„Królowa Tearlingu” od Eriki Johansen – recenzja przedpremierowa

Kelsea dorastała w ukryciu, z dala od królewskiej twierdzy, i niewiele wie o straszliwej przeszłości Tearlingu. Jej przodkowie odpłynęli z chylącego się ku upadkowi świata, by stworzyć nowy, wolny od technologii. Jednak społeczeństwo podzieliło się na trzy zastraszone narody oddające hołd czwartemu: potężnemu Mortmesne pod rządami okrutnej Szkarłatnej Królowej.

W dniu dziewiętnastych urodzin Kelsea wyrusza w niebezpieczną podróż do stolicy, gdzie ma zająć należne jej miejsce na tronie Tearlingu. Jednak zło, jakie odkrywa w sercu królestwa, popycha ją ku śmiałemu czynowi, który otwiera Szkarłatnej Królowej drogę do zemsty. Śmiertelnie niebezpieczni przeciwnicy – od skrytobójców po ludzi posługujących się najmroczniejszą magią krwi – snują plany zamordowania dziewczyny.

Kelsea dopiero rozpoczyna walkę o ocalenie królestwa. Pełna zagadek, zdrad i niebezpieczeństw droga do jej przeznaczenia jest próbą ognia, z której wyłoni się legenda… lub która doprowadzi do jej upadku.

George R. R. Martin powiedział kiedyś, że „w książkach fantasy musi występować magia. Jest ona niezbędnym składnikiem. Ale magia jest jak sól w gulaszu. Zbyt dużo soli psuje smak”. „Królowa Tearlingu”, choć jest książką skierowaną do młodych dorosłych (young adult), a opis zapowiada, że znajdziemy w niej magię, tak naprawdę jest dobrze doprawionym gulaszem. Magia nie gra tu pierwszych skrzypiec, a jest jedynie tłem historii i zapowiedzią, że większe znaczenie odegra dopiero w przyszłości. Zatem o czym jest ta książka?

Świat przedstawiony w „Królowa Tearlingu” jest czasami irytujący, a jednocześnie fascynujący. Autorka pozwala nam zasmakować w intrygująco skrojonej rzeczywistości, ale nie zaspokaja naszego głodu wiedzy. Tak jak na początku książki formowały się w naszej głowie dziesiątki pytań, tak z ostatnim zdaniem mamy ich już setki. Czym dokładnie była Przeprawa? Dlaczego ekspedycja, która wyruszyła z naszej rzeczywistości, pełnej nowoczesnej technologii, zakończyła się cofnięciem się do epoki średniowiecza i popełnianiem błędów przeszłości? Czym jest i gdzie leży odkryta kraina? Czy jest innym wymiarem, czy może odwiecznie poszukiwaną Atlantydą? Na te i dziesiątki innych pytań, niestety Erika Johansen nie chce nam odpowiedzieć.

Za to autorka poczęstuje nas tym co aktualnie dzieje się w Tearlingu. A dzieje się tu wiele. Handel żywym towarem, z którego czerpią zyski płatni zabójcy, szlachta a nawet Ojciec Najświętszy. Malwersacje, zbrodnie i spiski mające na celu niedopuszczenie, by wraz z nową królową cokolwiek się w królestwie zmieniło. Jednym zdaniem… Mamy tutaj  wszystko to, co powinno się znaleźć w powieści fantasy.

Ponadto, autorce udało się wykreować pełnokrwistych bohaterów, którzy nie są przedstawieni w schemacie czarno-białym. Choć Kelsey ma tylko dziewiętnaście lat, zachowuje się jak przystało królowej. Jest mądra, wrażliwa na krzywdę innych, odważna i pragnie zmian. Ale nie jest pozbawiona wad, czy iskierki zła. Potrafi zabić, nie cacka się z tym, kto wejdzie jej w drogę i ma w sobie cząstkę kobiecej próżności. O Szkarłatnej Królowej niewiele można się dowiedzieć podczas trwania lektury, ale to co można o niej powiedzieć, to to że nie jest całkowicie dotknięta mrokiem. Bardziej bym powiedziała, że jest zdesperowaną kobietą, której grunt pali się pod nogami. W książce znajdzie się też wielu innych bohaterów, których nie tak łatwo jest zaszufladkować do tych złych czy dobrych.

Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, głównie z punktu widzenia Kelsey, ale też i Królowej Mortmesne i kilku męskich drugoplanowych postaci. Język powieści nie jest zbyt kwiecisty, ale na brak opisów otaczającej rzeczywistości narzekać nie można. Jak przystało na powieść skierowaną do czytelników Young Adult, czyta się ją płynnie, bez chęci pominięcia jakiejkolwiek strony.

Wszystko to sprawia, że „Królowa Tearlingu” jest interesującą i wciągającą lekturą. Lekką frustrację może wzbudzić fakt, że autorka zataja przed nami odpowiedzi na kluczowe pytania i zostawia nas z domysłami opartymi jedynie na naszej wybujałej wyobraźni. Ale przed nami jeszcze dwa tomy, więc pozostaje mieć nadzieje, że Erika Johansen zaspokoi naszą ciekawość w kolejnych częściach.

Moja ocena
na Goodreads: 4/5

Kerach