Recenzja: Gniew króla – Fiona McIntosh

gniew-krolaOdkrycie, że w żyłach imperatora Loethara i jego wroga, króla Leonela, płynie krew tego samego królewskiego rodu, burzy dotychczasowy układ sił. W dodatku Piven nie jest już bezbronnym sierotą, za którego wszyscy go uważali. Jednak najbardziej sensacyjnym wydarzeniem jest powrót pierwszej od stuleci valisarskiej księżniczki, która przeżyła i prawdopodobnie włada osławionym Urokiem Valisarów.

Gdy imperium zagraża rozerwanie na strzępy, byli wrogowie muszą stanąć po jednej stronie, a przyjaciele – uciekać, by ratować ród władców Penraven.

Królewska krew musi zwyciężyć, nawet jeśli Valisar będzie musiał stanąć przeciw Valisarowi.

Zapierający dech w piersi trzeci i ostatni tom „Trylogii Valisarów”. Z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że ten właśnie tom jest zwieńczeniem twórczości McIntosh. A skoro to jest ostatnia część, będziemy światkami wielkiej bitwy o tron, w której wezmą udział wszyscy żyjący Valisarowie: Leonel, Piven, Loethar i Eve. Nie zabraknie wartkiej akcji, nieoczekiwanych zwrotów i intryg. Nareszcie poznamy odpowiedzi na pytania, jakie McIntosh postawiła nam w całej trylogii.

Recenzując dwie poprzednie książki trylogii, zwróciłam uwagę na eksponowanie bohaterów przez autorkę. I tu się nic nie zmieniło. W pierwszej mieliśmy okazję bliżej poznać losy Leonela – młodego księcia, który musiał uciekać przed barbarzyńską hordą. W drugiej zaskoczyła nas niezwykła historia Pivena, przyrodniego brata Leo, który wbrew wszelkim przekonaniom nie był już upośledzonym chłopcem, lecz w pełni władz umysłowych, przebiegłym i wyrafinowanym młodym mężczyzną. Natomiast trzeci tom został w większej mierze poświęcony pierwszej valisarskiej księżniczce, Eve. I to właśnie jej chciałabym poświęcić chwilkę.

Przez dwadzieścia lat, żyła w świecie, który my czytelnicy dobrze znamy. W rzeczywistości, z którą stykamy się na co dzień, a której nie ma w Koalicji Denova. Pracowała tam jako lekarz chirurg. W swoim fachu była niezrównana. Jednak nie czuła się tam swobodnie. Nie miała poczucia przynależności. I nagle została z tego świata wyrwana. Powróciła do rodzimej krainy, gdzie czuła się zdezorientowana i zagubiona. Ale mimo wszystko dość szybko przyzwyczaiła się do nowej sytuacji i pogodziła się z przeznaczeniem, które miała do wypełnienia.

Poznajemy również kilkoro nowych postaci. Małego chłopca o imieniu Roddy, który dzięki poświęceniu Clovisa oraz magicznej mocy Pivena, ocalał z pożaru. Ravana, który za sprawą magii Cyreny, bogini węża, przybrał ludzką postać. Oraz Elkę, przedstawicielkę ludu Devaringów, żyjących wysoko w górach. Ale również możemy śledzić losy pozostałych, dobrze nam już znanych bohaterów.

W powieści nie mogło również zabraknąć magii, która towarzyszyła nam w poprzednich tomach. Tym razem, McIntosh skupiła się na patronach i niewyobrażalnej mocy, którą posiadają. Termin ten pojawił się już w Królewskim wygnańcu. Patron to osoba obdarowana niezwykle silną magią, praktycznie niewyróżniająca się spośród innych Obdarowanych. Dla każdego Valisara rodzi się jeden patron. Jednak by pozyskać jego magię, Valisar musi najpierw go odnaleźć, co nie jest łatwe, a następnie skrępować, co jest jeszcze trudniejsze.
Krew króla zaskoczy wiele osób. Zmiany, jakie zajdą, wprawią w osłupienie, ale również rzucą światło na inną, lepszą lub gorszą stronę bohaterów. Nie zabraknie też wątków miłosnych, które się wywiążą, bądź odnowią.

Fani Trylogii Valisarów zapewne nie będą zawiedzeni finałową powieścią McIntosh. Jest w niej zawarte wszystko to, w czym zakochaliśmy się już wcześniej: przygoda, akcja, przyjaźń, miłość, magia i niebezpieczeństwo. Takiego zestawienia nie da się nie polubić. Krew króla z całym przekonaniem zasługuje na wysoką ocenę, tak jak cała trylogia.

Ocena: 5

by Magda M