Recenzja: Fałszywy książę – Jennifer A. Nielsen

falszywy-ksiazeŁgarz prawdomówny

Prawda jest przepięknym śnieżnobiałym łabędziem. Okazałym ptakiem nie szukającym zguby, lecz potrafiącym przy pomocy potężnych skrzydeł i zjadliwego dziobu odpędzić nacierającego nań nieprzyjaciela. Prawda niekiedy kąsa ludzkie sumienia oraz narusza spokój osób nam bliskich. Wbija jednak swe szpony w człowiecze serca jedynie po to, by wyplewić z nich wszelką nieprawość. Drażni nas, aby pozbawić władzy pazerną wronę, karmiącą marzycielskie żołądki tanimi błyskotkami – wyimaginowanymi potrawami prowadzącymi ku pozornej sytości. Ohydnymi kłamstwami, będącymi łatwopalną smołą osiadłą na dnie naszych dusz. Bądź też niebezpieczną substancją wzniecającą pożogi wszędzie tam, gdzie właśnie wyrosnąć miała łodyga wszelkiego błogostanu.

„Fałszywy książę” jest niejako łabędziem zbrudzonym czarniawą  masą. Gdzieby bowiem nie spojrzeć, tam zawsze znaleźć można niespodziewane komplikacje. Bohaterowie owej powieści po prostu wychodzą z założenia, iż kłamać każdy może. Oni zaś ku strapieniu lub ucieszy czytelników rzucać błotem potrafią doskonale. Spokojnie stworzyć mogliby nawet poczet piewców fałszywości – swoistą plejadę gwiazd zwieńczoną ciętym jęzorem niepoprawnego Sage’a, pełniącego zaszczytną funkcję narratora tejże opowieści…

Czterech ubogich czternastolatków. Zdradziecki regent. Misterny plan. Królewska korona i tylko dwa tygodnie, aby przeistoczyć kłamstwo w prawdę. Oprócz tego gotowa przytulić przegranych śmierć oraz lud wyczekujący zaginionego niegdyś księcia, albo też dobrze przygotowanego do tej roli młodego mistyfikatora.

Zaraz, zaraz… ględzenie w pierwszej osobie czasu przeszłego zaliczyć już można do klasycznych rozwiązań śród młodzieżowych powieści. Osadzenie w osobie gawędziarza dorastającego młodzieńca także nie należy do godnych Nobla odkryć. Krainę pogrążoną w chaosie fantastyka również wiele razy wychowała. Nie wspominając już o motywie nadzwyczajnie szablonowym – zaciętej rywalizacji na śmierć i życie, której celem jest królewska korona.

Pobieżnie więc spoglądając na powieść pani Nielsen można wnioskować, iż to nic nieprawdopodobnego, a jedynie marna imitacja wybitnych fantastycznych opowiadań. Pozory jednak mylą. Wiecznie uśmiechnięta Amerykanka prezentuje przed oczyma czytelnika postaci nietuzinkowe jako igła w stogu siana. Autorka wyjątkowo lekko  kreuje ciekawych, acz wiarygodnych psychologicznie bohaterów, będących pojedynczymi huraganami wszelkich emocji. Operując żądzą władzy i nadrzędną chęcią przetrwania, pisarka obnaża różnorakie uczucia oraz stany. Począwszy od płaczu, przez szaleńczą determinację, kończąc zaś na radosnym skowycie zwycięstwa – dosłownie nic nie ucieka jej wnikliwemu, sokolemu wzrokowi.

Lekki język to kolejna zaleta „Fałszywego księcia”. Konstrukcja zdań jest logiczna, a także prosta niczym gotyckie sklepienia krzyżowo-żebrowe charakteryzujące się umiarkowaniem, ale również finezyjnym wręcz kształtem.

Oblicze pierwszej części Trylogii Władzy posiada wszak nieelegancką skazę. Tym potwornym skaleczeniem można by nazwać łatwy do zaobserwowania infantylizm pewnych sytuacji, który delikatnie demoluje sympatię czytelnika ku przedstawionym w książce zdarzeniom. Nie jest to wprawdzie monumentalna wada, lecz nawet zapudrowana płynnością akcji budzi u czytelnika drobną odrazę.

Ogólnie rzecz biorąc twór pani Jennifer przypomina lekko zminimalizowaną katedrę. Nieco surową, lecz piękną ze względu na swój strzelisty kształt, bez ustanku dążący w stronę doskonałości. „Książę” bądź co bądź nie jest przewyborny, lecz dobrze wiemy, iż arystokratom daleko do ideałów. Mimo braku wykwintnej ornamentalności „Fałszywego księcia” należy jednak nagrodzić oceną bardzo dobrą, dlatego że  stanowi intrygujący ewenement pośród młodzieżowych powieści. Ów fenomen polega na arcyciekawej osobniczej cesze. „Fałszywiec” jest bowiem mieszaniną jednorodną kłamstwa i prawdy. Wybrykiem natury, paradoksem – prawdomównym łgarzem. A także żywiącym nas pożądanymi wartościami, estetycznym czarnym łabędziem o potężnych, władczych skrzydłach. Skrzydłach wyobraźni, którymi autorka okrywa nas podczas lektury. Skrzydłach pomysłowości, z których człowiek nie jest w stanie się uwolnić. Skrzydłach bajecznie dobrej, niepowtarzalnej wręcz fantastyki. Pierzastych skrzydłach… mądrości.

by Francuz