„Grim. Dziedzictwo światła” od Gesy Schwarz – recenzja

grimGesa Schwartz do niemiecka pisarka, której debiutancka powieść – „Grim. Pieczęć ognia” – otrzymała nagrodę dla najlepszego niemieckojęzycznego debiutu fantasy. Czy faktycznie na to zasługiwała? Cóż, nie jestem w stanie określić, jak na jej tle wypadali inni kandydaci do tego tytułu, ale jedno wiem na pewno. Twórczość Gesy Schwarz jest niebywale wciągająca i potrafi całym swoim jestestwem oczarować czytelnika.

Od wydarzeń z pierwszego tomu minął rok. Grim i Mia w przeciągu tych 365 dni przyzwyczajali się do nowych obowiązków – ona jako Hartdyka, on jako główny komendant NPG. Mia pragnie przybliżyć gatunkowi ludzkiego Innoświat i w tym celu organizuje w Luwrze wystawę pełną artefaktów. Część z nich posiada ogromną moc i gdy wpadnie w niepowołane ręce, może się to skończyć tragicznie. W tym samym czasie Górnym Paryżem wstrząsa fala zabójstw – tropy te doprowadzają Mię i Grima do pradawnej, niezwykle potężnej rasy Ciemnych Alfów, ale to jeszcze nie wszystko. Ich problemy dopiero się zaczynają, a to, co się szykuje, zagraża nie tylko im, ale całej rasie ludzkiej.

Przyznaję, że pierwsza część trylogii naprawdę mi się podobała. Była książką wyczekiwaną i taką, na której się nie zawiodłam. Z ogromną chęcią sięgnęłam po kontynuację, licząc na to, że Gesa Schwarz nie spoczęła na laurach. Przerażający mógłby się wydawać fakt, że „Dziedzictwo światła” to niemal 700 stron czystego tekstu, ale właściwie w przypadku literatury fantasy nie jest to niczym zadziwiającym. Ja osobiście uwielbiam takie opasłe tomiska, tylko że po mojej głowie krążyło jedno, zasadnicze pytanie: czy autorka zadbała o równomierne rozłożenie akcji na tych wszystkich stronach? Tak, zadbała. Gwarantuję Wam, że nie ulegniecie znużeniu na żadnej z kart tej powieści!

Niedopowiedzeniem byłoby stwierdzenie, że fabuła jest wciągająca. To zdecydowanie za mało, aby oddać urok tej powieści, która porywa w swoje objęcia umysł, duszę, wyobraźnię, a nawet i ciało czytelnika! Ten baśniowy klimat, który roztacza się wokół tej książki jest niesamowity. Nawet, gdy tylko na chwilę odłożyłam ją na półkę (co było i tak trudne), to delikatne wstęgi tej atmosfery krążyły gdzieś wokół mnie. A gdy ponownie zagłębiałam się w przygody Mii i Grima, nie musiałam długo czekać, aby ponownie całkowicie wpaść do ich świata. Pozostaje tylko żałować, że jest się biernym obserwatorem tych wydarzeń, chociaż i tak odczuwa się wszystko razem z bohaterami.

Co do samego stylu autorki, to jest on naprawdę bardzo dobry. Już w pierwszej części widziałam, że pani Schwarz po prostu wie, co robi i dobrze się w tym czuje. Nie doświadczycie tutaj banalności wypowiedzi i nie spotkacie się z płytkimi i mało dokładnymi opisami. Ta książka porusza wyobraźnię i zapewnia rozrywkę na wiele godzin (nie napiszę wieczorów, bo wiem po sobie, że jak tylko rozpoczęłam lekturę, to nawet nie wiem kiedy, a byłam już w połowie). Wspomniałam już co nieco o tempie akcji, które jest umiarkowane, a jednak stale przed Mią i Grimem pojawiają się nowe wyzwania czy problemy. Nudy zdecydowanie brak! Idealnym dopełnieniem jest nieprzewidywalność i zaskakujące zwroty akcji. Autorka do samego końca trzyma nas w niepewności, co do tego, jak wszystko się skończy, kto wygra, kto przetrwa a kto odda życie w imię wyższego dobra.

„Dziedzictwo światła” okazało się być godną kontynuacją „Pieczęci ognia”, o ile nawet nie przebiło w rankingu pierwszej części. Sympatyczni i różnobarwni bohaterowie, porywająca fabuła i ten niesamowity baśniowy klimat, który trzyma się nas przez cały czas, sprawiają, że nie da się tak łatwo odłożyć tej powieści na półkę. Przygody Grima, Mii oraz ich przyjaciół są czymś pięknym i intrygującym, gdzie doskonale widać podział na dobro i zło, honor, przyjaźń i wewnętrzną walkę, która toczy się w każdym z bohaterów z osobna. To niezapomniana historia, którą polecam każdemu! Wystawiam 5+/6.

 

Sheti by bookeaterreality dla BG