Recenzja: Red Rising: Złota krew – Pierce Brown

red risingZłota krew to historia, którą można czytać na okrągło, odkrywając coraz to inne jej przesłania. Jest zaskakująca, porywająca i niebezpieczna – z każdą przewróconą stroną pożera czytelnika z impetem wygłodniałej bestii.

Darrow jest Helldiverem, jednym z tysiąca, którzy żyją w rozległych jaskiniach pod powierzchnią Marsa. Pokolenia Helldiverów spędzały swoje całe życie na wydobywaniu cennego surowca – helium-3, który pozwoli na terraformowanie planety. Od pokoleń wystarczała im tylko wiara, że pewnego dnia ludzie z przeludnionej Ziemi będą mogli swobodnie chodzić po powierzchni Marsa. Wmawiano im, że są jedyną nadzieją na ocalenie ludzkości. Darrow wierzy w to aż do dnia, gdy odkrywa, że wszystko, co mu wmawiano jest kłamstwem. W rzeczywistości Mars już od setek lat jest zamieszkały przez Złotych, a terraformowanie dobiega końca. Złoci wykorzystują Darrowa i innych Czerwonych do niewolniczej pracy przy wydobyciu cennego surowca. Z pomocą tajemniczej grupy rebeliantów, Darrow wstępuje w szeregi Złotych, stając się jednym z nich i przystępuje do testu, który umożliwi mu dostanie się do Instytutu. Jak się później okazuje, szkoła nie jest sielanką… jest polem bitwy – dosłownie i w przenośni.

Tak naprawdę na początku miałam ochotę wrzucić tę książkę na półkę z łatą „nieskończone”. Po Red Rising sięgnęłam z wielkim zapałem, a to, co dostałam w części pierwszej (czyli do ok. 40 str.)  nie było tym, czego oczekiwałam i nie widziałam sensu, by powieść czytać dalej. Na dokładkę, po  raz pierwszy zdarzyło mi się, że życzyłam wybrance serca głównego bohatera, by jak najszybciej zeszła z tego świata. Bo Darrow z pierwszej części nie jest Darrowem, którym zachwyciłam się po pochłonięciu całej powieści. To był człowiek, którym można manipulować, nie ma własnego zdania i  sam nie wie, czego chce prócz tego, by żyć spokojnym życiem. Był swoim cieniem, który bał się, że skończy jak swój ojciec, posądzony o zdradę. Na szczęście wszystko się zmieniło nagłym zwrotem akcji. Świat, który sprawiał, że bohater był słaby, odszedł na zawsze, tak jak moja chęć odstawienia książki na zakurzoną stertę rzeczy niechcianych.

W tym nowym etapie Brown, niczym Bóg, stwarza Darrowa od początku, pozostawiając mu tylko bolesne wspomnienia dawnego „ja” i świadomość tego, że wszystko, w co wierzył, okazało się kłamstwem. W końcowym efekcie zrodził się najlepiej wykreowany bohater, z jakim miałam do czynienia od lat. Dlaczego? W Red Rising naprawdę widać, że Darrow zmienia się wraz z postępem akcji. Niczym nie przypominał siebie sprzed tragedii, która zakończyła jego dawne życie. Można powiedzieć, że z chłopca, którym rządziły emocje, zamienił się w przywódcę i mężczyznę twardo stąpającego po ziemi. Nieraz odniosłam wrażenie, że nic ani nikt nie powstrzyma go przed realizacją wcześniej wytyczonej ścieżki. Darrow wręcz kradnie historię, którą chce nam przekazać autor poprzez pozostałych bohaterów, sprawiając, że inni są tylko tłem i narzędziem do osiągnięcia celu. Jednak powieść na tym nie cierpi, a tylko zdobywa na wyrazistości.

Jeśli chodzi o przedstawiony świat, to jest on brutalny, czasami wręcz makabryczny. Brown nie koloryzuje, ani nie przedstawia go czarno-biało. Autor, poprzez narrację pierwszoosobową z punktu widzenia Darrowa, nie powstrzymuje się od nazywania rzeczy po imieniu. Znajdziemy tu wszelakiego rodzaju okrucieństwa, tak dobrze znane nam z naszego realnego świata – gwałty, przemoc, okaleczenia, korupcję, efekty podziałów społecznych i tyrańskiej władzy.

Red Rising to może i dystopia, ale nie przypomina innych młodzieżowych, ostatnio dość popularnych powieści. Czytając tę książkę odniosłam wrażenie, że tym, co ją wyróżnia od innych, jest szczerość, brak niedopowiedzeń czy wyidealizowania pewnych faktów. Nie znajdziemy tutaj zbuntowanej jednostki, która jest iskrą wywołującą ogień. Nie ma tu miejsca na bunt z powodu miłości czy potrzeby chronienia. Znajdziemy za to mechanizm obalania rządów, który rozpoczyna się od wewnątrz. Brown uczy, że aby obalać, trzeba przybrać skórę tyranów, wstąpić w ich szeregi i zaatakować ich od środka i w najmniej oczekiwanej chwili.  Dlatego Ci, którzy przygotują się na jawny bunt i jawną walkę z władzą, nie znajdą tu tego. Złota krew pogrąża czytelnika w emocjonującej grze, gdzie każdy krok może być początkiem końca. Wyraźnie możemy poczuć tu smak zwycięstwa, porażki, przyjaźni i zdrady.

Red Rising ustala bardzo wysoką poprzeczkę jako dystopijna powieść młodzieżowa. Mogę powiedzieć, że jak na debiut, ta powieść jest wręcz objawem pisarskiego geniuszu. Znaleźć tu można wszystko co sprawia, że będzie się tę książkę pochłaniać jak wygłodniałe zwierzę. Mamy tu w końcu bohatera, którego los wrzucił do jaskini wilków i powierzył w jego ręce los miliardów ludzi. Ale nie będzie on walczył w imieniu swojego ludu, by zginąć w heroiczny sposób, ani nie będzie tylko zabawką w rękach innych. Jego matką jest zemsta, a polem bitwy królestwo wypełnione po brzegi wrogami.… przynajmniej na początku.

Moja ocena: 5,5/6

Kerach