Recenzja: Olśnienie – Aimee Agresti #2

OlsnienieHaven Terra to szesnastoletnia pilna uczennica, wolontariuszka w szpitalu w Evanston, a przy tym uzdolniona fotografka. Niespodziewanie, wraz z dwoma kolegami, dostaje propozycję wzięcia udziału w lukratywnym stażu w nowo odnowionym hotelu Lexington w Chicago – hotelu, który przed laty należał do osławionego gangstera – Al’a Capone. Młodzi ludzie, nie zastanawiając się długo, korzystają z okazji i wyruszają do wspaniałej posiadłości, jednak to co tam zastają przerasta ich najśmielsze oczekiwania i ich najstraszniejsze koszmary. Bowiem pod przykrywką luksusowego hotelu kryje się schronienie demonów – istot, które czyhają na dusze niczego nieświadomych śmiertelników. Los tych ludzi spoczywa w rękach trójki przyjaciół, którym wspólnie przyjdzie odkryć najstraszniejsze tajemnice.

Aimee Agresti z zawodu jest dziennikarką, której artykuły znalazły się w wielu popularnych czasopismach m.in. People czy Washington Post. Olśnienie to jej debiutancka powieść, która od razu podbiła serca wielu czytelników na całym świecie.

Do Olśnienia podeszłam z mieszanymi uczuciami – z jednej strony chciałam poznać świat Haven, a z drugiej obawiałam się kolejnej przesłodzonej opowiastki z istotami nadnaturalnymi w tle. To co dostałam rozwiało moje pewne wątpliwości, jednak nie mogę powiedzieć, że sukces jaki odniosła powieść był zasłużony.

 Bohaterowie są nakreśleni dość średnio, wiele mi w nich brakuje. Tak naprawdę prawdziwą sympatię poczułam jedynie do Dantego, przyjaciela Haven, a to wyłącznie za sprawą jego humoru i niecodziennych upodobań. Haven, główna bohaterka, jest przeciętna, nie wyróżnia się niczym specjalnym. Jest to po prostu kolejna szara myszka, nie doceniająca własnej urody zakompleksiona prymuska, która z czasem doznaje wewnętrznej i zewnętrznej przemiany, po drodze zakochując się w nieodpowiednim mężczyźnie. Taki schemat jest znany większości czytelników i zaczyna to już nużyć. W kreacji pozostałych bohaterów także jest mnóstwo niedoskonałości, wiele z nich wydaje się być po prostu płaskimi papierowymi postaciami, których emocje są sztuczne i wyuczone na pamięć.

Na korzyść powieści zdecydowanie działa jej fabuła. Nie jest to kolejny słodki paranormal romance, których pełno na książkowym rynku. Co prawda, jak w większości powieści, znajdziemy tutaj pewnego rodzaju uczucie rodzące się pomiędzy bohaterami, ale nie opiera się na nim cała książka, jest ono jakby tłem dla tajemnic Hotelu Lexington i jej pracowników. Znajdziemy tutaj nutkę tajemnicy i trochę akcji, które przyćmiewają wspaniałe opisy. Autorka na kartach powieści dała nam wykreowany przez siebie świat, który niejednokrotnie potrafi zaskoczyć. I choć ogranicza się on do Hotelu Lexington i paru innych miejsc, jest to w pełni wystarczające i nie potrzeba tu opisów krajobrazu, czy zwiedzania tajemniczych zakamarków Chicago. Barwny język, jakim posługuje się Aimee w pełni oddaje przepych luksusowych wnętrz odnowionego hotelu, pozwalając nam poczuć się tak, jakbyśmy sami byli jego gośćmi.

Cała książka liczy 480 stron, co może nie jest niczym nadzwyczajnym, jednak w przypadku Olśnienia czyni to książkę miejscami nudnawą cegłą. Początek może nużyć czytelników, których interesuje akcja i szybki rozwój wypadków, gdyż tutaj wszystko rozwija się bardzo powoli, żeby w końcu dobrnąć do ciekawego, choć niezbyt zaskakującego finału.    Powieść podzielona jest na trzy części, choć szczerze mówiąc nie wiem jaki cel miała w tym autorka. Nie widzę zbyt dużych różnic pomiędzy kolejnymi elementami powieści. Równie dobrze czytałoby się bez tych urozmaiceń, tym bardziej, że nie mają one żadnych oryginalnych tytułów, które wskazywałyby na to, co ma nastąpić. Jest to po prostu zbędna drobnostka. Muszę przyznać, że miałam wrażenie, iż autorka tak naprawdę podzieliła powieść na cztery części, jednak jedna z nich, umiejscowiona pierwotnie gdzieś pomiędzy drugą a trzecią, zagubiła się po drodze. Po prostu czegoś mi tu zabrakło, od pewnego momentu akcja zaczęła toczyć się za szybko, bohaterowie nagle doznali przemiany, a ja się w tym wszystkim pogubiłam.

Ogromnym plusem książki jest jej okładka – dopracowana w najmniejszym szczególe, w pełni oddająca blichtr i przepych hotelu Lexington, w którym przyszło pracować bohaterom. Takich okładek nie spotykamy wiele, jednak wydawnictwo Remi zdecydowało się pozostawić oryginalną, co było zdecydowanie dobrym posunięciem.

Książkę polecić mogę na nudne wieczory, przede wszystkim młodzieży, bo pomimo wszelkich niedoskonałości nie jest taka zła – czytałam gorsze.

Moja ocena: 4/6

by Verrikaa