Recenzja: Wszechświaty – Leonardo Patrignani

wszechswiatyMelancholia Light

Miłość jest kwiatem. Malutką, lecz iście majestatyczną roślinką zespoloną z wiecznie niespokojnym, pięknym, acz fałszywym, kłębowiskiem uczuć. Ekstrawagancką różą zgrabnie żgającą wszelkie zagnieżdżone w aorcie smutki. Problemożerną rosiczką skrzętnie eliminującą wybitnie przejrzałe, alboż nadzwyczaj mizerne, kąkole ludzkiej duszy. Orchideą żądną dotyku. Margerytką nagą, prostą i prawdziwą. Lilią cnotliwą. Miłość szczęścia wonią, szczęściem samym w sobie. Miłość nadzieją spełnioną, ufnością kamienną, nieśmiertelną. Miłość radości piastunką, tkaczką błogich jutrzenek. Miłość pereł spichrzem, amforą pomyślności pitnej, wazą zupy ambitnej. Miłość kaskadą tego bądź owego. Miłość karuzelą czegoś nieokreślonego. Miłość ambasadą prawości, uroborosem, siedliskiem wspaniałości.

Magnetyzm dwojga ciał już od zarania dziejów dryfuje w szpiku kostnym chwalebnej beletrystyki, toteż krawcy słów nierzadko ustanawiają owe mocarne uczucie kręgosłupem swych dzieł. Niekiedy zabieg ten owocuje sławą i salwami braw. Niekiedy jednak nie rodzi jakichkolwiek – ni zdrowych, ni skażonych – plonów, albo, o zgrozo, strąca jedynie autora w głąb literackiego Tartaru. Leonardo Patrignani nabazgrawszy „Wszechświaty” zawisnął na gałęzi bezpłodnej, lecz nawet zdrowej, albowiem wytłoczona jego rękoma więź razi banalnością, wtórnością oraz sztucznością, ale równocześnie wzrusza człowieka niemiłosiernie…

Ogólnie rzecz ujmując, większość elementów prozy Leonardo wzbudza w człeczym organizmie mieszane uczucia. Samotny, tudzież znamienity, wyjątek stanowi zaledwie fabuła,  a właściwie wyłącznie koncept tułaczki głównych bohaterów poprzez nieskończenie wiele rzeczywistości alternatywnych. Pozostałe składniki młodzieżowego kociołka mącą bowiem ino w ludzkim móżdżku, by ostatecznie flegmatycznie przywdziać szaty czynników neutralnych, warzyw ani brzydkich, ani ładnych.

„Wszechświaty” treścią tkwią po uszy w cieśninie przeciętności, ale mimo wszystko potrafią wprawić człowieczą wytwórnię myśli w stan delikatnej melancholii, zadumy wyjątkowej, choć jednorazowej, nostalgii pięknej, lecz nikłej, kontemplacji niepełnej, po prostu błahej jako fraszka, jako sen muszki owocówki, jako książka, jako przeterminowane parówki.

by Francuz