Recenzja: Musimy coś zmienić – Sandy Hall

musimy coś zmienićOstatnimi czasy romanse to książki, które przeważają w mojej domowej biblioteczce. Po masie przeczytanych powieści fantasy miałam ochotę na coś lekkiego, odprężającego i niewymagającego wysiłku intelektualnego. Chociaż przez dłuższy czas na mojej liście górowały książki z nurtu New Adult, w końcu i one mi się przejadły. Postanowiłam więc sięgnąć po coś innego, do czego nigdy nie byłam skora – do gatunku Young Adult. I tak na pierwszy ogień poszedł debiut Sandy Hall Musimy coś zmienić. Nie zawiodłam się?

Lea i Gabe wydają się być dla siebie stworzeni – i to nie tylko dlatego, że słuchają identycznej muzyki, oglądają te same seriale i zamawiają w knajpie to samo jedzenie. Każdy, kto na nich spojrzy, wie, że przyciąga ich ku sobie siła zwana miłością. Gdyby jeszcze oni potrafili to zauważyć… Oboje są chorobliwie nieśmiali, a Gabe skrywa pewien sekret, którego obawia się wyjawić nawet przed znajomymi.

Musimy coś zmienić jest książką o bardzo oryginalnej i intrygującej narracji. Nie wydaje mi się, bym kiedykolwiek wcześniej miała styczność z narracją z tak wielu punktów widzenia drugoplanowych i epizodycznych, bohaterów. Jesteśmy świadkami rozwoju historii Lei i Gabe’a dzięki ich przyjaciołom, nauczycielce, dostawcy jedzenia, a nawet ławce i wiewiórce. Tak jest – ławka i wiewiórka stanowią tu realnych, wypowiadających się bohaterów. I muszę przyznać, że to właśnie ich narracja podobała mi się najbardziej. Powiało świeżością i oryginalnością.

Większa część książki składa się z dialogów, przez co książkę czyta się płynnie i bardzo szybko. Chociaż opisy ograniczone są tu do niezbędnego minimum, nie ma się wrażenia, że czegoś brakuje. Zostaje nam przekazane wszystko to, co musimy wiedzieć, by poznać losy Gabe’a i Lei. Język powieści jest prosty, bez skomplikowanego słownictwa, bez zbędnych metafor – czuć, że Musimy coś zmienić jest książką przeznaczoną dla nastoletniego czytelnika.

Mam mieszane uczucia, co do kreacji głównych bohaterów. Przez to, że narracja prowadzona jest przez postaci drugoplanowe, uczucia i przemyślenia Lei i Gabe’a możemy poznać tylko z domysłów ich przyjaciół lub z tego, co sami powiedzą. Nie mamy wglądu w to, co dzieje się w ich głowach. Z jednej strony – to przecież lekki romans dla młodzieży, a nie studium psychologii, a z drugiej – brakuje tutaj głębszej treści. Nie wiemy do końca, jak na bohaterów wpływa skrywany przez Gabe’a sekret czy też nieciekawa sytuacja rodzinna Lei. Nie powinno to mieć wpływu na odbiór powieści, a jednak w duszy czytelnika pozostaje mały niedosyt.

Okładka do powieści jest urocza i rewelacyjnie oddaje charakter powieści. Chociaż oryginalna okładka również ma swoje zalety, ta ma w sobie coś takiego, co przekonuje czytelnika, że warto zajrzeć do środka.

Musimy coś zmienić jest książką słodką i niesamowicie niewinną. Romans, który rodzi się pomiędzy dwójką młodych bohaterów pachnie wiosną i taką świeżością, jakiej brakuje wielu powieściom, a przy tym jest niesamowicie zabawny i chwytający za serce. Czytając książkę Sandy Hall nie wzruszyłam się do łez i nie gryzłam niecierpliwie paznokci, jednak w sercu czułam dodające otuchy ciepło, a na twarzy co jakiś czas pojawiał się uśmiech rozbawienia. Z czystym sumieniem mogę polecić Musimy coś zmienić tym, którym przejedli się już heroiczni bohaterowie i książkowi twardziele. Czasem warto poświęcić czas na coś, co pokazuje, że na świecie istnieje jeszcze ta niewinna, czysta, nieskażona miłość.

Moja ocena: 4/6

by Ronnica