Wywiad z autorką 'Królewskiego wygnańca’ Fioną McIntosh

fiona3

Galeria Książki: W Polsce właśnie ukazał się „Królewski wygnaniec“, pierwsza część trylogii fantasy, jednakże pisze Pani nie tylko powieści z tego gatunku, ale także kryminały, sagi, a nawet książki dla dzieci – z czego wynika taka różnorodność gatunkowa ?

Fiona McIntosh: Piszę szybko i mam w tej chwili tylko jednego wydawcę w Australii, który twierdzi, że oddaję rękopisy szybciej, niż on jest w stanie je wydawać. Dlatego zaproponowałam, że oprócz fantasy zajmę się także innymi gatunkami.  Napisałam powieść kryminalną, co sprawiło, że spojrzałam jeszcze dalej i spróbowałam swoich sił w powieściach dla dzieci. Rezultaty okazały się całkiem dobre i po dziesięciu latach pisania wyrwałam się z jednego gatunku i wpisałam się w bardziej powszechne trendy, tworząc romantyczną powieść przygodową osadzoną w latach 30-tych, opartą na życiu moich dziadków w Indiach. Kiedy zyskałam dzięki temu nowych odbiorców swoich prac, postanowiłam nadal pisać powieści historyczne, nie chciałam jednak przestać pisać dla dzieci. Nagle żonglowałam pomiędzy czterema nurtami beletrystyki, kochałam je wszystkie, wiedziałam jednak, że w pewnym momencie będę musiała dokonać wyboru. Teraz jestem całkowicie skupiona na fantastyce dla dorosłych i powieściach historycznych; wydałam trzy powieści w zeszłym roku i kolejną wydam w 2013 r.

GK: Tworzenie którego z tych gatunków przynosi Pani najwięcej satysfakcji?

FM: Uwielbiam magię. Zawsze tak było, ale lubię, gdy magia jest subtelna, więc coraz częściej moje powieści fantasy przypominają powieści historyczne, osadzone jednak w krainach, gdzie magia ma prawo bytu, często jest jednak stłumiona, a tym samym groźna dla władającej nią osoby. W zasadzie powieść, którą właśnie ukończyłam, opiera się na prawdziwym wydarzeniu z historii powszechnej, ale jest w nią wpleciony fantastyczny wątek. Tworzenie tego rodzaju opowieści przynosi mi ogromną satysfakcję. Niemniej jednak lubię pisać o wyimaginowanych krainach – podoba mi się wolność, jaką mi to przynosi. Nie mam ulubionego gatunku – wiem jednak, że zawsze będę chciała pisać powieści „historyczne”.

GK: Co Panią inspiruje do pisania? Czy czerpie Pani inspirację z twórczości innych autorów?

 FM: Tak, na początku inspirowali mnie inni autorzy i lubiłam naśladować ich wspaniałą twórczość… To pisarze tacy jak Guy Gavriel Kay, Robin Hobb i George R. R. Martin. Teraz jednak, kiedy już nie mam tyle czasu na czytanie książek innych autorów, muszę polegać na własnej motywacji, a ostatnimi czasy szczerze inspiruje mnie odnajdowanie zarodka pomysłu na fabułę. To ekscytujące i sprawia, że natychmiast chcę zacząć budować wokół niego powieść. A inspiracja jest wszędzie – dużo podróżuję, dlatego wszędzie znajduję mnóstwo pomysłów; czytam wiele książek historycznych i związanych z nimi materiałów, z których czerpię mnóstwo pomysłów na nowe książki, a rozmowy z mnóstwem ludzi na całym świecie są źródłem wspaniałych pomysłów na opowieści, podsuwanych nieświadomie w trakcie rozmowy.

 GK: Porozmawiajmy teraz o Trylogii Valisarów, której pierwsza część właśnie ukazała się w Polsce. W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że jest Pani świetnym zabójcą. „Królewski wygnaniec“ jest tego znakomitym przykładem – krew leje się często, a sceny zaskakują brutalnością. Skąd w Pani tyle okrucieństwa?

 FM: Wiem, sama się nad tym wciąż zastanawiam.  Wszyscy mamy swoją ciemną stronę, ja zaś uważam siebie za osobę niezdolną do okrucieństwa wobec innych. Nie cechuje mnie także w żadnej sytuacji celowe okrucieństwo werbalne. Mam w sobie wiele empatii i potrafię odczuwać ból i emocje innych. Płaczę na lotniskach, widząc jak całkowicie obce dla mnie osoby witają się lub żegnają. Podejrzewam zatem, że bierze się to wyłącznie z mojej wyobraźni, która nie boi się przejść na tę mroczniejszą stronę, gdzie kryje się ból i cierpienie. To, że w życiu nie jestem w stanie rozmyślnie ranić nikogo fizycznie ani emocjonalnie nie znaczy, że jako pisarz nie jestem wstanie sobie tego wyobrazić. Oczywiście, że jestem. Wyobraźnia może zaprowadzić mnie wszędzie i myślę, że wszystkie moje książki opowiadają o ludzkim cierpieniu. W moich powieściach fantastycznych rzadko rozgrywają się wielkie bitwy albo pojawiają się dziwne stworzenia, stawiam jednak człowieka przeciw człowiekowi – w aspekcie fizycznym bądź emocjonalnym – i właśnie na tym opiera się większość moich konfliktów. Kiedy stawiam bohatera w traumatycznej sytuacji, fascynuje mnie – jako pisarkę – obserwowanie, do czego to prowadzi.

GK: Czy Loethar jest w Pani zamyśle jednoznacznie czarnym charakterem? Może w kolejnych tomach trylogii pokaże bardziej ludzkie oblicze?9788362170609

 FM: Nie miałam określonych zamiarów. Moją twórczość cechuje losowość, która po prostu nie pozwala mi wyglądać w przyszłość i planować scen ani nawet charakterów postaci. Kiedy Loethar pojawił się na kartce, był tylko imieniem, które przylgnęło do pozornie zdeprawowanego, bezwzględnego wodza bez sumienia ani zdolności empatii. Opowieść toczyła się dalej a Loethar zaczął się coraz bardziej odsłaniać w „Królewskim wygnańcu”, ja zaś byłam zaskoczona i zachwycona zarazem. Kiedy pozwolił nam wkroczyć do swojego świata, świata swoich marzeń i swoich rozczarowań, szybko stał się najbardziej intrygującym bohaterem i uwielbiam go za to, że przez całą tę opowieść nie przestaje zaskakiwać i zachwycać. Być może to najbardziej złożona z moich postaci, nie jest bowiem zdolny ani do nadmiernego okrucieństwa, ani do nadmiernej czułości.

GK: Czy któregoś z wykreowanych przez Panią bohaterów darzy Pani szczególnym sentymentem?

 FM: Tak, zwykle uwielbiam głównych bohaterów męskich J. Musi tak być, żebym potrafiła zachować energię i podtrzymać intrygę, aby stworzyć opowieść na pół miliona słów i trzy tomy. Ktoś też kiedyś zauważył, że często to najbardziej niepozorna osoba staje się bohaterem moich opowieści, więc prawdopodobnie darzę sentymentem spokojniejsze, drugoplanowe postacie, które nie sprawiają wrażenia bohaterskich, ale nabierają odwagi w czasie swojej podróży.

GK: Jak na zabójcę, ma Pani dość nietypowe zainteresowania – gotowanie oraz czekoladę.

 FM: Przede wszystkim uwielbiam wyzwania, jakie niesie ze sobą pieczenie, i lubię mieć świadomość, że zjadałam więcej czekolady niż ktokolwiek inny na świecie… szczególnie wyjątkowo dobrej czekolady!

GK: Dużo Pani podróżuje. Czy była Pani w Polsce?  

 FM: Tak, zanim zostałam pisarką na pełen etat, byłam współwydawcą magazynu podróżniczego w Australii, dlatego podróżowałam po całym świecie w związku ze swoją pracą. Teraz jednak moje podróże wiążą się z moją twórczością i z przyjemnością mogę powiedzieć, że mniej więcej rok temu byłam w Polsce. Zwiedzaliśmy Kraków – pyszna kawa, uprzejmi ludzie i miasto, po którym wspaniale się spaceruje, nawet jeśli w maju jest przeraźliwie zimno i pada deszcz! Prowadziłam poszukiwania do mojego historycznego romansu przygodowego „The Lavender Keeper”. I na pewno wrócę.

GK: Czy na koniec może Pani zdradzić swoje literackie plany?

 FM: Właśnie wydałam pojedynczą powieść fantasy pod tytułem „The Scrivener’s Tale”, a z racji tego, że książka w takiej jednotomowej formie odniosła sukces, skończyłam właśnie i wydaję kolejną pojedynczą powieść fantasy, która opisuje pewne niesamowite wydarzenie w brytyjskiej historii i wplata w nie elementy mcintoshowskiej fantastyki. Nosi tytuł „Tapestry”. Wybieram się także w podróż związaną z nową sagą historyczną zatytułowaną „The French Promise”, która jest kontynuacją „The Lavender Keeper”, ale wydaję także nową sagę historyczną, która ukaże się w listopadzie 2013 r. Uff! Jest tego dużo, ale uwielbiam to.

Dziękuję czytelnikom z Polski za to, że pozwolili mi wkroczyć w swoje życie i mam nadzieję, że spodobają im się moje światy.

 GK: Dziękuję za rozmowę.

__________
*zdjęcie autorki pochodzi ze strony/photograph by: fionamcintosh.com
*wywiad został przeprowadzony przez wydawnictwo Galeria Książki (materiał promocyjny)