Co sądzę o: Wybrańcy – Kristin Cashore

Wybrańcy

Czy kiedykolwiek zapragnąłeś, by czytadło, które trzymałeś w ręku jak najszybciej się skończyło?  Czy chciałeś przebrnąć przez historię jak tajfun nie dlatego, iż cię zanudziła czy porwała, lecz sprawiła, że z twojego wnętrza wyłoniło się potworne łaknienie…

Debiutancka powieść Kristin Cashore to książka, która  nie skrada oddechu, lecz  go pozbawia.  To nie najlepsze fantastyczne love story dla młodych w 2011, lecz dzieło, które nie sposób zaszufladkować i ocenić na tak lichej skali notowań.  „Wybrańcy” to przerażająco dobry tekst, skrywający w swej głębi nie tylko niewyobrażalny wdzięk i  poruszającą historię, lecz przede wszystkim rozległą wewnętrzną wędrówkę  w głąb siebie, wiodącą przez dzikie krainy wyobraźni.

Przezornym, po przeczytaniu opisu powieści,  mogłoby  się wydawać, że autorka buduje fabułę na dość dobrze znanym czytelnikowi, obytemu w świecie fantasy, fundamencie. Motyw ludzi z nadprzyrodzonymi zdolnościami, których rozpoznajemy z tłumu dzięki dwukolorowym oczom, nie wybija się zbyt specjalnie spod kanonu powszechności. Jednakże u Cashore, ten zabieg daje początek urokliwej rzeczywistości, która zdecydowanie nie przenosi w krainę tak wiele razy napotykaną.

Już od pierwszych stron zostajemy wprowadzeni w świat Katsy, gdzie wszyscy wokół wymagają od niej ślepego posłuszeństwa wobec swojego wuja, króla w Middlanach. Jak na główną bohaterkę książki przystało, posiada ona niezwykle rzadki talent wśród Obdarzonych, który ujawnił się w dniu wbicia kości nosowej w mózg swojego kuzyna.  Jej Darem jest zabijanie.  Dlatego od najmłodszych lat pracuje jako  bezwzględna  zabójczyni króla, która  w Siedmiu Królestwach  napawa ludzi  podziwem i lękiem.  Z biegiem lat zaczyna traktować swój Dar  nie tylko jako narzędzie surowego prawa, ale również, jako środek na niedolę biednych i pokrzywdzonych.  I tak, podczas tajnej misji ratowania z lochów bezkarnie przetrzymywanego członka pewnej rodziny królewskiej, natyka się na innego Obdarzonego, którego Dar jest godnym przeciwnikiem dla jej własnego zbrukanego ego.

Zastanawiając się nad niezwykłością „Wybrańców”  – w pewnej chwil dochodzi się do wniosku, że ta książka ma to, czego ostatnio brakuje innym debiutom.  Niezwykła i barwna sceneria fabuły, mimo zaczerpnięcia  z powszechnie znanego worka motywów, niesie ze sobą powiew elektryzującej świeżości. Historia, wiedzie nas przez nieobliczalną ścieżkę, której nie jesteśmy w stanie poznać,  dopóki nie uczynimy kolejnego kroku w przód. Bohaterowie, wabiąco wykreowani na mieniący się w blasku klejnot- nie sposób ich  nie polubić i nie zagarnąć tylko dla siebie. Dwoje ludzi, których los nie rozpieszczał  i nie karmił upojną, sztuczną miłością. Narracja, potrafiąca wycisnąć każdą niepohamowaną emocję  drzemiącą w tobie,  gdy nadejdzie na to odpowiednia pora. Akcja, przynosząca gwałtowne zmiany,  nie pozwalająca zmęczonym oczom  ani na sekundę oderwać się od wibrujących linijek tekstu. Zakończenie zwiastujące wielkie zmiany, nadzieje i lęki, wprowadzające w stan spustoszenia twój idealny finał. To wszystko sprawia, iż właśnie tą lekturę nie tylko postrzega się jako fascynujące czytadło, a upojny psychotrop.

Patrząc okiem oschłego (amatorskiego) profesjonalizmu, wypada dodać,  iż jak na debiutującą autorkę przystało Cashore popełnia błędy, których  nie sposób zignorować.  Przeskoki z wydarzeń klasy „ważne do ważne” pod koniec lektury, są niemiłosiernie mało rozwinięte. Czytając, odczuwa się palący niedosyt, który wyciska z człowieka całą frustrację, nakazując biec na oślep po kolejne części serii, ze złudną nadzieją posmakowania  dalszych losów Po i Katsy. Dla jednych to wada, dla drugich nie, ale trzeba przyznać, że końcówka historii jest nieprzewidywalna i dogłębnie poruszająca, uświadamiająca  nam, dlaczego należy szanować  i kochać książki, które nie są trylogiami. Innym szczegółem, który może niektórych zniechęcać (zwłaszcza zagorzałych wielbicieli fantasy), to lekki i mało rozwinięty w opisy język powieści. Ale nie oszukujmy się… Cashore, pisała „Wybrańców” pod młodych i spragnionych emocji czytelników, którzy rzadko sięgają po powieść fantasy.   I tak oto zgotowała nam książkę dla tych, którzy nie chcą być przytłoczeni opisami otaczającej bohaterów rzeczywistości, zasmakować dreszczyku emocji i wejść w wir uczuć Po i Katsy.

Po przeczytaniu „Wybrańców”, żałuje się tylko jednego – tego, iż pozwoliło się porwać  niekontrolowanemu głodowi, który sprawił, że dotarło się do niechcianego i definitywnego końca pasjonującej przygody, zbyt szybko.

 

Końcowa ocena książki*: 4

by Kerach

__________________
**w skali od 0 do 5, gdzie: 0=kompletne dno, 1=słaba ale dająca się czytać, 2=przeciętna, taki zabijacz czasu, 3= miłe czytadło, 4= porywająca, 5=powalająca i uzależniająca,  „+” = potencjał