Recenzja: 9 żyć Chloe King. Upadła – Liz Braswell

 

57587Chloe King to normalna nastolatka, chodzi do szkoły, interesuje się chłopcami, kłóci się z mamą. Do czasu. W okolicy swoich szesnastych urodzin Chloe orientuje się, że ma bardzo szczególne zdolności. Zrobi wszystko, by poznać prawdę. Musi się spieszyć, ponieważ jej prześladowca cały czas czai się w cieniu, żeby znowu ją zabić. Bo Chloe ma dziewięć żyć, ale czy to wystarczy?

O serialu zawczasu było głośno. O książkowym pierwowzorze też, ale przeczekałam i nie sięgnęłam po niego od razu. Mignęło mi parę opinii niezbyt pochlebnych, ale szczerze pisząc kompletnie o nich zapomniałam, kiedy to już wciągnęłam się w historię Chloe, która spadła z siedemdziesięciu metrów i, uwaga!, przeżyła, a co za tym idzie, odkryła u siebie niezbyt zwyczajne zdolności. Takie bardzo bardzo niezwykłe zdolności.

Ku zdziwieniu niektórych ten tekst nie będzie pluciem jadem w stronę Liz Braswell i jej pomysłu. Nie położyła wcale aż tak bardzo języka – myślałam, że będzie gorzej. Parę powtórzeń się napatoczyło, ale w sumie jej styl ma wszystko, czego potrzeba nastoletniej czytelniczce. To nie znaczy, że logika kuleje (co niestety teraz w powieściach młodzieżowych jest chlebem powszednim). Zadziwiające, ale wszystko w miarę sprawnie idzie – pojawia się parę uszczerbków na lustrze postaci Chloe, lecz nie są one tak zatrważające. To przecież dziewczyna w okresie dojrzewania, może być nielogiczna.

Nie mogę nie wspomnieć o tym, że do końca nie wiedziałam, kto jest tajemniczym przyjacielem bohaterki. Dziękuję autorko za to, sprawiłaś mi niezłą frajdę, kiedy wreszcie to zrozumiałam. Co więcej, postacie drugoplanowe i epizodyczne nie zostały w podły sposób pominięte – czegoś jednak się o nich dowiedzieliśmy. Można było wycisnąć z nich trochę głębi, ale w oczy mnie nie kłuł jej brak.

Warto też zauważyć, że powieść ta powstała dobrych parę lat temu, co jest równe faktowi, że USA w tej odsłonie nie jest AŻ tak materialne. Autorka nie przedstawia życia dziewczyny uważającej się za lepszą, tylko takiej, której niczego nie brakuje i nie znajduje się w elitkach. Chyba łatwiej polegać na takich postaciach – przecież im oryginalniejsza, tym lepiej się czyta.

Pierwszy tom trylogii o perypetiach Chloe King NA PEWNO nie należy do literatury ambitnej. Ba, do prawie ambitnej i pseudo ambitnej też nie. To, zaznaczam, lekka, wciągająca historia, wprost idealna na nadchodzące ciepłe miesiące (o śniegu, nawet nie waż się wracać!). A na plażę tym bardziej. To dla nas coś nowego, gdyż drugiej takiej Chloe na rynku wydawniczym nie znajdziecie. Może być jakiś podobny twór, ale zdolnościami pannie King nie dorówna, o nie!

A jeśli NIENAWIDZICIE bohaterek-nastolatek, niezdecydowanych, nieprzewidywalnych, zbuntowanych, bardzo często bezmyślnych, to zdecydowanie proponuję Wam sięgnąć po coś zupełnie innego, żebyście się nie męczyli. Mnie historia zapachniała wakacjami (bo tylko w wakacje sięgam po takie odmóżdżaczo podobne cosie), wywołała nie jeden uśmiech na twarzy i wzbudziła zainteresowanie. Moja ocena to 4+, tak samo jak Angelfall, które czytałam stosunkowo niedawno. Mam tylko nadzieję, że następnych częściach dowiemy się czegoś więcej o zdolnościach Chloe.

***Sihhinne by Island full of treasures dla PB