Recenzja: Chodząca katastrofa – Jamie McGuire

chodząca katastrofaMimo że mogłoby się wydawać, że Chodząca katastrofa to druga część Pięknej katastrofy, to tak nie jest. Ostatnimi czasy pojawia się coraz więcej powieści przedstawiających tę samą historię, tyle że z punktu widzenia innego bohatera. Podobnie jest i w tym przypadku, gdzie w pierwszym tomie do głosu dopuszczona była Abby, a tym razem przedstawiony został punkt widzenia Travisa. Przyznam szczerze, że nie przepadam za takim podejściem do książek, ale o dziwo Chodząca katastrofa naprawdę przypadła mi do gustu.

Głównym problemem, który pojawia się w takich przypadkach, jest totalny brak nieprzewidywalności i zaskoczenia. Ponownie poznajemy doskonale nam już znaną historię, ale z inną narracją. Jednak kiedy na chwilę zapomnimy o tym, że wiemy, co się za chwilę wydarzy, naprawdę możemy czerpać przyjemność z lektury. Chodząca katastrofa to nie tylko ta sama opowieść, to po części jej uzupełnienie. Mamy okazję dowiedzieć się, co działo się w momentach, gdy Travis był bez Abby, a więc autorka zafundowała nam jakby wycięte fragmenty Pięknej katastrofy. Owszem, mogła stworzyć jedną powieść z podziałem narracji, ale efekt nie byłby taki sam.

Osoby, które w przypadku opowieści Abby nie polubiły Travisa, powinny spróbować zapoznać się z jego punktem widzenia. Nie obiecuję, że całkowicie zmieni się Wasze nastawienie do tej postaci, ale na pewno spojrzycie na niego bardziej przychylnym okiem. Całą opowieść poznajemy na nowo z jego punktu widzenia, a to pozwala nam zrozumieć jego zachowanie. Możemy wniknąć do jego umysłu i zobaczyć, co tak naprawdę kieruje brutalnym i szorstkim Travisem Maddoxem. Okazuje się, że ma on swoje drugie, ukryte oblicze, które ujawnia się tylko w obecności Abby. To prosty przykład na to, że gdy człowiek się zakocha, jego priorytety ulegają całkowitej zmianie. Tak kochani, Travis Maddox naprawdę potrafi kochać! I to w jakim stylu!

Miałam tylko jedną zagwozdkę w przypadku tej powieści. Nie do końca pasowały mi dialogi… Odnosiłam wrażenie, że nie brzmią tak samo, jak w przypadku Pięknej katastrofy. Zastanawiałam się, czy to był zabieg autorki czy może zmiana tłumacza? Drugie wyjaśnienie okazało się prawdą i właściwie nie jestem pewna, czy był to dobry zabieg. Owszem, nadal widać dojrzałość i lekkie pióro autorki, umiejętność pisania w sposób logiczny i chronologiczny, a książka jest przyjemna w odbiorze. Jednak było to trochę dezorientujące… być może wydawnictwo było zmuszone do zmiany tłumacza, ale nie do końca mi to odpowiadało.

Okazuje się, że dzięki narracji z punktu widzenia Travisa poznajemy lepiej jego rodzinę i przeszłość. Oczywiście nie w stopniu zaawansowanym, ale pojawia się kilka nowych informacji. Otrzymujemy też zupełnie inny epilog niż ten, który pojawił się w przypadku opowieści Abby. Było to zdecydowanie pozytywnym zaskoczeniem, ponieważ dało nam jasny obraz przyszłości i jeżeli podczas czytania pierwszej części gnębiły Was pytania o to, co wydarzy się dalej i czy Abby oraz Travis przetrwają i poradzą sobie z przeciwnościami losu, tak tutaj otrzymujecie na to odpowiedź. Czy satysfakcjonującą? To już kwestia perspektywy. Ja osobiście byłam zadowolona z takiego obrotu spraw.

Ciężko jest napisać chociaż kilka sensownych słów odnośnie książki, która została napisana z punktu widzenia innego bohatera. Ciężko ponownie oceniać te same składowe powieści, ale mam nadzieję, że udało mi się wypunktować te najważniejsze elementy, które sprawiają, że warto zapoznać się z narracją Travisa. Na początku wspomniałam, że takie zabiegi mnie nie przekonują, ale Chodząca katastrofa jest chyba pierwszą tego typu powieścią, która mnie przekonała. Podobało mi się i cieszę się, że miałam okazję lepiej poznać umysł Travisa. Wystawiam 5/6.

 

Sheti by bookeaterreality dla BG