Recenzja przedpremierowa: ‚Dziewczyna, którą kochały pioruny’

W grudniu zeszłego roku miał nastąpić koniec świata, jednak nic takiego nie miało miejsca. W każdym bądź razie odkąd świat obeszła wieść, że zgodnie z kalendarzem Majów ma nastąpić Apokalipsa, zrobiła się moda na powieści dystopijne. Na rynku pojawia się coraz więcej książek poruszających temat świata po zagładzie i zyskują one rzesze czytelników. Oto przed nami kolejna powieść w tym klimacie: „Dziewczyna, którą kochały pioruny”.

Mia Price jest siedemnastoletnią dziewczyną żyjącą w Los Angeles. Miasto zostało zniszczone przez wielkie trzęsienie ziemi. LA nie wygląda już tak, jak kiedyś. W samym środku miasta jest rumowisko, wokół panuje chaos, a ludzie potworzyli wioski pełne namiotów, gdzie starają się w miarę normalnie żyć. Część z nich podzieliła się na dwie frakcje, które stale werbują nowych członków w swoje szeregi. Obie frakcje pragną zwerbować Mię, gdyż widzą w niej klucz do wypełnienia się proroctwa, bowiem posiada ona potężną moc, nad którą nie potrafi jeszcze za dobrze panować. Wkrótce na horyzoncie pojawia się Jeremy, który pragnie ochronić dziewczynę przed wszystkimi, jednak czy można mu zaufać?

Jak ta powieść zwróciła moją uwagę? W żaden szczególny sposób. Ot tak zobaczyłam sobie okładkę i przeczytałam opis. Pomyślałam sobie „W sumie nic szczególnego.”. Jednak po kilku dniach natrafiłam na jej trailer. Obejrzałam i to on sprawił, że od razu zaczęłam owej książki szukać, ponieważ był jednym z lepszych zwiastunów, jakie oglądałam. I tak oto zaczęła się moja przygoda z dziewczyną uzależnioną od piorunów…

Czy w powieści dystopijnej można wymyślić coś nowego i oryginalnego? Ta książka ugruntowała moje zdanie, że można. Wiadomo, że wizja świata zawsze będzie podobna, no bo w końcu ciężko pisać książkę o zagładzie nie ujmując w niej zagłady i zniszczenia, ale jest to tylko jeden element całej historii. Co jest świeżego w tej opowieści? Z pewnością moc Mii oraz kilku innych bohaterów. Dziewczyna potrafi przeczuwać nadejście burzy, a pioruny ją uwielbiają. Każdy normalny człowiek rażony piorunem nie wyszedłby z tego cało, ale nie Mia. Ona czuje wtedy potężną moc, która przeszywa całe jej ciało. Nie ukrywam, że pomysł ten wydał mi się naprawdę oryginalny i przypadł mi do gustu. Podobnie jak podział na dwie frakcje: zwolenników Propheta i ich przeciwników. Niby nic, ale naprawdę dobrze dopracowany motyw dwóch różnych organizacji. Dodatkowo niesamowicie podobała mi się wizja Los Angeles przedstawiona przez autorkę – naprawdę dobre opisy, które pozwalały wszystko zobaczyć oczyma wyobraźni i przenosiły nas do postapokaliptycznego miasta.

Również bohaterowie zostali całkiem dobrze wykreowani, gdyż każdy z nich to inna osobowość. O Mii już co nieco powiedziałam. Jest ona w sumie dosyć upartą i odważną dziewczyną, chociaż momentami jej naiwność dawała nam się we znaki. Na szczęście szybko potrafiła się zreflektować i skończyć użalanie się nad sobą. Uwagę zdecydowanie przyciąga Katrina, która stara się zwerbować Mię do swojej grupy. Pewna siebie i sprytna dziewczyna, która za wszelką cenę pragnie osiągnąć swój cel. Intrygującym bohaterem jest lider przeciwnej grupy – Prophet. Naprawdę niesamowita postać, która sprawia, że książka robi się jeszcze ciekawsza. Poruszę jeszcze sprawę Jeremy’ego, bo jak nie ciężko się domyślić, pomiędzy nim a główną bohaterką dojdzie do relacji większej niż tylko przyjaźń. Czy jest urzekający? To kwestia gustu. Można go polubić, ale momentami wydawał mi się bezpłciowy. W każdym bądź razie nie musicie się obawiać, że wątek miłosny jest tutaj dominujący, bo jest wręcz przeciwnie – on tylko stanowi dopełnienie historii.

Całość została podzielona na 4 części – każda odpowiednio przed punktem kulminacyjnym, którym ma być potężna burza mająca na celu oczyszczenie świata ze zła(przynajmniej w teorii). Początkowe dwie są momentami trochę nużące, ale to w nich poznajemy historię Mii i jej rodziny, mamy czas żeby odnaleźć się w sytuacji i przygotować na to, co dopiero nadejdzie. Kolejne dwie części są już dużo lepsze, w nich tempo jest już dużo szybsze, znajdziemy także kilka zaskakujących elementów czy zwrotów akcji. Powiem Wam, że były nawet chwile, kiedy rosnące napięcie sprawiło, że całkowicie zatraciłam się w lekturze. Byłam niesamowicie ciekawa zakończenia, które mimo tego, że było nieco przewidywalne i tak mnie w miarę usatysfakcjonowało.

Osobiście uważam, że książka jest dobrą powieścią, która ma w sobie wiele plusów, dla których warto po nią sięgnąć. Znajdą się też pewne niedociągnięcia, które jednak jestem w stanie autorce wybaczyć, ponieważ całość wypadła w moich oczach naprawdę świetnie. Spędziłam z nią miłe chwile, spodobał mi się pomysł i dopracowanie, a to, że pewne elementy trochę mnie męczyły mogę zrzucić na to, że miały na celu wprowadzenie czytelnika do nowego świata i nowej historii. W sumie moje zdanie o tej książce zostało w dużej mierze podniesione przez trzecią i czwartą część, bo to właśnie one zbliżają nas coraz bardziej do punktu kulminacyjnego, który nie trwa przez krótką chwilę, tylko dłużej. To właśnie w nich rośnie napięcie i akcja przyspiesza. Myślę, że osoby lubiące powieści antyutopijne będą naprawdę zadowolone. Książkę oceniam na 5/6 i z pewnością sięgnę po kolejną część.

 

*** Sheti by sheti-shetani dla PB ***