„Kroniki Nicka. Nieskończoność” od Sherrilyn Kenyon – recenzja

4 luty

4 luty

Fani Sherrilyn Kenyon i jej Mrocznych Łowców na pewno ucieszyli się z faktu, że będą mogli poznać przygody bohatera, który przewijał się przez ten cykl. Zapewne znajdzie się też grono osób, które jak ja, nie zaliczają się do wielbicieli autorki, a po książkę sięgnęli z jednego powodu, który brzmi: urban-fantasy. My – wielbiciele tego gatunku, nie mamy w czym przebierać i gdy na rynku pojawi się jakaś powieść z obietnicą przygód w wielkomiejskim zgiełku, koniecznie musimy jej posmakować. Nieważne, że Kroniki Nicka, to typowe czytadło młodzieżowe. Głodni nie wybrzydzają.

A ja byłam bardzo, bardzo głodna. Spałaszowałam Nieskończoność w jedną pociągową nockę, z głupim uśmieszkiem na twarzy. Oczywiście, drobne sensacje żołądkowe parę razy po drodze się pojawiły, ale na szczęście (dla mnie i książki) były one zupełnie nieszkodliwe. Tak więc, czego możecie się spodziewać, zabierając się za pierwszą cześć Kronik Nicka?

Na pewno musicie być przygotowani na to, że książka was porwie i nie pozwoli łatwo wyrwać się ze swoich szponów. Już od pierwszej strony świat wykreowany przez Kenyon wzbudza niemałą ciekawość i funduje niezłą dawkę endorfin. Można nieźle się zasapać, bo akcja gna tu przed siebie, nie przejmując się tym, że w pewnym momencie wypadałoby się w końcu oderwać od lektury i dać odpocząć obolałym oczom. Wszechobecny sarkazm, ciągły ruch i ciekawa historia to zdecydowanie największy plus tej powieści.

To, czego brakuje książce, to opisów otaczającej bohaterów rzeczywistości. Wiem, wiem… co za dużo, to niezdrowo, ale skąpić też nie wypada. A Kenyon funduje nam wręcz dawkę głodową. Wystarczy, że od niechcenia przekartkujemy jej dzieło, a zobaczymy, że większa jego cześć to dialogi. Niestety. Nick jest kochanym, wyszczekanym chłopcem i miło się go (mentalnie) słucha, ale parę razy można by było dorzucić opis tego i owego. Mamy tu sytuację jak z filmami Marvela – nieważne ile trupów się przewinie, to i tak nie zobaczymy tam ani kropelki efektów brutalności. Może (a wręcz na pewno) to wina tego, że tytułowy bohater ma tylko 14 lat i tym samym głównym targetem książki jest młodzież, a nie takie stare konie jak ja. W ostatecznym rozrachunku te braki można przeboleć, jednak lekki posmak goryczy, gdzieś tam, pozostaje.

Na inne składniki warsztatu pisarki nie można wiele ponarzekać. Kreacja Nicka jest bez zarzutu. Dostajemy chłopca, który jest oczkiem w głowie mamusi i dzielnie stara się sprostać jej wymaganiom (nie bójcie się, nazwać go maminsynkiem nie można!), by nie zejść na ścieżkę zła. Jest błyskotliwym, wygadanym magnesem na kłopoty i w najmniej oczekiwanych chwilach ślini się na widok ładnej buzi. Jeśli gdzieś jest Nick, tam zaraz pojawi się zombie, wilkołak, demon czy inne paranormalne stworzenie, które nie ma pokojowych zamiarów. Na dokładkę Nick ma długą listę znajomych, mających nierówno pod sufitem. Jeśli jego osoba nie wywoła u was jakichkolwiek emocji, zrobią to oni.

Jak widzicie, Nieskończoność jest doskonałą rozrywką dla osób niegardzących kawałkiem literatury pisanej z myślą o młodzieży. Łatwa i lekka w odbiorze, doskonale sprawdza się przy ucieczce od szarej rzeczywistości. Nie zanudza wielkimi ideami, miłostkami i intrygami. To porządna dawka błyskotliwego humoru i przygody z wątkiem paranormalnym w tle. W swojej kategorii, jak najbardziej, zasługuje na goodread’owe really liked it, czyli 4/5.

by Kerach