„Srebrzyste wizje” od Anne Bishop – recenzja

5 czerwiec

5 czerwiec

Inni uwolnili więzione przez ludzi cassandra sangue, nie zdając sobie sprawy z tego, jak poważne konsekwencje będzie to miało dla wieszczek. Tym delikatnym istotom grozi teraz podwójne niebezpieczeństwo – ze strony ludzi, którzy dla swoich niecnych celów chcą kontrolować ich przepowiednie, ale też ze strony ich samych. W tej sytuacji Simon Wilcza Straż, zmiennokształtny przywódca Innych, zmuszony jest prosić o pomoc Meg Corbyn, wystawiając ją na wielkie ryzyko.

Meg nadal walczy z uzależnieniem od euforii, która pojawia się przy wygłaszaniu przepowiedni. Wie, że za każdym razem, gdy sięga po brzytwę, igra ze śmiercią, jednak jej wizje są dla Simona jedyną szansą na rozwiązanie konfliktu. Wrogowie Innych za Atlantikiem rosną w siłę, a działania fanatycznego ruchu w Thaisii zaczynają zagrażać Dziedzińcowi.

Długo wyczekiwałam tej powieści. Jak tylko skończyłam czytać tom drugi serii Inni, wiedziałam, że Srebrzyste Wizje to „must have” na mojej liście czytelniczej na ten rok. Jak wiadomo jestem ogromną fanką Anne Bishop i do każdej jej książki podchodzę z wielkim entuzjazmem. Niektórzy mogą twierdzić, że jestem zbyt łagodna dla tej autorki, ale w jej książkach jest coś, co sprawia, że potrafię się całkowicie oderwać od otaczającej mnie rzeczywistości, czego doświadczam ostatnio bardzo rzadko, czytając najróżniejsze książki.

Srebrzyste Wizje to dalszy ciąg wydarzeń rozgrywających się na Dziedzińcu, w którym główną rolę odgrywa Meg Corbyn. Oczywiście towarzyszy jej Simon Wilcza Straż a także masa innych bohaterów, których tak doskonale znamy z poprzednich tomów serii. W tej części jednak skupiamy się na problemach ludzi, które mają niestety wpływ na Innych. Dowiadujemy się, że działanie ludzi może mieć tragiczne skutki dla nich samych.

Autorka znów pokazuje nam alternatywny świat, pełen rozmaitych stworzeń, które choć z pozoru wydają się bliskie ludziom, są bardziej niebezpieczne, niż to początkowo mogłoby się wydawać. A najgroźniejsze jest to, czego nie widać.  Bishop znów zaprasza nas do świata, w którym od stuleci panuje ustalony ład, a który teraz zaczyna powoli ulegać zmianom – niekonieczne na lepsze.

Anne stworzyła najpierw podwaliny świata, a teraz dodaje kolejne elementy, tworząc jedną spójną całość. Namid jest miejscem, gdzie wszystko ma swój określony porządek i każda zmiana, nawet ta najmniejsza, niekoniecznie jest pożądana. Język, jakim posługuje się autorka, jest doskonale znany jej stałym czytelnikom – barwny i niezwykle obrazowy pozwala wyobrazić sobie wszystko to, o czym czytamy na kartach powieści.

Powieść, mająca 500 stron, nie nudzi czytelnika, ponieważ akcja cały czas utrzymuje dość równomierne tempo, choć potrafi momentami nieźle przyspieszyć. Fabuła jest zwięzła i nawiązuje w całości do poprzednich tomów. By rozpocząć lekturę Srebrzystych Wizji, należy najpierw poznać poprzednie dwie części, ponieważ bez nich cały utwór będzie dla nas niezrozumiały. Szczerze mówiąc liczyłam, że na tym tomie seria się zakończy, ale ku mojemu niezadowoleniu autorka zafundowała mi znów wielkie oczekiwanie na kolejną część, która, mam nadzieję, ukaże się jak najszybciej. Oceniając Srebrzyste Wizje, mogę śmiało powiedzieć, że jestem usatysfakcjonowana efektem końcowym i z niecierpliwością będę oczekiwała kolejnego tomu serii Inni. A ta część otrzymuje ode mnie 5/6 i polecam ją każdemu fanowi autorki, z pewnością nie będziecie czuć się zawiedzeni.

* Isztar by isztarbooks.blogspotcom