„Sasha” od Joel’a Shepherda – recenzja

„Uważaj, w co wierzysz, wiara bowiem jest znacznie groźniejsza od mieczy.”

Sashandra, mimo królewskiego pochodzenia, wybrała dla siebie zupełnie inną drogę, niż jej bracia i siostry. Dawniej była księżniczką w Lenayin, ale wybrała życie w społeczności goeren-yai. Jest szkolona w pradawnej sztuce walki przez najlepszego ze wszystkich, przez mistrza, który innych nawet nie zaszczyci spojrzeniem – a jednak w tej dziewczynie udało mu się coś dostrzec. Jednak powszechnie wiadomo, że o pochodzeniu nie da się zapomnieć. Sasha będzie musiała stanąć do walki  z nadciągającymi armiami wojowników, a także zostanie zmuszona stawić czoła spiskom knutym na królewskim dworze. A jej gorący temperament na pewno jej tego nie ułatwi…

„Sasha” jest pierwszym tomem cyklu „Próba krwi i stali”, przez Booklist porównywaną do bestsellerowej sagi George’a Martina. Czy faktycznie jest równie dobra? Tego orzec nie mogę, bowiem „Gra o tron” wciąż przede mną, ale jedno mogę stwierdzić na pewno – „Sasha” to kawał dobrej lektury, która porwie niejednego czytelnika. Joel Shepherd posługuje się językiem dojrzałym, barwnym i obfitującym w wiele epitetów oraz metafor. Ciężko zarzucić mu jałowość stylu czy brak polotu. W umiejętny sposób przechodzi z jednej sytuacji w drugą, a my, u boku głównej bohaterki, stajemy się biernym obserwatorem rozgrywających się wydarzeń. Pamiętajmy jednak o tym, aby nie wejść Sashy pod nogi, bo ta dziewczyna potrafi pokazać pazur! Choć wie, że czasem powinna siedzieć cicho.

Autor stworzył klasyczny świat fantasy, w którym dochodzi do buntów, konfliktów i w końcu otwartej walki. Sama Sasha musi dokonać trudnego wyboru i opowiedzieć się za jedną ze stron, choć jednocześnie naprawdę wie, gdzie jest jej miejsce. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie wszystko może pójść gładko (i tak też w sumie się dzieje), że będzie musiała nie raz działać rozsądnie, choć czas nie pozwoli jej na przeanalizowanie sytuacji. Jest w niej jednak ogromny duch bitewny, a co więcej – dziewczyna jest sprawiedliwa i honorowa. Czytając tę powieść należy pozostać w skupieniu i nie można sobie pozwolić na błądzenie myślami – łatwo się wtedy pogubić i później rozeznać w całej sytuacji. To ten typ lektury, który wymaga od nas pełnego zaangażowania i choć ogrom opisów może być dla niektórych nużący, to znajdą się zagorzali fani tej przygody.

Nie ukrywam jednak, że mam teżpewne zastrzeżenia. Nie mogę zarzucić autorowi braku pomysłu oraz doskonałego wcielenia go w życie, ale miałam jeden poważny problem z tą książką – nie potrafiłam się zżyć z bohaterami. Żaden z nich nie trafił do mojego serca, nie wspominając o tym, żebym miała jego perypetie w głowie jeszcze przez jakiś czas po skończonej lekturze. Sasha jest typem bohaterki, który lubię, ale jednak czegoś mi zabrakło. Nie byłam w stanie nawiązać z nią więzi. Dodatkowo duża liczba postaci sprawiała, że chwilami gubiłam się w tym, kto jest kim. Samo przedstawienie realiów tego świata też mnie nie do końca zadowoliło – gdy sięgam po książkę fantasy to lubię otrzymać w niej informacje dotyczące historii pewnych społeczności czy też ich przekonań i sposobu życia, a w sumie do tej pory nie bardzo rozumiem, czym jest goeren-yai.

Sasha” jest książką dobrą, wykonaną poprawnie, ale w moich oczach ma pewne uchybienia, o których już wspomniałam powyżej. Nie wiem, czy mój brak związania się z tą historią jest wynikiem pracy autora czy też tkwi to gdzieś we mnie. Wiem natomiast, że nie jest to opowieść, którą będę wspominaći do niej wracać. Owszem, autor naprawdę włożył sporo pracy w pisanie tej powieści i doceniam to, czytało się ją przyjemnie i zapewnia ona rozrywkę na więcej niż jeden czy dwa wieczory, ale po prostu coś nie pozwalało mi dać się całkowicie porwać i wciągnąć do świata stworzonego przez pana Shepherda. Z tego powodu wystawiam ocenę 4/6.

***Sheti by sheti-shetani