Recenzja: Cierpienia młodego wampira – Tim Collins

6209Czy moda na wampiry już przeminęła? Cóż, na pewno jest już po okresie swojej świetności, jednak nadal wśród czytelników można znaleźć mnóstwo fanów wampirów. Nadal powstaje całe mnóstwo powieści poruszających tematykę wampiryzmu, ale na pewno nie ma już takiego szału, jak chwilę po wydaniu „Zmierzchu”. Przed nami kolejna książka z tym motywem – „Cierpienia młodego wampira”.

Oczywiście nikomu chyba nie umknęło podobieństwo tego tytułu do dzieła Johanna Wolfganga von Goethego – „Cierpienia młodego Wertera”, które to jest lekturą w szkole średniej. Przyznam szczerze, że bardzo chciałabym uniknąć porównań do tej pozycji, ponieważ między tymi dwoma książkami jest ogromna przepaść (w końcu Goethe zalicza się do klasyki literatury), ale chyba nie zdołam tego zrobić. W sumie skoro i sam tytuł niejako nawiązuje do owej lektury romantyzmu, to czemu by tego teraz nie wykorzystać? Werter swoje cierpienia przekazywał w formie listów, natomiast Nigel Mullet – główny bohater powieści Tim’a Collins’a – przekazuje je w formie pamiętnika. To już jedno podobieństwo. Kolejnym jest nieszczęśliwa miłość do kobiety niemal idealnej. Te dwie rzeczy są najbardziej porównywalne, można się jeszcze doszukiwać odniesień jeżeli chodzi o rozterki Nigel’a i sposób myślenia, ale to już by trochę mogło mi zająć.

Skupmy się teraz na samym Nigel’u. Stuletni wampir w ciele piętnastolatka. Nie jego wina, że został wtedy przemieniony, prawda? Zauważyłam, że każdy autor ma swój własny sposób na przedstawienie wampirów, tak też jest w tym przypadku. Jednak o ile rodzina Nigel’a w pewnych momentach zachowuje się jak typowe wampiry (chociaż to i tak za dużo powiedziane), tak on sam moim zdaniem jest zupełnym przeciwieństwem istot nocy. Niepewny siebie, wstydliwy, melancholijny… typowy piętnastoletni chłopiec, który przeżywa wszystkie problemy związane z dorastaniem. Nie przepada za sprawdzianami, nie jest akceptowany przez rówieśników, jest słaby, nie ma przyjaciół, a na dodatek zakochuje się w nowej dziewczynie i nie wie, co ma robić, aby zdobyć jej sympatię. Nie jest urokliwy, nie wyróżnia się niczym szczególnym. W moich oczach Nigel jest takim fajtłapowatym dzieciakiem, ale wiem, że są tacy, którzy doceniają ich urok. Ja jednak się do nich nie zaliczam.

Pomysł sam w sobie może i ciekawy, wykonanie w miarę dobre, ale to nie jest tego typu lektura, którą pamięta się na długo. Akcja płynie w sumie dosyć szybko, Nigel opisuje każdy dzień, niekiedy nawet każdą godzinę ze swojego życia. Jego przemyślenia i uczucia przeważają w owych opisach, chociaż mnie nie do końca chwyciły. Myślę, że to sprawka tego, że książka skierowana jest raczej do młodszych czytelników, a ja po prostu się starzeję, ot co! Język jest przystosowany typowo pod młodszych odbiorców, wymagający i doświadczeni czytelnicy raczej będą czuć niezadowolenie. Książka jednak jest ładnie wydana, ponieważ wpisom Nigela towarzyszą rysunki, które urozmaicają całość i cieszą oko. Na plus jest również to, że to ten typ historii, który się bardzo szybko czyta – lekka lektura na jeden wieczór.

Gdybym powiedziała, że ta książka mnie urzekła, to niestety byłoby to kłamstwem. Nie chcę jej jednak zbytnio negować, ponieważ myślę, że trafi idealnie w gusta młodszych i początkujących czytelników. Mnie jednak dużo bardziej urzeka „pierwowzór” autorstwa Goethego. „Cierpienia młodego wampira” to typowa młodzieżówka, o lekkim stylu, napisana prostym językiem o nieskomplikowanej fabule. Łatwa w odbiorze, szybka do przeczytania. Nadal uważam, że pomysł był niezły, ale kreacja głównego bohatera zupełnie mi nie pasowała. Moje wyobrażenie wampirów jest całkowicie inne, no ale w końcu te „moje wampiry” z pewnością nie miałyby takich problemów czy rozterek i nie rozczulałyby się nad swoim życiem. Tutaj mamy po prostu do czynienia z zupełnie innym spojrzeniem na te istoty.

No i cóż mogę więcej powiedzieć? Utwór Tim’a Collins’a ma swoje wady i zalety, jednym się spodoba, innym nie. Tak to już w życiu bywa, mam nadzieję, że chociaż trochę przybliżyłam Wam problematykę i dowiedzieliście się, czego można się spodziewać po tej lekturze. To taka śmieszna bajeczka o problemach nastolatka-wampira. Książka otrzymuje ode mnie 3.5/6, a decyzję odnośnie przeczytania jej pozostawiam Wam. Starałam się przedstawić ją najbardziej obiektywnie, jak tylko potrafiłam.

*** Sheti by sheti-shetani dla PB