Recenzja: Nevermore. Cienie

nm2front

Isobel nie jest już tą samą dziewczyną, tą samą cheerleaderką, córką, przyjaciółką. Tak naprawdę po wydarzeniach „tam” stała się kimś innym. Bo zabrakło JEGO. Teraz Isobel nie spocznie, póki nie dowie się, jak może odzyskać ukochanego. Aby jednak móc wcielić swój plan w życie, będzie potrzebowała pomocy tajemniczego Reynoldsa. Isobel postanawia wyruszyć do Baltimore, pewna, że uda jej się odnaleźć mężczyznę, nazywanego „czcicielem Poego”, w miejscu wiecznego spoczynku dziewiętnastowiecznego pisarza. Tymczasem jej życie zamienia się nie do poznania – ścigana przez mroczne siły i bombardowana snami na jawie nie wie już, co jest prawdą, a co ułudą. Czy bohaterka pokona koszmary i dotrze do Varena? Czy będzie mogła sprowadzić go „z powrotem”?

– Nawet jeśli to wszystko jest snem – szepnął – to ja nim nie jestem.”

Nevermore. Cienie to kontynuacja powieści amerykańskiej pisarki, Kelly Creagh. Przyznam, że choć od premiery Nevermore. Kruk minęło dużo czasu, wciąż jestem pod wrażeniem pierwszego tomu, który po prostu mnie zaczarował. Sięgając więc po kontynuację, liczyłam na coś równie dobrego, a nawet lepszego. A przede wszystkim marzyłam o tym, by moja tęsknota za Varenem w końcu została ukojona. Czy się udało? I tak i nie… i w tym cały szkopuł!

Przede wszystkim muszę zauważyć, że Cienie są totalnie inne od Kruka. Nie tylko dlatego, że zmienia się problematyka powieści, w której nie romans gra pierwsze skrzypce, lecz zatarta granica pomiędzy snami a jawą, ale także z powodu zagęszczonej, o wiele mroczniejszej atmosfery. Czytelnik, poznając historię Isobel i obserwując jej poczynania, zostaje przytłoczony wręcz bolesną tęsknotą bohaterki za ukochanym, a jednocześnie sam odczuwa pewien dyskomfort związany z fizycznym brakiem Varena, który w pierwszej części powieści był centralnym punktem zainteresowania. Nieobecność chłopaka sprawia, że odczuwamy… pustkę. Z drugiej strony warto zauważyć, że Kelly dokonała czegoś niezwykłego, stwarzając romans „na odległość” – nie musiała uciekać się do sztampowego rozwiązania, jakim obecnie ratują się autorki paranormali, czyli włączania w opowieść „tego trzeciego”. Co więcej, historia wcale nie straciła na romantyczności – wręcz przeciwnie, stała się jeszcze bardziej magiczna, pełna tęsknoty i nieukojonego bólu.

Narracja trzecioosobowa po raz kolejny skupia się na emocjach Isobel, której poczynania stają się teraz motorem napędowym wszystkich wydarzeń. Niestety nie da się nie zauważyć, że pomimo jednolitego, dojrzałego języka i wspaniałej kreacji świata „tu” i „tam”, książka ma swoje lepsze i gorsze momenty. Między innymi początek jest fatalny. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron męczyłam się niemiłosiernie, na zmianę ziewając i niepokojąc o to, jak w ogóle autorka mogła tak zmienić formułę powieści, zanudzając czytelnika niedojrzałością bohaterki i jej „problemami”. W sumie pierwsza połowa książki jest potwornie nudna, druga zaś – szalenie intrygująca. No właśnie – wystarczyła w sumie jedna scena, bym przepadła. Dodam, że była to scena, przy której włoski stają dęba i później człowiek nie ma ochoty samemu przemieszczać się po ciemnym, pustym mieszkaniu. To są właśnie te momenty, kiedy autorka z paranormalnego romansu stworzyła absolutnie mroczną opowieść o cierpieniu, odrzuceniu, niezrozumieniu i rozczarowaniach, ale także o… miłości. I to takiej prawdziwej, dla której człowiek jest w stanie poświęcić naprawdę wszystko.

Nevermore. Cienie to godna kontynuacja Kruka, choć niewątpliwie inna od poprzedniczki. I choć uważam, że tom pierwszy jest o wiele lepszy od dwójki, nie mogę nie zauważyć, że Kelly spisała się na medal, wychodząc obronną ręką z patowej sytuacji, jaką zgotowała bohaterom. Jednocześnie potrafiła tak zakończyć tom drugi, by czytelnik nie był w stanie odczuwać niczego innego poza zaskoczeniem i frustracją, nie otrzymawszy odpowiedzi na wiele pytań. Tajemnic bowiem nie brakuje i myślę, że tom trzeci będzie prawdziwym wyzwaniem – nie tylko dla autorki, ale i dla nas, odbiorców. Cienie natomiast mają w sobie historię, która – jakby nie patrzeć – jest szalenie smutna, wręcz przygnębiająca. Dlaczego? Tego nie mogę zdradzić. Mogę natomiast szczerze polecić Wam kontynuację Nevermore – fani serii na pewno będą usatysfakcjonowani, nawet jeśli Cienie nie są dokładnie tym, czego się spodziewali. Także osoby, które interesuje natura koszmarów sennych, znajdą w tej powieści coś dla siebie. Podobnie, jak fani Poego. Poza tym dla takiego zakończenia – podkreślam: absolutnie powalającego – warto sięgnąć po Cienie! Radzę tylko być ostrożnym… nigdy nie wiesz, czy sen nie stanie się jawą.

Daję ocenę 4+/6.

**** Tirindeth by mybooksbytirindeth dla PB