmówić oryginalności.

Frey serwuje nam drobiazgową wizję apokalipsy w trzech częściach, pełną zwrotów akcji niczym na ostatnim rozdaniu Oscarów. „Reguły Gry” skupiają się na garstce pozostałych graczy, z których to Macabee postanawia za wszelką cenę zwyciężyć. Akcja ani na chwilę nie zwalnia, a z racji, że to już ostatnia faza gry, rywalizacja między uczestnikami staje się coraz bardziej zaciekła. Czy stworzony sojusz, mający na celu zatrzymanie nadchodzącej zagłady, przetrwa? Czy chęć zwycięstwa okaże się silniejsza od racjonalnego myślenia? Mam ogromną ochotę podzielić się moimi odczuciami odnośnie zakończenia, ale zostawiam Was w błogiej nieświadomości, bo wszystko jest lepsze niż spojlery.

W Endgame słyszymy dźwięk wykręcanych nadgarstków, łamanych kończyn, czujemy łzy spływające po policzkach bohaterów – zdecydowanie postacie Jamesa Freya są z krwi i kości. To brutalni, wyszkoleni przestępcy, a zarazem nastolatkowie często borykający się z trywialnymi (w porównaniu z nadchodzącą zagładą) problemami.

Kiedy coś ze względu na swoją formę wymyka się klasyfikacji, ucieka od etykietek i nijak nie chce wpisać się w schemat, to zdecydowanie zasługuje na zwrócenie uwagi. Dlatego Endgame to zdecydowanie coś więcej niż seria książek. A jak bardzo to COŚ jest inspirowane „Igrzyskami Śmierci”? Mam wrażenie, że autor czerpał z trylogii Suzanne Collins garściami. Jest genialnym obserwatorem i potrafi przewidzieć, jak napisać bestseller. Podobieństwa między Igrzyskami, a Endgame niestety nasuwają się same, jednak pomimo wielu zbieżności, nazwanie trylogii Jamesa Freya wtórną byłoby ogromnym nietaktem.

Doceniam enigmatyczny klimat, którego stworzenie kosztowało autora zapewne mnóstwo energii i genialnego rozplanowania. Panie Frey, jako ktoś, kto ma problem z rozwiązaniem równania z trzema niewiadomymi, naprawdę poważam Pana poczynania logistyczne i chylę czoła!

Zostawiam Was na koniec z cytatem Jamesa Freya, który odnosił się do „Miliona Małych Kawałków”, jednak wg mnie jest to genialne podsumowanie całej trylogii Endgame:

„Żyjemy szybko. Szybciej, niż kiedykolwiek. Żeby stworzyć coś odpowiadającego naszym czasom, chciałem napisać coś bardzo dynamicznego, trzymającego czytelników w napięciu. Bo tego właśnie oni oczekują, przy całej tej muzyce, filmach, telefonach i internecie. Tak po prostu funkcjonują nasze mózgi.”

by Karla

Recenzja: Reguły Gry - James Frey
4.1Wynik ogólny
Świat predstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 4 Głosów