„Szturm i grom” od Leigh Bardugo – recenzja

szturm i grom oryginałCiemność nie umiera. Uciekła za Morze Prawdziwe. Nękają ją duchy ludzi, których zabiła w Fałdzie Cienia. Ukrywa swoją tożsamość jedynej Przyzywaczki Słońca. Teraz Alina próbuje ułożyć sobie życie w obcym kraju u boku Mala. Jednak wkrótce będzie musiała się zmierzyć ze swoją przeszłością – i przeznaczeniem. Darkling wyłonił się z Fałdy Cienia zbrojny w nową, potworną moc. Ma niebezpieczny plan, który może rozsadzić granice naturalnego świata. Z pomocą niesławnego korsarza Alina wraca do kraju, który porzuciła by walczyć z siłami zagrażającymi Ravce. Ale podczas gdy jej moc rośnie, ona sama wikła się coraz głębiej w grę zakazanej magii, w którą wciąga ją Darkling. I odsuwa się od Mala. Alina będzie musiała dokonać wyboru między swoim krajem, własną mocą a miłością, która miała zawsze ją prowadzić. W przeciwnym razie podejmuje ryzyko, że w nadciągającej burzy straci wszystko.

Pierwsza część cyklu Grisza była dla mnie ciekawym doświadczeniem. Utwór był nieco inny niż pozostałe powieści z gatunku fantastyka młodzieżowa. Ale o ile pierwszy tom mnie zauroczył, o tyle w drugim nie było już tak bajkowo. Kreacja świata z zapożyczeniami, które ewidentnie kierują naszą uwagę na kulturę rosyjską, mimo że była barwna, to niestety zdecydowanie słabiej wypada na tle pierwszego tomu. Zawiodłam się przede wszystki na fabule. Na początku była ona naprawdę zawiła, niestety w dalszej części straciła swoją moc przyciągania. Być może spowodowane jest to tym, że autorka skupia się na wątku miłosnym, który niepotrzebnie wszystko komplikuje. Nie ukrywam, że z przyjemnością czytam o relacjach bohaterów, które przeplatają się ze sobą w wielu kombinacjach, jednak cały czas musi mieć to przysłowiowe „ręce i nogi”. Niestety Leigh zbyt mocno skupiła się na miłosnych perypetiach,  przez co akcja zdecydowanie straciła swój dotychczasowy wyraz.

Zabrakło mi również i samych bohaterów. W całym tym zamieszaniu stali się oni tłem do wydarzeń, zamiast głównym powodem całej akcji. Chciałabym zobaczyć jak bohaterowie dojrzewają i podejmują rozsądne decyzje, a niestety ich wybory na pewno nie były podyktowane zdrowym rozsądkiem czy też czystym uczuciem. Czasem miałam wrażenie, że to jakie decyzje zostaną podjęte jest wyłącznym kaprysem autorki – „zróbmy tak, bo tak będzie fajnie” – szkoda, że nie wszystko zostało lepiej przemyślane.

Niewątpliwie, wyobraźnia autorki może zachwycić. Szturm i Grom czyta się dość szybko, a język jakim posługuję się Leigh jest prosty, choć nie brakuje mu plastyczności i wielobarwności, dzięki którym wyobraźnia czytelnika działa na pełnych obrotach. Akcja początkowo ma naprawdę niesamowite tempo, a zawiłość fabuły sprawia, że ciężko oderwać się od lektury. Niestety wraz z końcem zwalnia i nie zaskakuje niczym odkrywczym.

Szturm i Grom nie jest książką należącą do tych „złych,” ale niestety nie mogę zaliczyć jej do tych z najwyższej półki. I choć znajdziemy tu prostotę i banał, to trzeba przyznać, że w połączeniu ich ze światem przedstawionym oraz elementami magicznymi, zdecydowanie jest dobrą lekturą. Mimo potknięć autorki, z pewnością sięgnę po kolejną część. Jeśli chodzi zaś o ocenę tej części, to wystawiam odrobinę naciągane 4/6.

***** Isztar by isztarbooks.blogspotcom