Recenzja: Piękna katastrofa – Jamie McGuire

5 sierpień

Czy sięgając po Piękną katastrofę wiedziałam mniej więcej, na co się piszę? Tylko po części. Tak na dobrą sprawę dałam się omamić promocji i otoczce, która gdzieś tam wplątała się w mój umysł. Przyznam też, że urzekła mnie nowa okładka, a i sam tytuł od początku wydawał mi się intrygujący. I tak postanowiłam się zabrać za tę cudownie prezentującą się powieść, pochodząc do niej z wielkim entuzjazmem, aż nagle okazało się, że to romans! No ale dobra… nawet ja czasami potrzebuję romansu.

Abigail Abernathy, dla przyjaciół Abby, to dziewczyna z ciekawą przeszłością. Postanowiła jednak pozostawić ostatnie osiemnaście lat swojego życia za sobą i zacząć od nowa. Wyjazd na studia był ku temu doskonałą okazją. W nowym miejscu nikt nie wie o tym, co kiedyś robiła. Nikt, poza jej przyjaciółką Mare, która zna Abby jak nikt inny. Dziewczyny są dla siebie jak siostry i wspierają się na każdym kroku. Wszystko idzie zgodnie z planem, dopóki na drodze Abby nie staje Travis Maddox, wytatuowany twardziel, zarabiający na życie walkami i zmieniający dziewczyny jak rękawiczki. Jest wszystkim tym, czego Abby miała zamiar unikać. Ale doskonale wiemy, że los potrafi nam płatać nie lada figle…

Przez chwilę łudziłam się, że nie będzie to typowy romans, ale łudziłam się nadaremno. Dlatego postanowiłam włączyć w swojej głowie jeden z przełączników i pozwoliłam się porwać tej historii. To nie tak, że jestem całkowicie pozbawiona uczuć i nie cierpię czytać romansów – po prostu muszę mieć ku temu odpowiednie nastawienie, bowiem inaczej bardzo się irytuję. Jamie McGuire skupiła się przede wszystkim na relacji Abby i Travisa, których historia jest najważniejsza. To oni grają pierwsze skrzypce, a my obserwujemy zmiany zachodzące w ich relacji podczas różnych, typowych dla ludzi w tym wieku sytuacji. Randki, imprezy, spotkania z przyjaciółmi, studia – cała otoczka jest czymś zupełnie naturalnym i obyczajowym.

Już od pierwszej strony zostajemy rzuceni na głęboką wodę i bardzo szybko musimy się zaadaptować do nowego otoczenia. Właściwie nie mam tego autorce za złe, szybki wstęp czasami bywa potrzebny. Akcja powieści toczy się odpowiednio dobranym tempem i mimo że jest to romans, to czytelnik się nie nudzi. Tym bardziej, że w dalszej części książki autorka wprowadza naprawdę ciekawe motywy, które mnie zaskoczyły. Okazuje się, że Abby nie jest taka święta, jaką zgrywa i to mi się podobało! Poznanie jej przeszłości, a przynajmniej jej elementów, było czymś, co naprawdę mnie zainteresowało. To niesamowite, jak doskonale potrafiła się maskować! Mimo że to ona jest narratorką powieści, czytelnik nie jest w stanie całkowicie wejść do jej głowy. Abby jest chodzącą tajemnicą, która skrywa niejedno zaskoczenie.

Miałam okazję naczytać się opinii o Travisie, który podobno miał być tragiczny. Czy aby na pewno? Kwestia gustu, a w mój gust się wpasował. Owszem, ma swoje za uszami i chwilami przesadza, ale jest w tym pewien urok. Nie powiem, że jest idealny, ale myślę, że sama też uległabym jego urokowi. Muszę również przyznać, że bardzo podobała mi się relacja Abby i Mare – niesamowita przyjaźń, której z pewnością można im pozazdrościć. To cudowne mieć przy sobie taką osobę, która zawsze Cię wspiera, zawsze jest po Twojej stronie i potrafi po prostu usiąść obok, nic nie mówić, tylko przytulić i być. A relacja Travisa i Abby, która jest tutaj najważniejsza? Chwilami irytująca, stereotypowa i dziecinna, podobnie jak ich zachowanie, ale da się to przetrwać. Nie ukrywam, że chwilami miałam ochotę nimi mocno potrząsnąć i te całe dramaty wydawały mi się naciągane i sztuczne, ale przymknęłam na to oko.

Piękna katastrofa to typowy romans, który jednak potrafi zaskoczyć. Warto przebrnąć przez początkowe miłosne uniesienia i dać szansę tej powieści, bowiem akcja się rozkręca. Język autorki nie pozostawia wiele do życzenia, jest dojrzały i bogaty. Autorka zadbała o dokładność opisów i dobre wykreowanie bohaterów. Dzięki temu, że zaczynając lekturę zmieniłam do niej podejście i postanowiłam się po prostu dobrze bawić, książkę czytało mi się lekko, szybko i przyjemnie. Zdecydowanie pozwala się na chwilę oderwać od otaczającego nas świata i przeżyć życiową przygodę pełną wzlotów i upadków. Wystawiam 4+/6.

Sheti by bookeaterreality dla BG