„Dziedzic Zaklinaczy” od Cindy Williams Chima – recenzja

Brutalny atak na dobrze prosperującą komunę Wajdlotów nazwano masakrą w Thorn Hill. Jonah Kinlok przeżył, lecz nie wyszedł z tego bez szwanku: podobnie jak inne ofiary, Jonah ma niezwykle magiczne moce, które dają mu przewagę na członkami normatywnych gildii. W wieku siedemnastu lat stał się najgroźniejszym zabójcą w Wilczej Jagodzie, organizacji polującej na nieumarłych, czyli cienie.

Emma Claire Greemwood dorastała w zupełnie innym świecie, wychowywana przez dziadka, który uczył ją muzyki, a nie magii. Niepokorna, zbuntowana nastolatka włuczy się po klubach aż do dnia, kiedy znajduje dziadka umierającego, ściskającego w rękach list z ostrzeżeniem, że Emma może być w niebezpieczeństwie. Idąc za radą dziadka, dziewczyna trafia do świata Jonah- i zarazem w krainę sekretów i niewyjaśnionych spraw.

Czy Thorn Hill istotnie było pokojową komuną? Czy może, jak twierdzi Gildia Czarodziejów, stanowiło kryjówkę terrorystów z niższych gildii? Podejrzenia czarodziejów narastają, kiedy zaczynają ginąć członkowie normatywnych gildii. Czarodzieje oskarżają Wilczą Jagodę i podsycają napięcie między grupami Wajdlotów.

Jonah i Emma spieszą się, by odkryć prawdę o Thorn Hill, pełni obaw, że ten, kto zaplanował tamtą masakrę, może uderzyć ponownie.

„Jeżeli dręcz cię coś, na co nic nie możesz poradzić, zrzuć to z siebie”

Kroniki Dziedziców, to saga, która nie jest mi obca. Ta cześć jest już trzecią jaką przyszło mi czytać i recenzować. Czytając dzieła Williams Chima, zauważyłam pewną prawidłowość. Mianowicie co druga jej książka warta jest uwagi.

Tym razem autorka zabiera nas do Memphis, gdzie poznajemy Emmę, zbuntowaną nastolatkę, kochającą muzykę i gitary, której dziadek umiera na jej oczach. W obawie przed trafieniem do rodziny zastępczej, dziewczyna kontaktuje się z mężczyzną, którego numer widnieje w liście od jej dziadka. Jak wielkim szokiem dla dziewczyny jest wiadomość, że Tyler Boykin jest jej ojcem. Nie mając nic do stracenia dziewczyna udaje się do Cleveland.

Tak jak bywało już w poprzednich częściach, gdzie jest dziewczyna, tam jest chłopak. Jonaha poznajemy już w samym prologu, i to on będzie głównym bohaterem w „Dziedzicu Zaklinaczy”. Jako kilkuletni chłopiec stracił prawie całą rodzinę w Thorn Hill, która została okrzyknięta wielką masakrą, gdyż zginęło wówczas tysiące Wajdlotów, a garstka z nich przeżyła, w tym brat Jonah.

Historia opowiada o dalszych losach naszego bohatera po Thorn Hill. Jego zmaganiach z demonami, pragnieniami i obawami. Niestety powtórzył się schemat z poprzednich tomów. On i ona, wojna między czarodziejami a niższymi gildiami, skrywane tajemnice, porwania, śmierć… to wszystko już było. Może jedynym zaskoczeniem są magiczne zdolności bohaterów. Nie są one jednoznaczne i oczywiste. Przez całą historię przewijają się również bohaterowie z poprzedniej części. Jednak brak ich znajomości nie wpływa na zrozumienie całej fabuły. Mimo to bohaterowie nadal są słabo zarysowani. Nie wyróżniają się na tle innych, co sprawia, że się wtapiają się w tłum a po pewnym czasie wypadają nam z pamięci.

Choć przeczytanie tej książki nie zajęło mi wiele czasu i nie zauważyłam, kiedy byłam już przy ostatniej stronie, to fabuła była bardzo prosta, lekka i przewidywalna. Sam początek dał nam nie małą dawkę emocji. Aczkolwiek po brawurowym tempie prologu, autorka wrzuciła na niższy bieg i historia zwolniła. Również końcówka lektury, nie daje nam ostatecznego rozstrzygnięcia. A miałam nadzieję na coś więcej. Postanowiłam dać „Dziedzicowi Zaklinaczy” szansę, ponieważ z pewnością jest lepszy od poprzednika. Ten tom, zresztą jak cała saga, jest dobry dla nastoletniego czytelnika, który zaczyna swoją przygodę z fantastyką. Niestety dla tych bardziej wymagających, szukających emocji, nie stanie się ich faworytem. Książka ta, nada się na nudne wieczory dla niewymagających czytelników i to im serdecznie ją polecam.

by Magda M.