Recenzja: Ostatnia spowiedź – Nina Reichter

„A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć.”

Podobno prawdziwa miłość jest w stanie przetrwać wszystko. Zapewne znalazłyby się osoby, które z tymi słowami mogłyby polemizować, ale nie na to teraz pora. Dziś chciałabym Wam przedstawić przepiękną opowieść o miłości i poświęceniu autorstwa Niny Reichter. Początkowo „Ostatnia spowiedź” była fanfic’iem dotyczącym zespołu Tokio Hotel, który zyskał ogromne uznanie. Tak się jakoś złożyło, że powstała z tego bardzo dobra książka, która chwyta za serce. O tym, że początkowo pomysł dotyczył tego niemieckiego zespołu, który jakiś czas temu miał swoje „5 minut”, dowiedziałam się dopiero po zakończeniu czytania. I teraz uwaga! Zapewne niektórych z Was zniechęciła ta informacja… „Tokio Hotel? No nie… nie będę czytać czegoś takiego!”. Błagam, przemyślcie to raz jeszcze! Może moja recenzja Was jednak przekona do sięgnięcia po tę pozycję.

Ally Hanningan jest zwyczajną dziewczyną, niczym niewyróżniającą się z tłumu. Jej życie jest spokojne, stateczne, śmiałabym nawet powiedzieć, że nieco nudne i szare. Dodatkowo rodzice szykują jej przyszłość według swojego „widzimisię”, nie patrząc na to, czego chce Ally. Znaleźli jej chłopaka, którego dziewczyna w ogóle nie kocha, ale jest z nim, bo to „dobra partia”. Przynajmniej według jej matki. Bradin Rothfeld natomiast prowadzi bardzo intensywne życie, ponieważ jest wokalistą rockowego zespołu. Tłumy fanek piszczą na jego widok, on zaś dni spędza z kumplami z zespołu w studio lub na koncertach. Ta dwójka nieoczekiwanie spotyka się pewnej nocy na lotnisku, bo lot każdego z nich uległ opóźnieniu. Przypadek? Nie wiem jak Wy, ja w przypadki nie wierzę. Czy ich wzajemna fascynacja przerodzi się w coś większego? I co najważniejsze – czy przetrwa?

Pomysł na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ot, takie sobie zwykłe romansidło z muzyką w tle. Jednak już od pierwszych stron można zauważyć, że to będzie coś znacznie więcej. Piękny i niebanalny język autorki sprawia, że książka zyskuje głębię. Emocje, które towarzyszą nam podczas czytania sprawiają, że książka nabiera uroku. Pani Reichter naprawdę znakomicie opisała każdy detal – miejsca, bohaterów, sytuacje. To sprawia, że cała historia bardzo dokładnie uwidacznia się w naszej głowie. Co więcej, nie mamy ochoty przestać tego oglądać, bo jest to naprawdę cudowna opowieść o dwójce młodych ludzi, którzy stawiają czoła przeciwnościom losu, aby osiągnąć to, czego pragną najbardziej. Zazwyczaj trafiam na wybitnie banalne romanse, ale tutaj jest zupełnie inaczej. Rodzące się uczucie między Bradinem i Ally naprawdę mnie urzekło i chwyciło za serce. Tak wiele emocji towarzyszyło mi podczas czytania tej książki, że nie jestem w stanie ich wszystkich wymienić. Radość, śmiech, smutek, żal, współczucie… nie raz łzy spływały mi po policzkach.

To nie jest ten typ powieści, gdzie akcja pędzi zatrważająco szybkim tempem. Tutaj wszystko rozgrywa się w sposób umiarkowany, doskonale widać rozwój sytuacji oraz przeskakiwanie relacji między głównymi bohaterami na wyższy poziom. Bradin to naprawdę czarujący chłopak, który jest w stanie zrobić wszystko dla dziewczyny, którą kocha. Uroczy i romantyczny, momentami arogancki i zaborczy – mieszanka idealna. Ally natomiast jest nieco nieśmiała i niepewna siebie, ale potrafi też pokazać pazur. Momentami jej szachowanie było irytujące, ale były to sytuacje sporadyczne. Oczywiście mamy do czynienia także z wieloma innymi bohaterami, którzy mogą zyskać naszą sympatię bądź antypatię. Zdecydowanie antypatycznym bohaterem jest Christian – obecny chłopak Ally, wybrany jej przez matkę. Niezmiernie mnie ten typ denerwował. Początkowo byłam podobnie nastawiona również do brata Bradina – Toma, ale zrehabilitował się w moich oczach.

„Ostatnia spowiedź” to znakomity romans, nie tylko dla młodzieży, ale także i dla nieco starszych czytelników, a raczej czytelniczek, bo to raczej kobiety lepiej odnajdują się w takiej tematyce. Kto by pomyślał, że fanfick może przerodzić się w tak doskonałą książkę, w której nie dostrzegłam praktycznie żadnych wad czy niedociągnięć. Niesamowicie wciągająca i porywająca opowieść, poruszająca do głębi nasze serca. Fakt – wiele rzeczy jest dosyć przewidywalnych, ale na pewno nie zakończenie, które wprawiło mnie w ogromne osłupienie. Tylko jedno pytanie chodzi mi po głowie „Jak autorka mogła mi to zrobić? Jak mogła zakończyć w takim momencie?!”.

Jeżeli macie więc ochotę na niesamowicie dopracowaną powieść, która z pewnością nie pozwoli Wam się oderwać od czytania, to powinniście sięgnąć po dzieło Niny Reichter. Gwarantowana dobra zabawa i mnóstwo emocji. Zapewniam, że tak zżyjecie się z bohaterami, że wszystko będziecie przeżywać razem z nimi. To bardzo wartościowa książka, która porusza nie tylko temat miłosny, ale także wiele więcej. Spędziłam z nią tak miło czas, że nie wyobrażam sobie, iż mogłabym Wam jej nie polecić! Czekam z niecierpliwością na kolejny tom, bo po prostu ciekawość mnie zżera! Wystawiam ocenę 5+/6.

Sheti by sheti-shetani dla PB