Recenzja: What we saw – Aaron Hartzler

Znalezione obrazy dla zapytania what we sawW literaturze Young adult, tak samo jak w malarstwie czy w architekturze, mamy swoje epoki. Najpierw były anioły i wampiry, potem dystopie i antyutopie, a jeszcze potem motyw królestwa i rebelii. Ostatnimi czasy, na rynku polskim i amerykańskim, zauważam coraz większą tendencję w wydawaniu książek, gdzie motywem przewodnim jest gwałt. I wiecie co? To chyba będzie najlepsza epoka ze wszystkich.

What we saw jest niestety powieścią opartą na prawdziwych wydarzeniach. Mamy rok 2012, małe, amerykańskie miasteczko i imprezę, podczas której dwóch nastolatków gwałci pijaną dziewczynę, nagrywa to, a następnie wrzuca do sieci. Ale nawet nie to w tym wszystkim jest najgorsze. Najgorsze jest to, że w każdym artykule na ten temat pojawia się informacja, że dziewczyna miała ,,tendencje do nadużywania alkoholu i trudną przeszłość”, a ona sama czuła się winna temu, że zniszczyła ich przyszłość. Czy ktokolwiek jest w stanie objąć to swoim umysłem?

Cała fabuła natomiast skupia się nie na samym gwałcie, jako zdarzeniu, lecz na jego odbiorze przez społeczeństwo. Mamy słowo rzekomego gwałciciela kontra słowo rzekomo zgwałconej. Po czyjej stronie staną ludzie? Oczywiście po stronie tego, kogo bardziej lubią. A jeśli ten ktoś jest dodatkowo gwiazdą szkolnej drużyny koszykarskiej, to sprawa jest załatwiona. Kiedy czytałam What we saw cały czas zastanawiałam się, dlaczego ludzie tacy są. Po jej skończeniu doszłam do jednego wniosku: bo boją się prawdy.

,,Im bardziej się przyjrzysz, tym więcej zobaczysz”. Cały rozwój historii obserwujemy oczami Kate, która jako jedna z nielicznych ma odwagę (a przynajmniej chęci) zmierzyć się z prawdą. Dziewczyna cały czas widzi, że coś jest nie tak, ale też nie zawsze stawia temu czoła. Miałam wrażenie, że momentami, pomimo całych jej chęci nawet ona obawiała się tego, co ludzie powiedzą. Ale o to w tym chodzi, prawda? Czy na jej miejscu każdy z nas nie zachowałby się tak samo? Cały czas toczyła wewnętrzną walkę pomiędzy chęcią poznania prawdy, a uniknięcia jej, bo to zawsze jest łatwiejsza droga.

Podsumowując: zdaję sobie sprawę z tego, że takie historie nie należą do najłatwiejszych, ale mimo to uważam, że należy je czytać. Czasami mam wrażenie, że przez to, że media nagłaśniają tyle spraw o morderstwach i porwaniach, coraz mniej ludzi tak naprawdę się tym przejmuje. Myślą sobie ,,mnie się to na pewno nie zdarzy”. A ta powieść pokazuje, że może się to zdarzyć każdemu.

PS Jeśli jest książka w języku angielskim, której recenzje chcielibyście u nas zobaczyć, koniecznie dajcie znać w komentarzu!
PPS A jeśli ktoś chciałby What we saw (lub inne książki po angielsku) nabyć, to zapraszam na marta182501@gmail.com

Recenzja: What we saw - Aaron Hartzler
4.3Wynik ogólny
świat przedstawiony
kreacja bohaterów
oryginalność fabuły
styl pisania
Ocena czytelników 1 Głosuj