Recenzja: Stigmata – Beatrix Gurian

21 październik

21 październik

„Stigmata” jako thriller prezentuje się niczym jogurt light – zmodyfikowany produkt dopasowany pod konkretną grupę docelową. Jednak powieść Gurian Beatrix wypada nieco lepiej, kiedy porzucimy wszelkie próby jej klasyfikacji, poza jedną kategorią – literaturą młodzieżową.

Dowiadujesz się o wypadku samochodowym najbliższej Ci osoby, jednak nie wiesz co się naprawdę z nią stało, ponieważ nie odnaleziono jej ciała. Próbując walczyć z bezradnością, zachłannie chwytasz się każdej możliwej wskazówki,  chłoniesz wszelkie informacje, która doprowadzą Cię do odkrycia prawdy. W takiej sytuacji znajduje się Emma – siedemnastolatka, która za sprawą otrzymania przesyłki – albumu ze zdjęciami , udaje się na obóz w poszukiwaniu morderców swojej matki.

Wydarzenia są opisane z dwóch perspektyw – Emmy i narratora relacjonującego losy jej matki,  przeszłość płynnie przechodzi w teraźniejszość, odkrywając przed czytelnikiem kolejne elementy zagmatwanej układanki. Na stronach powieści niespiesznie i nieczęsto płyną strużki krwi – tak, aby młode grono czytelników sięgających po „Stigmatę” nie dostawało ataku paniki na słowo „obóz”.

 „Stigmata” zamieszała mi w głowie do tego stopnia, że przez dwa tygodnie nie potrafiłam sklecić o niej kilku sensownych zdań. Mam wrażenie, że miała ogromny potencjał, który nie został odpowiednio wykorzystany. Irytuje mnie bijący z niej momentami absurd, bardzo słabo zarysowane postaci drugoplanowe i brak rozwinięcia kilku istotnych wątków. Z drugiej strony Gurian Beatrix stworzyła charakterystyczną główną bohaterkę – inteligentną i pełną determinacji, której losy wciągają od pierwszych stron oraz wyjątkowy klimat – osobliwe wydanie okraszone fotografiami   prezentuje się nienagannie.

Gurian Beatrix momentami wygładza i próbuje przedstawić w sposób subtelny wydarzenia, które powinny budzić lęk – w jej powieści jest to tylko lekkie zaniepokojenie. Zamiast hektolitrów krwi, sączą się jedynie trzy krople. Apeluję do Pani Guardian – literatura młodzieżowa trochę różni się od dziecięcej – proszę o tym pamiętać.

Niestety zderzenie własnych wyobrażeń z rzeczywistością bywa bolesne. Za klimat, zdjęcia i główną bohaterkę – trzy z plusem.

by Karla