„Real Fiction. Ręce korupcji” od Ł. L. Górskiego – recenzja

real-fictionXXIII wiek. W niepoznanej dotychczas części galaktyki krąży przestarzała fregata ochrzczona „Vallignance”. Dowodzi nią tajemniczy Sagner Demnitz, oficer pochodzący z wymierającego gatunku Akhetów. Pod swoją komendą ma nieliczną niewykwalifikowaną kosmopolityczną załogę, która zmierza do nieistniejącego celu. Może to doprowadzić tylko do jednego – katastrofy, która wpłynie na losy całego skorumpowanego i pełnego skrajności świata przyszłości, w którym ludzkość może oglądać Ziemię tylko za pośrednictwem elektronicznych obrazów. Świata, gdzie zagadką jest wszystko, nawet to, kim sam jesteś.

Wielu z nas zadaje sobie pytanie, czy jesteśmy jedyni w wszechświecie? Przecież nawet go nie znamy, nie znamy własnej galaktyki, która jest naszym domem, a co dopiero cały kosmos. Ilu z nas wyobrażało sobie innych przedstawicieli gatunków zamieszkujących te niezbadane tereny. A teraz wyobraźcie sobie, że Ziemi już nie ma. Ludzie nie są jedynymi rozumnymi istotami w wszechświecie. A kosmos stoi dla nas otworem. Niewyobrażalne? Nie w tej książce. Niestety, nie jest tak pięknie jakbyśmy chcieli. To nie Eden, złudne wyobrażenie szczęśliwego społeczeństwa, żyjącego gdzieś w odległej galaktyce, z dala od macierzystej planety, zostaje brutalnie zburzona. To świat, w którym rządzi korupcja, nienawiść, a my jesteśmy tylko pionkami w czyjejś grze. Przerażająca perspektywa.

Taką właśnie wizję skrajnego świata rysuje nam Łukasz Górski w swojej książce. I w ogóle nie przesadzam, nie da się rozróżnić, które z wydarzeń działy się naprawdę, a które są fikcją. Kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Niczego nie można być pewnym. Akcja z każdą kolejną stroną, rozdziałem, plącze się, by nagle bez ostrzeżenia, oświecić nas na chwilę i znów zasiać ziarno niepewności i zwątpienia.

Wielką niewiadomą są bohaterowie. Nie mamy klarownych, barwnych, bez skazy bohaterów. Wręcz przeciwnie. Skomplikowani, tajemniczy, pełni wad – właśnie to czyni ich tak ciekawymi. Znudziły mnie postacie perfekcyjne, te natomiast są tak niedoskonałe, że wręcz idealne. Choćby główny bohater, Sagner Demnitz, kapitan przestarzałej fregaty, przedstawiciel wymierającego gatunku Akhetów (z wyglądu przypominający ziemskie węże). Tajemnicza postać, to za mało powiedziane, poznając go, nie jesteśmy w stanie określić, co jest prawdą, fakty z jego życia zdają się nie trzymać całości. Kim tak naprawdę jest? Co nim kieruje? I dokąd zmierza? Ciągle w głowie kłębi się masa pytań.

Nie pozostało mi nic innego jak dodać, że to ponad 400 stron pełnej akcji, zwrotów wydarzeń a także odrobiny czarnego humoru świetna książka science fiction. Poznajemy w niej niezwykły świat, jak również długą historię skorumpowanego społeczeństwa przyszłości, która powinna być przestrogą dla nas wszystkich. Z pewnością miłośnicy tego gatunku nie będą zawiedzeni. Muszę również przyznać, że choć nie przepadam za tego typu książkami, to z pewnością sięgnęłabym po nią ponownie.

Moja ocena: 5/6

by Magda M.