Recenzja: Pakt złodziejki – Ari Marmell

pakt-zlodziejkGłówną bohaterką Paktu złodziejki jest Adrienne Satti, zwana Postrzeloną. Przydomek ten wcale nie dziwi, kiedy zagłębiamy się w karty powieści. Ta nastoletnia złodziejka cały czas wpędza się w jakieś kłopoty, ma niejednego wroga, a do tego porozumiewa się… z bóstwem, Olgunem, którego tylko ona słyszy. Kiedy w Davillon zaczynają się dziać dziwne i niepokojące rzeczy, Adrianne jest tą, która trafia w sam środek burzy…

Ari Marmell postawił na oryginalną fabułę. Pakt złodziejki to połączenie młodzieżowego fantasy z powieścią przygodową. W książce naprzemiennie pojawiają się rozdziały opisujące obecną sytuację i te dotyczące retrospekcji, budując napięcie, i dostarczając czytelnikowi kolejne puzzle do swojej układanki. Czasami aż trudno domyślić się, do czego to wszystko doprowadzi, ponieważ często rozdziały są fragmentaryczne, przedstawiają tylko część jakiegoś wydarzenia. Niejednokrotnie trzeba przez to czekać kilkanaście stron, aby dowiedzieć się więcej, a to pobudza ciekawość.

Muszę przyznać, że moją uwagę zwróciła dbałość autora o szczegóły. Jego opisy są bardzo dokładne i oddziałują na wyobraźnię. Dokładnie zostały także opisane stroje bohaterów. Widać, że Ari Marmell przemyślał swój pomysł na książkę i odnoszę wrażenie, że część niedopowiedzeń jest celowa – w końcu to dopiero pierwszy tom serii. Nie poda nam od razu wszystkiego na tacy.

Główna bohaterka jest… wyjątkowa. Czasami irytuje, czasami śmieszy, ale wzbudza sympatię. Z pewnością nie jest postacią, która pozostanie nam obojętna. Talent Adreinne do wpadania w tarapaty i jej nieokrzesanie sprawiają, że jest na swój sposób urocza. Zresztą jej „rozmowy” z Olgunem, którego słów nie możemy poznać, ponieważ słyszy je tylko bohaterka, zawsze wywoływały u mnie uśmiech. Adrienne zdecydowanie nie należy do bezbarwnych i spokojnych osób.

Podczas czytania Paktu złodziejki trafiłam na kilka problemów. O ile wspomniane już wcześniej naprzemienne pojawianie się wydarzeń obecnych i przeszłych było interesujące, to na początku ich wybiórczość i brak płynności w przejściach pomiędzy nimi, trochę przeszkadzały w lekturze. Po kilku pierwszych rozdziałach jednak się to zmieniło, przyzwyczaiłam się do takiej budowy i okazało się to dodatkowym atutem, pobudzającym ciekawość i chęć poznania dalszego ciągu.

Kolejną trudnością okazały się dla mnie francusko brzmiące nazwiska. Już pomijając kwestię wymowy, kiedy pojawiła się większa liczba postaci, w pewnym momencie przestałam odróżniać od siebie bohaterów. Przyznam, że dawno mi się już coś takiego nie zdarzyło i nie do końca rozumiem, czym było to spowodowane, ale ostatecznie zaczęłam się orientować, kto jest kim.

Pak złodziejki podobał mi się, ale nie zachwycił. Książkę czytałam z przyjemnością, jednak zabrakło mi w niej „tego czegoś”. Jest to historia, którą poznaje się z przyjemnością, cały czas coś się dzieje, więc nie można się z nią nudzić, jednak ostatecznie pozostaje pewien niedosyt. Mimo wszystko jest to lektura przyjemna w odbiorze i warta uwagi, ze względu na interesującą fabułę i sposób prowadzenia narracji.

by Oczarowana Książkami