Walentynki z BookGeek: Najlepsze książkowe pary

Czasem irytuje. Bywa, że jest na siłę wtłaczany w dziurawą i tak fabułę. Niekiedy jawi się jako kompletnie nielogiczny zapychacz, stworzony według typowego schematu. Jednak to właśnie on najczęściej rozgrzewa czytelnicze serce, sprawiając, że nie możemy oderwać się od lektury i jeszcze mocniej kibicujemy bohaterom. O czym mowa? Oczywiście o wątku romantycznym!

Zakochanie od pierwszego wejrzenia, nienawiść płynnie przechodząca w gorące uczucie miłości, a może nieszczęśliwi kochankowie przeklęci przez los? Możliwości są nieograniczone i chyba każdy znajdzie wśród nich swoje jedyne, wyjątkowe OTP (z ang. „one true pairing”).

Specjalnie na walentynki, redaktorzy BookGeek postanowili podzielić się z wami swoimi ulubionymi parami. Przed wami zestawienie najlepszych książkowych romansów według naszej ekipy.

Karolina aka Karla

Wybieram R i Julie z powieści ”Wiecznie Żywy”. W książkach młodzieżowych zdecydowanie brakuje tak błyskotliwych i ironicznych relacji. Ludzie mówią, że miłość jest pełna wyrzeczeń… może dane im będzie w kolejnym wcieleniu zostać nieszablonowym zombie (z założenia pozbawionym głównego narządu układu krwionośnego, a mimo to zakochanym w istocie ludzkiej), dopiero wtedy poznają smak poświęcenia.

Zuza aka mało oryginalna

Kestrel i Arin z trylogii Marie Rutkowski to para inna, oryginalna i niespotykana. Córka znienawidzonego generała i niewolnik porwą was w wir niebezpieczeństwa, emocji, ale co najważniejsze – oryginalności. Jestem przez tę dwójkę zainspirowana i oczarowana, lepszej miłosnej historii nie znajdziecie.

Magda aka Sheti

Suzanne Simon i Jesse de Silva z cyklu „Pośredniczka” Meg Cabot. To właśnie to był prekursor romansów paranormalnych, a nie jakiś tam „Zmierzch”! Mediatorka zakochana w duchu, duch zakochany w mediatorce… Mieszkanie w jednym pokoju z liczącym sobie 150 lat zagubionym duchem bywa raczej mało komfortowe, chyba że to wyjątkowo przystojny i czarujący duch. Delikatna chemia jest widoczna między nimi od samego początku. Suze to twarda dziołcha, która nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać, potrafi być niczym ogniste tornado, a Jesse zawsze potrafi ją stonować. Są jak yin i yang, wzajemnie się uzupełniają, wspierają. Potrafią rozmawiać o wszystkim i o niczym, być razem w trudnych chwilach i przezwyciężyć każdy problem, jaki się pojawi. Są w stanie zaryzykować wszystko, choć oczywiście z trudem przychodzi im przyznanie się do targających nimi emocji. Razem są jednak idealni!

Agnieszka aka Isztar

Sonea i Akkarin z Trylogii Czarnego Maga Trudi Canavan. Pomimo wszelkich przeciwności i różnic wywodzących się z pozycji społecznej, połączyło ich coś niezwykłego. W trudnej sytuacji dostrzegli w sobie podporę, przyjaciela i powiernika. To gorące uczucie początkowo było jedynie strachem, nienawiścią, a przerodziło się w coś, co może połączyć losy dwójki bohaterów w sposób niezwykły. Każda przeciwność losu wydaje się niczym więcej jak małym problemem w obliczu takiego uczucia

Weronika aka Talaith

Cecile i Tristan z „Porwanej pieśniarki”. Choć ich związek nie był całkowitym dziełem przypadku, połączyła ich wielka, bezinteresowna miłość.

Edith aka Tirindeth

Wynter i Christopher  z Trylogii Moorehawke to bohaterowie, którzy w pewien sposób ocalili siebie nawzajem. Połączyła ich piękna i bardzo silna miłość, choć początki mieli trudne.

Karolina aka ookami

Anna i Abel z „Baśniarza” – czyli para, która chyba najmocniej złamała moje czytelnicze serce. Autorka opisuje ich relację w naprawdę cudowny, nieco poetycki i nostalgiczny sposób, jednocześnie zmuszając bohaterów do stawiania czoła najbardziej odrażającym, bolesnym aspektom prawdziwego, okrutnego świata. Ten kontrast czyni rodzące się pomiędzy Ablem i Anną uczucie jeszcze bardziej niezwykłym. Baśniowe nawiązania nie odbierają powieści realizmu; kiełkujący związek rozwija się nieśpiesznie, co podkreśla niezwykłą dojrzałość zarówno postaci, jak i łączącego ich uczucia. To jedna z tych par, która nigdy nie straci wyjątkowego miejsca w moim sercu.

Marta aka marta

Jem, Tessa i Will z „Diabelskich Maszyn”, bo są przykładem tego, że może istnieć dobry trójkąt miłosny. Jem i Will szanowali się nawzajem, nie było między nimi żadnej rywalizacji. Potrafili kochać tę samą kobietę i jednocześnie nadal traktować się jak bracia. Natomiast Tessa nie przypominała tych wszystkich bohaterek typowych serii – owszem, wahała się, ale tylko dlatego, że każdy dawał jej coś innego. Cała ich relacja opierała się na wzajemnym szacunku i zaufaniu – i tak powinno to wyglądać wszędzie.

Jakub aka Tajemniczy Techniczny (tak, mamy chłopaka w ekipie!)

Beren i Lúthien z Śródziemia J. R. R. Tolkiena. Z ich miłości powstał pierwszy związek śmiertelnika z istotą nieśmiertelną. Para ta zapoczątkowała ród pół-elfów. Fakt o wyjątkowości tej pary udowadnia też to, że inspiracją do postaci Lúthien była żona Tolkiena – Edith. Na nagrobku autora i jego żony obok ich nazwisk widnieją ich wieczne imiona: Beren i Lúthien.

Magda aka Kerach

Osiem lat temu, sięgając po raz pierwszy po „Zew księżyca”, na pewno nie spodziewałam się tego, że seria o małym kojocie, będzie mi towarzyszyć, aż do dziś. Bo kto oczekuje, że wraz ze zmieniającymi się z wiekiem upodobaniami czytelniczymi, nie zmieni się jedno… Nie ważne jak zmęczona będę, nie ważne, że coraz trudniej będzie mi znaleźć czas na czytanie, to i tak zawszę poświęcę noc na pochłanianie przygód o Mercedes Thompson. W tej serii nie znajdziecie paringu ONA i ON – góra gorących mięśni. W tej opowieści dostaniecie więcej postaci wydeptujących ścieżkę do waszego serca. Bo piękno tej serii, to nie ONA i ON, ale ONI jako jedność. Mercy i spółka ;)

Co sądzicie o parach wybranych przez naszą redakcję? Jakie są wasze ulubione, książkowe historie miłosne?