Recenzja: Kości niezgody – Charlaine Harris

397Aurora Teagarden pozbierała się już po niedawnej próbie zamordowania jej przez seryjnych morderców wzorujących się na starych zbrodniach. Teraz marzy tylko o tym, by zaszyć się w starym fotelu z książką w ręce i nie myśleć o niczym więcej. Jednak nie takie życie zaplanował dla niej los. Jej życie miłosne nie układa się najlepiej, tym bardziej, że jej były chłopak właśnie bierze ślub i wkrótce zostanie ojcem, a do tego inteligentna bibliotekarka dowiaduje się, że niedawno zmarła znajoma zapisała jej w spadku dom i pokaźną sumkę pieniędzy. I wszystko szczęśliwie by się ułożyło, gdyby nie malutka tajemnica, jaką skrywa budynek i jego poprzednia lokatorka. Dobroduszna staruszka nie była bowiem taka niewinna, za jaką wszyscy ją uważali. Teraz Aurora musi rozwikłać zagadkę, a towarzyszyć jej w tym będą przystojny ksiądz i uparta, ruda kotka.

Kości niezgody to drugi tom przygód bystrej bibliotekarki Aurory Teagarden, napisanej przez autorkę bestsellerowej serii Czysta krew – Charlaine Harris. Tym razem pisarka do swojej historii nie wplata istot nadnaturalnych, ale skupia się na zwyczajnych mieszkańcach Lawrenceton i całkiem niezwykłych morderstwach. I choć drugi tom nie obfituje w takie emocje jak Prawdziwe morderstwa, jest niemniej ciekawy.

Autorka prowadzi narrację pierwszoosobową z punktu widzenia głównej bohaterki, Aurory Teagarden. Dzięki temu poznajemy jej myśli, wspomnienia, a także możemy doświadczyć jej nierzadko ciętego języka i żartobliwych wtrąceń. Harris stworzyła postać nieprzeciętną, potrafiącą wyjść cało z każdej sytuacji, a jednocześnie bardzo wrażliwą i uczuciową. Na pozór skromna bibliotekarka skrywa w sobie ogromne pokłady energii i emocji. Nikt tak naprawdę nie zna prawdziwej osobowości Roe, która jest bardzo złożona i skomplikowana. Oczywiście nie sama Aurora żyje w Lawrenceton. Znajdziemy tu postacie poznane już w pierwszej części, jak policyjną parkę – Arthura i Leah, nadopiekuńczą matkę i jej chorego psychicznie syna – Sally i Perry’ego, czy wszędobylską Lilian, jednak większość z nich pełni tym razem role epizodyczne, bez większego znaczenia dla powieści, dodających jej jedynie smaczku. Większą rolę odgrywają tu całkiem nowi bohaterowie – przystojny ksiądz Aubrey, olśniewająca sąsiadka Marcia, a także interesujący prawnik Bubba. To z nimi przyjdzie nam spędzić najwięcej czasu, podobnie jak i naszej głównej bohaterce.

Język powieści, tak jak i poprzednio, nie jest zbyt barwny, aczkolwiek w żaden sposób nie utrudnia to przekazu powieści, a pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że nam go ułatwia. Nie ma tu zbędnych opisów, brak jakichkolwiek egzystencjalnych rozważań, a dzięki temu skupiamy się na głównym wątku książki – morderstwie.

Fabuła i tym razem jest jednowątkowa, nic nadzwyczajnego – prosta konstrukcja, interesujący początek, całkiem ciekawe rozwinięcie, a w końcu zaskakujący finał. Choć tym razem łatwo się domyślić, jak książka się zakończy i jakąż to straszną tajemnicę skrywała staruszka Jane, nie odbiera to wcale przyjemności czytania i poznawania dalszych losów Roe. W międzyczasie bowiem czeka nas kilka całkiem miłych niespodzianek, dzięki czemu z naszej twarzy nie będzie schodził uśmiech.

Okładka książki kolorami nawiązuje do poprzedniej części – odcienie czerni i szarości, poprzetykane mocnymi kolorami dają całkiem miły efekt, a książka ładnie prezentuje się na półce.

Harris stworzyła opowieść, w której zaprezentowała nam nie tylko interesujące miasteczko, ale i wypełniła je nieprzeciętnymi bohaterami i dodała garść morderców, tajemnic oraz zagadek. Przygody z Aurorą Teagarden nigdy nie będę żałować i z przyjemnością przeczytam kolejną część powieści. Polecam fanom Charlaine Harris, a także czytelnikom spragnionym kryminalnych zagadek.

Moja ocena: 5/6

by Verrikaa