Recenzja: Bransoletka z kości – Kevin Crossley-Holland

233045-352x500

Kevin Crossley-Holland to angielski autor książek dla dzieci, tłumacz i poeta. Popularność przyniosły mu powieści fantasy, w tym Arthur trilogy wydana w latach 2000-2003. W Polsce niedawno ukazała się Bransoletka z kości, pierwsza część sagi opowiadającej o przygodach nastoletniej Solveig, córki Wikingów. Dziewczyna wyrusza w samotną, daleką i niewątpliwie niebezpieczną podróż w ślad za swoim ojcem, który opuścił ją bez pożegnania. Celem podróży Solveig jest Miklagard. Nim jednak bohaterka dotrze do celu, będzie musiała uciec z rodzinnego domu, zaciągnąć się na okręt i wyruszyć w daleką drogę u boku ludzi, których nie zna i którym być może nie powinna ufać. Czy uda jej się pokonać tysiące kilometrów i odnaleźć rodzica? Czy tam, dokąd zmierza, odnajdzie szczęście?

Bransoletka z kości to tak naprawdę opowieść drogi – drogi prowadzącej przez morza i lądy ku dalekiemu Bizancjum, gdzie bohaterka ma nadzieję odnaleźć swojego ojca. Nie ukrywam – sięgając po książkę Kevina Crossley-Hollanda miałam ogromną nadzieję, że będzie to niezapomniana lektura. Niegdyś zaczytywałam się w powieściach o Wikingach, a Skandynawia do dziś mnie fascynuje i zachwyca. Niestety historia Solveig mnie nie przekonała. Dlaczego?

Największym minusem tej powieści jest przerażająco prosty język. Wiem, że to powieść przygodowa dla młodzieży, ale przy Solveig nie było w ogóle szansy na wytężenie mózgownicy. Momentami stylem i sposobem narracji (trzecioosobowej) Bransoletka przypominała mi stare skandynawskie sagi rodzinne pisane na potęgę w latach 80 i 90-tych, które charakteryzowały się wyjątkowo prostym językiem i niewielką ilością opisów oraz pewną infantylnością w zachowaniu bohaterów. I tu pojawia się drugi minus tej książki, czyli kreacja bohaterów, którzy są po prostu papierowi. Głównej bohaterce autor poświęcił oczywiście najwięcej miejsca, ale nie zmieniło to faktu, że trudno ją nawet polubić – w zasadzie po skończonej lekturze nie mogę powiedzieć o niej niczego więcej ponad to, że była bardzo pewna siebie i do granic możliwości zdeterminowana, by odnaleźć ojca. To stanowczo za mało, by wzbudzić w czytelniku sympatię do bohaterki.

Bransoletka z kości miała potencjał – świat na początku drugiego tysiąclecia został przedstawiony dosyć realistycznie, a dążenie bohaterki do spotkania z ojcem mogło być motorem napędowym wielu wspaniałych, zapierających dech przygód. Niestety wyszło trochę jałowo i stanowczo zbyt prosto. Dlatego też dzieło Kevina Crossley-Hollanda polecam przede wszystkim tym osobom, które szukają lekkiej, niezobowiązującej powieści przygodowej z irytującą bohaterką na pierwszym planie. Daję ocenę 3/6.

 

**** Tirindeth by Tirindeth’s Books dla PB