„Jedyna” od Kiery Cass – recenzja

jedynaPo zaskakującym początku w Rywalkach i po rozczarowującej Elicie przychodzi kolej na Jedyną.

Czy Ameryka Singer odbuduje swoją pewność siebie po przykrym incydencie z królem? Czy powróci do swojej dawnej miłości, czy wybierze Maxona i zdecyduje się zostać królową, by podjąć walkę o lepszy świat dla siebie i wszystkich mieszkańców Illei?

Zapewne każdy wiedział, jak się skończą Eliminacje, a po przeczytaniu pierwszych rozdziałów Jedynej, wybór Ami i Maxona był dla mnie oczywisty. Jednak pomimo przewidywalności finału, Kiera Cass zafundowała swoim czytelnikom wiele innych ciekawych odkryć i dramatów. Sprawiła, że ani przez chwilę nie potrafiłam oderwać się od niej. Skończyło się na tym, że pochłonęłam ją w kilka godzin. Teraz pluję sobie w brodę, ponieważ nie potrafię sobie wyobrazić, że muszę czekać aż do czerwca, by znowu móc przenieść się w świat Illei. Zdecydowanie Jedyna miała zbyt mało stron i zbyt szybko się skończyła. Dlatego tych, którzy mają dopiero zamiar po nią sięgnąć przestrzegam – nie spieszcie się z czytaniem, bo będziecie tego żałować!

Trzecia cześć Rywalek była jak dotąd najlepszą powieścią z serii. Śmiało mogę napisać, że autorka spisała się na medal. Ameryka już mnie nie irytowała swoimi przemyśleniami i postępowaniem, jak w poprzednich tomach. Widać, że w końcu poukładała sobie w głowie i sercu, co (i kto) jest dla niej drogie, a co najważniejsze postanowiła w końcu uczynić krok na przód i zastawić za sobą przeszłość. Oczywiście było kilka irytujących sytuacji w rozumowaniu Ami, ale po skończeniu lektury doszłam do wniosku, że bez tego bohaterka nie byłaby sobą… W końcu taki już jej urok.

Jeśli chodzi o warsztat autorki to nie zauważyłam gwałtownych zmian na lepsze czy gorsze. Tradycyjnie było lekko, czarująco i mało zaskakująco. Kto czytał poprzednie tomy, na pewno nie nastawiał się na nic innego. Jednak po nużącej Elicie ta część zdecydowanie bije ją na głowę. Akcja nie wlecze się nie miłosiernie, wręcz gna przed siebie. I właśnie ten pęd sprawia, że po przeczytaniu książki odczuwa się niedosyt. Autorka rozwinęła kilka intrygujących wątków, ale niestety na ich wspomnieniu się zakończyło. A wielki finał? Zdecydowanie zbyt krótki i mało rozbudowany! Dobrze się stało, że Kiera Cass napisze jeszcze kolejne części Rywalek, gdyż pozostawiła zbyt dużo niewyjaśnionych spraw.

Jedyna to więcej niż dobre zakończenie Eliminacji. Może nie było zaskakująco, ale za to porywająco, momentami wzruszająco, a przed wszystkim romantycznie, jak w dziełach Jane Austen. Jeszcze raz podkreślę, że cieszę się, iż autorka postanowiła napisać jeszcze dwie powieści z serii. I nie interesuje mnie to, że ktoś powie „to wszystko dla pieniędzy.” Po Jedynej chcę więcej historii z Ami i Maxonem, ponieważ po kilku minutach od odłożenia na półkę książki, już za bohaterami strasznie tęskniłam. Po za tym kogo nie zżera ciekawość tego, co miała na myśli Cass pisząc ostatnie zdania z epilogu?

by Kerach

PS. Czy Wy też zauważyliście to, że w książce na zmianę było pisane „Ameryka” i „Ameryca”?