EXCLUSIVE: Wywiad z A.R. Reystone

A. R. Reystone – pseudonim polskiej pisarki, która tworzy dla starszej młodzieży i dorosłych. Prowadzi własną lecznicę weterynaryjną. Wprost uwielbia koty, które możemy zobaczyć na zdjęciach. Autorka powieści „Dziewiąty Mag”, „Dziewiąty Mag. Zdrada.” oraz „Dziewiąty Mag. Dziedzictwo”.  Tom pierwszy „Dziewiątego Maga” został wydany przez wydawnictwo RedHorse już w 2009 roku, a następnie seria została wznowiona przez Naszą Księgarnię w 2012 roku.  Autorkę można znaleźć na facebooku pod adresem:  http://www.facebook.com/alicerosaliereystone

Zapraszam na wywiad!

Isztar: Dlaczego piszesz po pseudonimem?

A.R. Reystone: Odpowiedź jest dość oczywista a jednocześnie nieco złożona. Pisanie to hobby, coś co uwielbiam robić ale „po godzinach”, a że prowadzę lecznicę dla zwierząt (czyli de facto firmę) jako szef muszę dbać żeby moje hobby zakłócało działalności tejże firmy. Wyobrażasz sobie Isztar, że właśnie szczepisz jakiegoś psiaka albo odbierasz poród a właściciel zaczyna Cię wypytywać o to jak dalej potoczą się losy książkowych bohaterów? :] Ja też nie. Poza tym pisanie książek w moim środowisku uchodzi za coś… hmm… delikatnie mówiąc mało poważnego a ja, jakby nie było jestem poważnym lekarzem, nieludzkim ale zawsze :]

I: Co skłoniło Cię do napisania pierwszej książki? Dlaczego akurat fantastyka?

A.R. R.: Dwa pierwsze tomy 9M „popełniłam” jakiś czas temu. Bodźce też były dwa i to tak niesamowite, że do dziś nie potrafię o nich zapomnieć. Pierwszym oczywiście była piosenka „Bring me to life” zespołu Evanescence. Pamiętam, siedziałam w ciemnym pokoju ze słuchawkami na uszach, wsłuchiwałam się w ciężkie brzmienia tego utworu i nagle zastanowiłam się jak wyglądałby teledysk do tej piosenki gdybym to ja go robiła. Utwór wręcz idealnie pasował do odgłosu kroczących smoków i tak narodziła się scena Próby na Dziewiątego Maga i wizja niewielkiej kobiety stojącej naprzeciw 8 smoków. Zaraz za tą sceną przyszło zastanowienie, po co w ogóle taką próbę przechodzić? I pojawił się Marcus. Poniekąd od tej sceny cofnęłam się do początku książki i na tej scenie miała się ona też kończyć, ale wiesz jak to jest gdy historia się rozkręca :] Na pewnym etapie sama chcesz wiedzieć co będzie dalej :] Drugim bodźcem był bardzo realistyczny sen. W nim przechadzałam się po szklanym budynku, przez którego środek ku górze biegł rdzeń wypełniony bulgoczącą wodą. A czemu fantastyka? Cóż, ja w ogóle nie uważam tej książki za fantastykę tylko za opowieść o uczuciach. Jest tu oczywiście miłość – i to nie tylko Ariel i Marcusa ale np. Vivianne i Croy’a (bo niby czemu nie?) ale jest też przyjaźń, lojalność (lub jej brak), uczciwość, honor… Tak wiele wartości kiedyś ważnych a dziś zdewaluowanych i z takim upodobaniem wyszydzanych w mediach.

I: Co/ Kto Cię inspiruje?

A. R. R. : To łatwa odpowiedź: muzyka i sny. Oczywiście zawsze z niecierpliwością czekam na nowe utwory Evanescence ale dużo miejsca w moim sercu zajmuje też fińska wokalistka Tarja Turunen (ex-Nightwish) i to jak cudownie potrafi łączyć sopran z metalem. Te utwory są wręcz wymarzonym tłem muzycznym nie do jednego ale wielu filmów.

I: Dokończ zdanie: „Największą wartość dla mnie ma …”

A. R. R.: Lojalność, tolerancja, szacunek dla wszystkiego co żyje…

I: Czy jest coś co ułatwia Ci tworzenie kolejnych historii?

A. R. R.: Konkretni aktorzy :] Na przykład moim wymarzonym Darrenem Magnusem jest świetny aktor z Nowej Zelandii, Marton Csokas. Przykładów mogłabym mnożyć. Jak to już kiedyś wspomniałam, dla mnie 9M i inne moje „bajeczki” to w istocie gotowe filmy z konkretnymi aktorami i niesamowitymi efektami specjalnymi, tyle że jedynym ich widzem jestem ja bo cały taki film mam w swojej głowie. Dużo prościej poprowadzić bohatera gdy ma on czyjeś konkretne oczy, uśmiech, włosy…

I: Jak wygląda Twoje miejsce pracy? Czy jest to kącik w domu? czy też siadasz w dowolnym miejscu i piszesz?

A. R. R.: Moje miejsce pracy jest napadowe to znaczy, gdzie mnie napadnie tam piszę :]  Jasne, staram się żeby mnie napadało w domu przy laptopie ale ten okropny wen twórczy (tak, jest płci męskiej ) lubi się do mnie przyczepić w różnych miejscach, np. w tramwaju a wtedy czasami wzbudzam zainteresowanie gdy wyjmuję notes i zaczynam w nim skrobać :]

I: Czy na bieżąco śledzisz opinie czytelników o Twoich książkach?

A. R. R.: Gdybym powiedziała, że mnie to nie interesuje to byłoby kłamstwo, ale obsesji nie mam :] Poza tym nie muszę śledzić. W dobie internetu Czytelnicy sami piszą do autora i dzielą się spostrzeżeniami co im się podobało a co nie, i to jest fajne. Myślę, że każdy autor jest ciekaw przemyśleń Czytelników i nie wierzę tym, którzy twierdzą, że tak nie jest.

I: Kilka słów, które chciałabyś przekonać młodym pisarzom rozpoczynającym swoją przygodę za słowem pisanym.

A. R. R.:  Nie jestem pewna czy w ogóle powinnam udzielać jakichkolwiek porad bo spec w tej materii ze mnie żaden :]
Wiem tylko, że nie piszę dla kasy czy szeroko pojętej „sławy” ale dla frajdy bo to odjazdowe uczucie być stwórcą, kreatorem nowych światów.
Piszę najpierw „dla siebie”. Jeśli mnie samej jakiś fragment nie wzruszy, nie rozśmieszy, nie zaintryguje ale znudzi to z pewnością go skasuję. I nigdy nie jestem zadowolona z efektu końcowego. Do tego stopnia, że szlifowałabym każdą scenę w nieskończoność gdyby nie miłe panie z wydawnictwa, które sprowadzają mnie na ziemię sympatycznie dając do zrozumienia, że mam już nie przeginać bo inaczej książka nigdy nie ujrzy światła dziennego :]

I: Najmilsza sytuacja jaka przytrafiła Ci się z powodu „Dziewiątego Maga”.

A. R. R.:  Ciężko wymienić jedno takie zdarzenie bo dostaję sporo przemiłych maili czy zdjęć smoków od Czytelników ( jejku, w tym gronie są też panowie co jest dla mnie już w ogóle szokiem! ) ale powinnam wspomnieć pewne świetne rodzeństwo, które założyło na FB profil poświęcony książce i z zacięciem go prowadzi, czy panią, która napisała do mnie, że „Dziewiąty Mag” doprowadził ją do łez co udało się do tej pory jedynie jej ulubionemu pisarzowi, S.Kingowi książką „Zielona mila”.
Miłych sytuacji jest sporo, ale potem, chyba tak dla zachowania równowagi, ktoś w jakimś poście wylewa na mnie kubeł zimnej wody nadużywając po drodze słowa „grafomania” lub „czytadło”, a mnie dzięki temu sodówka nie uderza do głowy za co jestem niezmiernie wdzięczna :]
Tak, 9M jest czytadłem ale dla mnie to słowo nie ma negatywnego wydźwięku. Czytadło to książka, którą czyta się szybko i lekko. Taka co to rozbawi Czytelnika, odstresuje, zaintryguje, pozwoli zapomnieć o kłopotach dnia codziennego. Wiesz, przychodząc po wielu godzinach pracy do domu, gdy jestem zmęczona czy zestresowana, nie mam ochoty sięgać po ciężkie dzieła wybitnych pisarzy i zasypiać nad otwartą książką zastanawiając się co autor miał na myśli. Szukam odskoczni od własnych problemów stąd sięgam po czytadła bo cudownie pozwalają o nich zapomnieć i się zrelaksować. Taki też jest 9M.

I: Dlaczego medycyna weterynaryjna?

A. R. R.:  To akurat przypadek. Kiedyś, pacholęciem będąc, musiałam zdecydować co chcę robić w przyszłości. W moim miasteczku możliwości edukacji było dość mało. Można było zostać przedszkolanką, ekspedientką lub pójść do liceum. Traf chciał, że mieszkałam przy bardzo ruchliwej ulicy a mój pies miał ADHD. Jak to dzieciak nie upilnowałam go. Poszedł się bić z samochodem i przegrał. Przez dwa tygodnie, dzień w dzień chodziłam z nim do lecznicy i tak się wciągnęłam w weterynarię. Najpierw było technikum weterynaryjne i internat (ech, co to były za czasy :] ) ale szybko uświadomiono mi, że widoki na pracę jako technik są w tym kraju dość marne więc drążyłam weterynaryjne tematy na studiach. A że Hermiona Granger ze mnie żadna, to dostałam się na nie dopiero za drugim podejściem (w technikum uczono nas wielu pożytecznych dla zawodu rzeczy, ale przedmioty ogólne potrzebne na egzaminach wstępnych na studia traktowane były po macoszemu). I to cały sekret, proza życia…

I: Czym zajmujesz się oprócz pisania? Jak to godzisz?

A. R. R.: Prowadzenie lecznicy to nie tylko leczenie zwierząt. To także związana z tym cała „otoczka” biurokratyczna, rozmowy z hurtowniami leków, ZUS’em, skarbówką, nadzorem farmaceutycznym itp instytucjami. To nadzorowanie pracowników (stażystki oraz technika weterynarii) ale też dbanie o sprawne działanie lecznicy w każdym aspekcie, począwszy od ustalania grafiku zabiegów do dbania żeby każdy sprzęt był sprawny (od sterylizatora narzędzi po najbanalniejszą żarówkę). Stąd czasem czuję się jak człowiek-orkiestra, „od wszystkiego”. I znów jeśli powiem, że godzę to z innymi zajęciami to będzie kłamstwo. Nie godzę. Raczej moje życie jest podporządkowane pewnemu rytmowi działania lecznicy, z którego czasem udaje mi się wykroić kilka dni urlopu. Niestety to powoduje też, że na pisanie mam tak strasznie mało czasu i tak powoli to idzie.

I: Ile części „Dziewiątego Maga” masz zamiar napisać?

A. R. R.:  Zamiaru żadnego. To historia zamknięta w 3 częściach i więcej nie przewiduję.

I: Czy myślałaś może o napisaniu kolejnej książki? O czym ona by była?

A. R. R.: Ależ mnie cały czas nosi żeby pisać inne rzeczy jednak 9M to dość obszerna powieść. Pisząc coś takiego człowiek nieświadomie zżywa się z bohaterami. Są jego towarzyszami niemal całodobowo, są prawie jak rodzina tylko fajniejsi :] Żyjesz w ich świecie, ich życiem. To wciąga. Ale potem trzeba przyjaciół pożegnać. To smutny moment choć nieuchronny. I przychodzi taka chwila gdy książka jest napisana, skończyło się lecz Ty nadal krążysz myślami przy tamtych bohaterach. Między jedną powieścią a drugą potrzebny jest pewien odstęp czasowy właśnie po to by „odwyknąć” od tamtych postaci i zrobić w umyśle miejsce dla całkiem nowej historii. Mam kilka pomysłów ale wybacz Isztar, że o nich nie opowiem bo nie chcę zapeszyć :]

I: Dziękuję serdecznie za czas poświęcony na odpowiedź na pytania. Z pewnością wśród naszych czytelników jest wiele osób takich jak ja, które uwielbiają Twoje książki i mają jeszcze masę innych pytań. Myślę, że te wybrane choć trochę przybliżą im Twoją osobę.

A. R. R.: Również bardzo dziękuję i pozdrawiam :]