Recenzja: Przywrócona

 

Wendy, następczyni tronu królestwa, musi poślubić księcia Vittra (naprawdę? Jakiś błąd do opisu się wkradł…). To jedyny sposób, żeby ocalić Trylle przed ich śmiertelnym wrogiem i zapobiec krwawej wojnie z niepokonanym przeciwnikiem. Lecz myśl o tym, że przyjdzie jej opuścić miejsce, które stało się jej domem, jest nie do zniesienia. Pożegnała się już ze swoją pierwszą miłością, czy teraz przyjdzie jej poświęcić drugą? Czy będzie musiała się wyrzec uczucia do Lokiego, tak jak wcześniej wyrzekła się miłości do Finna? (Ale to było inaczej…) Czy czeka ją najtrudniejszy wybór : z którym z nich zostanie na zawsze… Jeśli tylko ich magiczny świat ma przed sobą jakieś ,,na zawsze”. Przyszłość Trylli leży w rękach Wendy – pod warunkiem, że odważy się o nią walczyć…

  Nieodpowiednim byłoby stwierdzenie, że Zamieniona mnie zachwyciła. Bo nie zachwyciła. Ale też nie było tak, że kompletnie nie przypadła mi do gustu. To książka tak pomiędzy tymi dobrymi, a tymi, o których nawet nie warto wspominać. Dotąd ciężko mi zrozumieć, co sprawiło, że nie skrytykowałam jej tak bardzo. Mój mózg zasłoniła jakaś mgła. Ale teraz bańka iluzji pękła i czytając ostatnią część trylogii Trylle przejrzałam na oczy. Dosłownie i w przenośni. Potwierdzeniem może być fakt, iż zasiadłam z ołówkiem i wyszukiwałam najbardziej rażące błędy logiczne i stylistyczne – a nie zapominajmy, że jestem kompletną amatorką i znam się na tym na tyle, na ile powinnam. I teraz, gdy czytam to, co napisałam o pierwszej części, wprost nie mogę uwierzyć! Jak TO coś mogło mnie oczarować?

  Będzie wprost – logika kuleje. Mój ołówek dopatrzył się niezliczonych powtórzeń i absurdów. A jednak najbardziej zabolał mnie język, jakim autorka się posługuje. Może i jest nowoczesny, ale pełno tam, tak zwanych słów śmieciowych i potocznych typu: walić, no, a do tego słynne i tępione mi się. Potem poloniści się dziwią, że uczniowie robią takie błędy. A co tu się zastanawiać, skoro takie książki czytają? W większości jest to ich wybór, ale po raz kolejny potwierdza to paradoks – książki proste, schematyczne, bez treści mają większą siłę przebicia niż niektóre cuda literackie. Nie chcę generalizować, bo mogę spokojnie wskazać niejedną powieść młodzieżową z nurtu paranormal romance, której autor wychodzi z ram i stara się o choć odrobinę oryginalności. Choć nie można zapominać, że książki z gatunku PR z natury są takie same, bo inaczej nie podpinałoby się ich pod tę nazwę.

 Wendy. Głupiutkie dziewczątko, które nie może zdecydować, w kim jest zakochana. Udaje odpowiedzialną, ale z różnym skutkiem. Męczennicę też udaje. Niby ma osiemnaście lat, ale przepraszam bardzo, moje biurko w zachowaniu jest dojrzalsze niż ona. Kolejny paradoks. Nie wiem, skąd autorka brała pomysł na główną bohaterkę, pewnie chciała z niej zrobić silną, niezależną i odpowiedzialną młodą kobietę, świadomą swojej roli na świecie, ale przedobrzyła. Druga Bella lub ktoś w tym stylu.

  Mogłabym pisać do autorki treny, gdyż to jest książka dla fanek/ów Zmierzchu Stephanie Meyer czy Klątwy Tygrysa Colleen Houck. Ale w Polsce nie odnosi aż tak dużego sukcesu jak te pierwsze. Chyba już żadna z powieści PR nie odniesie. A ja… Chyba powinnam przestać czytać powieści o miłostkach nastolatek, gdyż moje preferencje czytelnicze w zadziwiający sposób uległy zmianie. Ale to nie znaczy, że krytykuję osoby lubiące powieści tego typu. Też kiedyś lubiłam i z rumieńcami zaczytywałam się w Zmierzchu, potem z radością w Przyrzeczonych Beth Fantaskey i nadal mam ogromny sentyment do nich. Ale trzymajcie się od trylogii Trylle z daleka. Albo chociaż skończcie na pierwszej części, bo reszta jest jeszcze gorsza. Pisana na siłę. Gdyby Amanda Hocking pokusiła się o jakieś niesamowite skwitowanie serii, to nie miałabym nic przeciwko.. Ale w tym wypadku… Dwójka. Na nic więcej nie zasługuje.

****Sihhinne by wsrod-ksiazek dla PB