Recenzja: Dzięki za tę podróż – Tommy Wallach

Mam pewien problem z autorami książek stricte młodzieżowych (to znaczy takich tylko o nastolatkach, tylko dla nastolatków), a mianowicie: odnoszę nieodparte wrażenie, że wszyscy oni próbują być Johnem Greenem. Że ściągnięcie schematów od Johna Greena (powtarzalnych już w przypadku samego pierwowzoru) jest bezdyskusyjnym przepisem na sukces; że panuje taki uproszczony schemat myślenia pod tytułem: „Johnowi Greenowi to wyszło, to pewnie i mnie się uda”. Niestety, proszę państwa, nie tak to działa.

Parker nie mówi. Chociaż z jego słuchem wszystko w porządku, od czasu tragicznego wypadku samochodowego, w którym zginął jego ojciec, nie jest w stanie wydobyć z siebie ani słowa. Odpuścił sobie też myślenie o przyszłości, studiach, związkach, a nawet przyjaźniach – izoluje się od ludzi, bo w sumie kto chciałby zadawać się z dziwakiem jego pokroju? A przynajmniej tak to wygląda, dopóki na swojej drodze nie spotyka srebrnowłosej Zeldy, której sposób bycia, wiedza i brak podstawowych informacji na temat współczesnych nastolatków pasują raczej do poprzedniego stulecia niż dwudziestego pierwszego wieku. Jaki wpływ na życie Parkera będzie miała tajemnicza dziewczyna?

Żebyśmy się dobrze zrozumieli: to nie była zła książka, z gatunku tych, które wypalają nam oczy i mamy ochotę wymazać z głowy ich istnienie. Trudno nazwać ją też słabą czy po prostu kiepską, bo czyta się ją (właściwie to pochłania) bardzo szybko – nawet mnie, osobie, która czyta raczej powoli, zajęło to niecałe dwa wieczory. Jest jednak jeden problem: wszystko to już było. Takie „było” pogrubioną czcionką, wielkimi literami i najlepiej z podkreśleniem. Bo ileż odkrywczych książek opartych na schemacie Zagubiony Chłopak i Niezwykła Dziewczyna można napisać? O ile w przypadku Chemii naszych serc Krystal Sutherland zostało to wykorzystane na tyle oryginalnie, że na powtarzalność pewnych elementów fabuły na dobrą sprawę nie zwracało się uwagi, o tyle w przypadku Tommy’ego Wallacha coś zdecydowanie nie zagrało.

Autor miał jednak pewnego asa w rękawie, który wyróżnia Dzięki za tę podróż na tle wspomnianych przeze mnie książek – coś, czego kompletnie się nie spodziewałam i czego do końca nie potrafiłam w pełni zaakceptować. Mowa o wątku fantastycznym. Osobiście traktuję baśniowy motyw jako pewne puszczenie oka do czytelnika. Do samego końca nie mamy stuprocentowej pewności, co się tak naprawdę wydarzyło, kim była Zelda i czy opowiadane przez nią historie nie były tylko wytworem fantazji. A może dziewczyna w ogóle nie istniała? Teoretycznie czytelnik dostaje dowolność w oddzieleniu prawdy od fikcji, jednak w praktyce otrzymujemy pewne dowody, dość jednoznacznie potwierdzające, którą wersję należy uznać za słuszną. I właśnie to nie do końca mnie przekonuje.

Pozostaje kwestia bohaterów. Parker to taki typowy, stroniący od rówieśników odludek. Lubi pisać, ale nie wiąże z tym (ani właściwie z niczym innym) żadnych nadziei na przyszłość. Z kolei Zelda wydaje się być ucieleśnieniem marzeń samotnego, zamkniętego w sobie wyrzutka. Atrakcyjna i intrygująca, pochodzi jakby z innego świata, a jej jedynym celem staje się pomoc Parkerowi w otworzeniu się. I na tym jej rola się kończy, bowiem Zelda idealnie wpisuje się w schemat dziewczyny istniejącej tylko po to, by jako drugoplanowa, ale wyróżniająca się w każdy możliwy sposób postać, stanowić podporę dla głównego bohatera i pomóc mu w osiągnięciu jego celów, jednocześnie własne potrzeby spychając na dalszy plan. Taka Manic Pixie Dream Girl. I chociaż Parker co prawda nieustannie próbuje przedłożyć uczucia i potrzeby Zeldy ponad własne, ona mu na to nie pozwala. W ten sposób intrygująca, pełna tajemnic Srebrnowłosa staje się niestety bohaterką jednowymiarową, a cały jej potencjał rozmywa się gdzieś w tle, zużyty na potrzeby protagonisty – swoją drogą chłopaka sympatycznego, ale napisanego potwornie schematycznie.

Nadal nie jestem w stanie nazwać powieści złą, bo czytało się ją naprawdę dobrze. I lekko. I często było naprawdę zabawnie, mimo gorzkiego wydźwięku całości i wręcz fatalistycznych przemyśleń dwójki głównych bohaterów. Ironiczny humor w stylu amerykańskich filmów dla młodzieży oraz odpowiednia ilość dramatu, nastoletniego szaleństwa połączonego z łamaniem zakazów i próbowaniem nowych, ekscytujących doświadczeń z pewnością zadowoli fanów powieści w stylu Szukając Alaski czy Papierowych miast. O ile nie przeszkadza im ten wątek fantastyczny. I jeśli nie przejadły im się schematy.

ookami by bookish-galaxy.blogspot.com

Recenzja: Dzięki za tę podróż - Tommy Wallach
3.4Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 3 Głosów