Recenzja: Ostatnia spowiedź. Tom 2 – Nina Reichter

ostatnia-spowiedz„A czy mówiłem Ci już, że oddychanie ma sens tylko wtedy, kiedy jesteś obok…?”

Pierwszy tom „Ostatniej spowiedzi” oczarował mnóstwo czytelników. Historia, która początkowo była tylko zwykłym opowiadaniem, stała się powieścią na skalę bestsellera. Na pozór zwykły romans młodzieżowy, od których aż robi się na półkach księgarni. Co więc takiego ma w sobie opowieść stworzona przez Ninę Reichter? Dlaczego zyskała tak wielkie poparcie? Z jakiego powodu czytelnicy nie mogli doczekać się drugiego tomu?

Jak dobrze pamiętamy, Ally Hanninghan zaryzykowała wszystko, aby być z Bradinem. A teraz jej świat się wali, ponieważ Brade podczas koncertu zostaje trafiony kulą z pistoletu. Pada nieprzytomny na scenę. To najgorszy koszmar – dla Ally, dla Toma, dla zespołu, dla rodziny Bradina, dla zrozpaczonych fanek… Jego stan jest ciężki, a jego ostatnie wspomnienie sprzed wypadku wcale nie ułatwia sprawy. Bradin może odejść z tego świata będąc pewnym, że dwie najbliższe mu osoby zdradziły go. Rozpoczyna się walka – o miłość, o przyjaźń, o przyszłość. Każdy z bohaterów będzie musiał się zmierzyć ze swoimi słabościami i najgłębiej skrywanymi lękami.

„Jeżeli on nie ma siły, ty musisz stać się jego siłą, bo na tym właśnie polega miłość!”

Czy tom pierwszy mi się podobał? Owszem, nawet bardzo. Tak bardzo, że faktycznie nie mogłam się doczekać drugiego. Teraz jestem już po lekturze „Ostatniej spowiedzi II” i mogę powiedzieć Wam jedno! Tej książki nie da się czytać… bez paczki chusteczek obok. Powieść Niny Reichter ma w sobie coś, czego wiele osób pragnie w książkach – emocje. Tak wielką dawkę skrajnych emocji, że jest to wręcz niewyobrażalne. Nie wyobrażam sobie, jak osoby wrażliwe przebrną przez tę historię bez uronienia łzy, skoro nawet ja – osoba, którą mało co potrafi poruszyć – miała z tym problem. Czy ja w ogóle napisałam „uronienie łzy?” Chyba całego potoku! Ale to nie wszystko! Poza wzruszeniem towarzyszą nam również inne odczucia – nadzieja, nienawiść, złość, zbulwersowanie. To niesamowite, że autorka, która nie ma za sobą praktycznie żadnego dorobku literackiego, potrafiła stworzyć tak realistyczną i  emocjonującą historię.

Może nie przeczytałam w swoim życiu zbyt wielu romansów, a co dopiero takich dla młodzieży, ale śmiało mogę stwierdzić, że autorka idealnie wbiła się w gusta dzisiejszych czytelników. Która z nas nie marzyła, aby spotkać swojego idola na żywo – nie ważne czy była to gwiazda filmu czy muzyki? A co dopiero móc z nim porozmawiać, o związku już nie wspominając! Właśnie to sprawia, że tak łatwo można się zżyć z historią Ally. Wiele dziewczyn odnajdzie siebie w głównej bohaterce. Znaczącym faktem jest też to, że kreacja bohaterów wyszła znakomicie. Są jak żywi – tak bardzo realni, że nawet ciężko przyjąć do wiadomości, że jest to tylko fikcja literacka. Nie można też przejść obojętnie obok języka, którym posługuje się pani Reichter. Jak na bardzo początkującą pisarkę jest naprawdę dobra w tym, co robi. Być może te wszystkie przygody bohaterów są dosyć proste i przewidywalne, ale ta myśl odchodzi podczas czytania gdzieś zupełnie na bok, bowiem fabuła i tak potrafi pochłonąć.

Póki co wychwalam książkę pod niebiosa, jednak znalazło się coś, co mi nie pasowało. Emocje emocjami, jednak nie raz można przedobrzyć. A wiadomo, że równowaga to piękna rzecz, i zarówno niedobór jak i nadmiar bywają szkodliwe. Wiem, że ciężko się tutaj doszukiwać innych wątków poza trudną i w pewnym stopniu zakazaną miłością, ale chwilami miałam jej po prostu dosyć. Zbyt urokliwie, zbyt rozkosznie, zbyt nadopiekuńczo. Ja wiem, że mamy do czynienia z miłością od pierwszego wejrzenia, ale zawsze lepiej spojrzeć drugi raz. Nie kupuję tego, że tak ogromne uczucie potrafi się rozbudzić w ludziach przez zaledwie parę krótkich tygodni. Ally i Bradin zapewne mieli zostać przedstawieni jako bardziej dojrzali i gotowi na zmierzenie się z przyszłością, jednak w wielu chwilach nadal pozostawali zwykłymi nastolatkami, którzy robią problem z niczego. To przykład tego, że emocje biorą górę nad człowiekiem i jego zachowanie staje się nieracjonalne. Ich wzloty i upadki bywają poruszające, jak i irytujące.

Jednakże mogę na to przymknąć oko, bo wiem, że znajdą się tacy czytelnicy, dla których będzie to piękne i jedyne w swoim rodzaju. Nadal uważam, że autorka miała znakomity pomysł, a co więcej – świetnie wcieliła go w życie. To historia o miłości między dwójką ludzi, o zaufaniu, o przyjaźni, miłości do rodziny,  zawiści i zemście, poszukiwaniu siebie, walce z przeciwnościami losu. Niby zwykły romans, a niesie z sobą więcej niż niejedno proste przesłanie. Wzruszająca opowieść, która bezgranicznie zapada w pamięć. Porusza nas do głębi, wzbudza cały szereg emocji – od wzruszenia, poprzez współczucie, aż do złości. Ta historia uzależnia. Wystawiam 5+/6.

 

Sheti by sheti-shetani dla PB