Recenzja: Śniąc na Jawie

 

Niebezpieczeństwo nie zawsze wita cię obnażonymi kłami. Niekiedy uwodzi delikatną pieszczotą, westchnieniem rozkoszy, a potem dopiero zmienia się w krwiożerczą bestię. Z miłością jest tak samo. Miłość uwiodła moje serce i duszę, zmieniła mnie na zawsze, a potem – jedną złożoną pod przymusem przysięgą – wystawiła na straszną próbę moje człowieczeństwo. A mimo to nie żałowałam. Tak właśnie myślałam, kiedy przenikałam pozaziemską zasłonę rozdzielającą dwa światy:  ten, w którym powinnam żyć, i ten, z którego uciekłam. Świat Podziemia.

 Jak się nanarzekałam na paranormalne romanse ostatnimi czasy, tak trafiłam wreszcie na coś porządnego. Dobrze wspominam Strąconych Gwen Hayes, czytało się bardzo przyjemnie, fabuła była ciekawie wymyślona, akcja nieźle poprowadzona. Oczywiście, mogłam źle pamiętać, i część druga mogłaby być kompletnie nie na poziomie, nienadająca się do czytania. A jednak … Jest dobrze!

 Wreszcie nastoletnia miłostka jest na wyższym poziomie! Autorka nie bawi się w dziecinne zauroczenia, chodzi tu bardziej o poświęcenie, wspólne przywiązanie i uczucie takie, które nakazuje oddać swoje życie za osobę ukochaną. Brzmi trochę utopijnie i być może stwierdzicie, że takie rzeczy się nie zdarzają, ale wtedy ja odpowiem krótko – wystarczy tylko uwierzyć, a wtedy wszystko będzie możliwe. Właśnie, wiara. Wiara prowadziła Theię dalej, dawała jej siłę do walki z demonami (nie tylko jako istotami, ale też demonami przeszłości i umysłu). Co więcej, Gwen Hayes postanowiła rozwinąć wątki przyjaciółek Thei – Amelii i Donny, dwóch skrajnych osobowości. Męskie sylwetki nie zostały jednak pominięte, główne skrzypce gra Haden, ale autorka nie zapomniała o paru postaciach wspomnianych w części pierwszej i dała im trochę linijek na rozwinięcie swojej historii.

 Ach, powinnam jeszcze pochwalić język. Nie jest to typ stricte młodzieżowy i płytki, autorka (lub tłumaczka, tego nie jestem pewna) stara się nie kaleczyć angielszczyzny / polszczyzny, to się chwali! Opisowość w tej powieści to piękna rzecz, piękny fakt, dzięki temu nie ma aż tak dużo wyświechtanych słów, które powoli tracą swoje prawdziwe znaczenie. A jakże wiele można przekazać omówieniami i metaforami! Czytelnik czuje wtedy, że znajduje się w trochę innym świecie! Takim.. bardziej wyrafinowanym! I sam się przez to uczy, potem być może wprowadza w życie, inni biorą z niego przykład i język staje się urozmaicony. A wszystko przez takiego autora, który chciał tylko podnieść poziom swojej książki. Mały kamyczek, ale jaki efekt!

 Jestem w pełni usatysfakcjonowana kontynuacją. Co więcej, nie słyszałam jeszcze nic o części trzeciej, Alleluja! Zgrabnie zamknięta historia, z dobrym zakończeniem, napięcia, ku mej radości, nie brakuje. Nic tylko polecać i Strąconych i Śniąc na Jawie. A tym bardziej, że Święta nadeszły, za ciepło nie jest, to można się obkocować, ewentualnie obkołdrować i z taką przyjemną powieścią, może nieco, ale tylko nieco, odmóżdżającą zasiąść i powoli zanurzać się w świecie problemów Hadena i Thei, ich walki o przetrwanie i miłość. Wątek walki o miłość jest zaskakująco popularny, nie uważacie? Pewnie przez to, że to uczucie uważane jest za jedno z ważniejszych we wszechświecie, każdy poszukuje (o ile już nie znalazł) drugiej połówki, a nawet powieści tego typu, dają trochę nadziei, poprawiają humor… O, nie do końca, zapomniałam wspomnieć, że w pewnym momencie łzy zaczęły mi płynąć po policzkach, choć ostatnio bardzo ciężko jest mnie wzruszyć. Jak widać, autorce się udało. Wniosek jest prosty – książka w dłoń i czytać marsz! Stawiam 5 za całokształt, za miło spędzony wieczór i za to, że pomimo drobin smutku, ta historia w gruncie rzeczy jest piękna i bardzo mocno zapada w pamięć.

 

****Sihhinne by wsrod-ksiazek dla PB