EXCLUSIVE: Przedpremierowy fragment Prób Ognia!

„Próby Ognia” to długo oczekiwany drugi tom bestsellerowej trylogii „Więzień Labiryntu”.

Znalezienie wyjścia z Labiryntu miało być końcem. Żadnych więcej niespodzianek, żadnych puzzli. I żadnego uciekania. Thomas był przekonany, że jeśli Streferzy zdołają się wydostać, odzyskają swoje dawne życie.

W Labiryncie życie było łatwe. Było jedzenie, schronienie i względne bezpieczeństwo. Dopóki Teresa nie zapoczątkowała końca. Ale w świecie poza Labiryntem koniec został zapoczątkowany już dawno temu.

Spalona przez Pożogę i wysuszona z powodu nowego surowego klimatu, Ziemia stała się krainą zniszczenia, penetrowaną przez Poparzeńców, ludzi zarażonych Pożogą.

Dlatego Streferzy wciąż nie mogą przestać uciekać. Zamiast upragnionej wolności, muszą stawić czoła jeszcze jednej próbie. Muszą przejść przez najbardziej spaloną część świata i dotrzeć do celu w ciągu dwóch tygodni.

Ale DRESZCZ przygotował im na tej drodze wiele niespodzianek. Wiele krwawych niespodzianek…

Thomas może tylko zastanawiać się, czy sekret do wolności tkwi w jego głowie, czy też na zawsze będą zdani na łaskę DRESZCZU…

Wydawca: Papierowy Księżyc
Premiera: 14 listopada 2012!

FRAGMENT:

James Dashner – Próby Ognia

Rozejrzał się ostatni raz, przypominając sobie martwe, spuchnięte ciała, które wisiały tam jeszcze kilka dni wcześniej. Pomyślał o Labiryncie i o wszystkim, przez co do tej pory przeszli. Wzdychając najgłośniej jak mógł, z nadzieją, że ktoś gdzieś to usłyszy, ścisnął w ręku swój worek z wodą oraz wypełniony jedzeniem pakunek z prześcieradła i wkroczył w Płaski Przenos.

Po jego skórze od przodu do tyłu przepłynęła wyraźna linia zimna, jak gdyby ściana szarości była pionową płaszczyzną lodowatej wody. W ostatniej chwili przed wejściem w nią zamknął oczy, a teraz otworzył je i ujrzał jedynie nieprzebitą ciemność. Ale usłyszał głosy.

Hej! – zawołał, ignorując nagły wybuch paniki we własnym głosie. – Chłopaki…!

Zanim skończył, potknął się o coś i przewrócił, lądując ciężko na czyimś wijącym się ciele.

Au! – wrzasnął ten ktoś, spychając z siebie Thomasa. Chłopak z wielkim trudem zdołał utrzymać w ręku worek z wodą.

Wszyscy stać spokojnie i zamknąć się! – To był Minho, a ulga, która ogarnęła Thomasa, omal nie kazała mu krzyknąć z radości. – Thomas, to ty? Jesteś tutaj?

Tak! – Thomas stanął z powrotem na nogi, macając na oślep wokół siebie, żeby się upewnić, że znów na kogoś nie wpadnie. Nie wymacał niczego prócz powietrza, nie widział niczego prócz czerni. – Przeszedłem jako ostatni. Czy wszyscy dotarli?

Właśnie ustawiliśmy się w szeregu i odliczaliśmy, kiedy wpadłeś na nas jak naćpany byk – odparł Minho. – Odliczmy jeszcze raz. Jeden!

Kiedy nikt się nie odezwał, Thomas krzyknął:

Dwa!

Po nim reszta Streferów odliczała kolejno, aż Aris jako ostatni zawołał:

Dwadzieścia!

Ogay – stwierdził Minho. – Wszyscy tu jesteśmy, gdziekolwiek to jest. Nic nie widać.

Thomas stał nieruchomo, wyczuwając pozostałych chłopców, słysząc ich oddechy, ale bojąc się poruszyć.

Szkoda, że nie mamy latarki.

Dzięki za stwierdzenie rzeczy oczywistej, panie Thomasie – odrzekł Minho. – Dobra, słuchajcie. Jesteśmy w jakimś korytarzu – wyczuwam ściany po obu stronach, i o ile jestem w stanie stwierdzić, większość z was stoi na prawo ode mnie. Thomas, tam, gdzie ty stoisz, jest to miejsce, gdzie wyszliśmy. Lepiej, żebyśmy nie ryzykowali, że przypadkowo wleziemy z powrotem w ten cały Płaski Przenos czy jak go zwał, więc wszyscy skierujcie się w stronę mojego głosu i chodźcie tutaj. Nie mamy innego wyboru, jak tylko pójść w tym kierunku i zobaczyć, co znajdziemy.

Wypowiadając kilka ostatnich słów, zaczął się oddalać od Thomasa. Ciche szuranie stóp oraz szelest pakunków ocierających się o ubrania świadczyły, że pozostali podążyli za nim. Kiedy Thomas wyczuł, że jest ostatnim, który jeszcze nie zaczął iść, i że teraz na nikogo już nie wpadnie, ruszył powoli w lewo, wyciągając rękę, aż wymacał twardą, chłodną ścianę. Poszedł w ślad za grupą, przesuwając dłonią wzdłuż muru, żeby zachować wyczucie kierunku.

Nikt się nie odezwał, gdy tak szli naprzód. Thomasa okropnie drażniło to, że jego oczy w ogóle nie przyzwyczajały się do ciemności – nie było nawet najbardziej nikłego śladu światła. Powietrze, choć chłodne, pachniało starą skórą i kurzem. Kilka razy wpadł na osobę idącą przed nim; nie wiedział nawet, kto to jest, bo chłopiec nie odezwał się ani razu, kiedy się zderzali.

Szli i szli. Tunel ciągnął się naprzód, nie skręcając ani w lewo, ani w prawo. Tylko dotykająca ściany dłoń Thomasa oraz podłoże pod jego stopami kotwiczyły go jeszcze do rzeczywistości oraz dawały mu poczucie, że posuwa się do przodu. Gdyby ich nie czuł, miałby wrażenie, że unosi się w pustej przestrzeni, w ogóle się nie przemieszczając.

Jedynymi odgłosami były szuranie butów o twardą betonową posadzkę oraz słyszalne od czasu do czasu urywki szeptów między Streferami. Thomas czuł każde uderzenie swojego serca, kiedy tak maszerowali niekończącym się tunelem mroku. Mimo woli przypomniał sobie Pudło, ten pozbawiony światła sześcian wypełniony zatęchłym powietrzem, który dostarczył go do Labiryntu; tamta podróż bardzo przypominała to, co działo się obecnie. Przynajmniej teraz miał jakieś konkretne wspomnienia, miał przyjaciół i wiedział, kim są. Przynajmniej teraz rozumiał stawkę – że potrzebowali wyleczenia i prawdopodobnie będą musieli przetrwać różne okropieństwa, żeby je uzyskać.

Tunel nagle na krótką chwilę ożył głośnym szeptaniem, które wydawało się dobiegać z góry. Thomas zatrzymał się jak wryty. Jednego był pewien – to nie szeptał nikt ze Streferów.

Z przodu Minho krzyknął, żeby pozostali przystanęli. Potem zapytał:

Słyszeliście to?

Kiedy kilku Streferów zamamrotało twierdząco i zaczęło zadawać pytania, Thomas skierował ucho w stronę sufitu i wytężył słuch, próbując uchwycić coś jeszcze poza ich głosami. Tamten wybuch szeptu był krótki, zaledwie kilka słów, brzmiących tak, jakby wypowiadał je ktoś bardzo stary i bardzo chory. Ale przekazu w żaden sposób nie dało się zrozumieć.

Minho znowu uciszył wszystkich, polecając im nasłuchiwać.

Chociaż wokół panowała całkowita ciemność, a więc zamykanie oczu było pozbawione sensu, Thomas i tak je zamknął, skupiając się na swoim zmyśle słuchu. Chciał usłyszeć, co powie ten szept, jeśli odezwie się raz jeszcze.

Nie minęła minuta, gdy ten sam starożytny głos znów zaszeptał szorstko. Słowa odbiły się echem w powietrzu, jakby pod sufitem zainstalowane były potężne głośniki. Thomas usłyszał, jak kilka osób gwałtownie wciąga oddech, jakby tym razem zrozumieli, co zostało powiedziane, i doznali szoku. Jednak on sam również i teraz nie zdołał rozróżnić nawet jednego czy dwóch słów. Otworzył oczy, ale nic przed nim się nie zmieniło. Zupełna ciemność. Czerń.

Czy ktoś usłyszał, co to mówiło? – zawołał Newt.

Parę słów – odparł Winston. – W środku zdania brzmiało to jak „zawróćcie”.

Tak, też to słyszałem – potwierdził ktoś inny.

Thomas ponownie przywołał z pamięci to, co usłyszał. Teraz, gdy się nad tym zastanawiał, rzeczywiście miał wrażenie, że w którymś momencie padło to słowo. Zawróćcie.

Wszyscy wylaksować. Tym razem słuchajcie naprawdę uważnie – rozkazał Minho. W ciemnym korytarzu zapadła cisza.

Kiedy głos znowu się odezwał, tym razem Thomas zrozumiał wszystko aż do ostatniej sylaby.

To wasza jedyna szansa. Zawróćcie w tej chwili, nie zostaniecie pokrojeni.

Sądząc po reakcjach osób znajdujących się przed nim, tym razem pozostali też zrozumieli każde słowo.

Nie zostaniemy pokrojeni?

Co to ma znaczyć?

Powiedział, że możemy zawrócić!

Nie możemy ufać jakiemuś obcemu sztamakowi, co szepcze w ciemności.

Thomas starał się nie myśleć o tym, jak złowrogo zabrzmiały trzy ostatnie słowa. Nie zostaniecie pokrojeni. To zdecydowanie nie brzmiało dobrze. A niemożność zobaczenia czegokolwiek pogarszała sprawę. Doprowadzała go do obłędu.

Po prostu idźmy naprzód! – krzyknął do Minho. – Nie wytrzymam tutaj dużo dłużej. Po prostu chodźmy!

Chwila, moment. – To był głos Patelniaka. – Ten ktoś powiedział, że to nasza jedyna szansa. Musimy się nad tym przynajmniej zastanowić.

No – dorzucił ktoś. – Może powinniśmy zawrócić.

Thomas potrząsnął głową, choć wiedział, że nikt nie jest w stanie tego zobaczyć.

Nie ma mowy. Pamiętacie, co powiedział ten gość od biurka? Że jeśli zawrócimy, wszyscy zginiemy paskudną śmiercią.

I co z tego? – naciskał Patelniak. – Niby czemu miałby być bardziej wiarygodny od tego szepczącego gościa? Skąd mamy wiedzieć, kogo słuchać, a kogo zignorować?

Thomas wiedział, że to dobre pytanie, ale zawrócenie po prostu nie wydawało się słusznym wyborem.

Założę się, że ten głos to tylko test. Musimy iść dalej.

On ma rację. – To był Minho, gdzieś z przodu. – Chodźcie, idziemy.

Zaledwie wypowiedział ostatnie słowo, świszczący szept znowu przeciął powietrze, tym razem przepełniony niemal dziecinną nienawiścią.

Wszyscy jesteście martwi. Wszyscy zostaniecie pokrojeni. Zabici i pokrojeni.

Wszystkie włoski na karku Thomasa zjeżyły się, a po plecach przebiegł mu zimny dreszcz. Chłopak spodziewał się usłyszeć dalsze nawoływania, aby zawrócić, ale Streferzy znowu go zaskoczyli. Nikt nie odezwał się nawet słowem, i wkrótce wszyscy znowu posuwali się naprzód. Minho miał rację, kiedy powiedział, że wszystkie beksy zostały wyeliminowane dawno temu.

Zagłębiali się coraz dalej w ciemność. Powietrze stało się nieco cieplejsze, wydawało się gęstnieć od kurzu. Thomas zakaszlał kilkakrotnie. Usychał z pragnienia, ale nie chciał ryzykować rozwiązywania na oślep swojego worka z wodą. Jeszcze tego brakowało, żeby rozlał wszystko na posadzkę.

Do przodu.

Coraz cieplej.

Pragnienie.

Ciemność.

Wędrówka. Czas wlókł się tak niemożliwie wolno.

Thomas nie miał pojęcia, jak to w ogóle możliwe, by korytarz był tak długi. Musieli przebyć przynajmniej dwie lub trzy mile, odkąd ostatnio słyszeli tamten przyprawiający o gęsią skórkę ostrzegawczy szept. Gdzie w ogóle byli? Pod ziemią? W jakimś olbrzymim budynku? Szczurowaty powiedział, że muszą się wydostać na otwartą przestrzeń. Jak…

Kilkanaście metrów przed nim któryś z chłopaków zaczął wrzeszczeć.

Najpierw był to nagły okrzyk, jakby wywołany po prostu zdumieniem, lecz szybko przerodził się we wrzask najczystszej paniki. Thomas nie wiedział, kto to, ale teraz dzieciak zdzierał sobie gardło, wyjąc i kwicząc niczym jedno ze zwierząt zarzynanych w Mordowni. Chłopak usłyszał odgłosy, jakie wydaje ciało miotające się po ziemi.

Instynktownie rzucił się naprzód, przepychając się obok kilku Streferów, którzy wydawali się zmrożeni strachem, kierując się w stronę źródła tych nieludzkich dźwięków. Nie wiedział, czemu sądził, że jest w stanie pomóc skuteczniej niż inni, ale nie wahał się, nie zwracając nawet uwagi na to, gdzie stawia nogi, biegnąc na oślep w ciemnościach. Po długim szaleństwie wędrowania na oślep było tak, jakby jego ciało zatęskniło za działaniem.

Dotarł do celu. Słyszał, że tamten leży teraz tuż przed nim, tłukąc rękami i nogami o posadzkę w daremnej szamotaninie z nie wiedzieć czym. Thomas ostrożnie odstawił swój worek z wodą oraz pakunek daleko z boku, po czym niepewnie wyciągnął przed siebie ręce, chcąc chwycić powalonego za którąś z kończyn. Wyczuł, że pozostali Streferzy tłoczą się za nim – głośny, chaotyczny tłum, rzucający okrzyki i pytania. Zmusił się, by je zignorować.

Hej! – krzyknął do wijącego się chłopca. – Co ci jest? – Jego palce otarły się o dżinsy tamtego, potem o jego koszulę, ale ciało powalonego miotało się w konwulsjach, niemożliwe do pochwycenia, a jego wrzaski dalej rozrywały powietrze.

W końcu Thomas postawił wszystko na jedną kartę. Zanurkował do przodu, padając całym ciężarem na miotającego się dzieciaka. Wstrząs lądowania pozbawił go tchu. Chłopak namacał wijący się tors; łokieć dźgnął go w żebra, potem ręka walnęła go w twarz, a kolano prawie trafiło go prosto w krocze.

Przestań! – krzyknął Thomas. – Co z tobą?

Krzyki przeszły w charkot i ucichły, prawie jakby dzieciak został wciągnięty pod wodę. Ale konwulsje bynajmniej nie ustały.

Thomas oparł łokieć i przedramię na piersi Strefera, żeby się podeprzeć, potem sięgnął w górę, żeby pochwycić jego włosy albo twarz. Kiedy jednak jego dłonie prześliznęły się po tym, co było wyżej, kompletnie zgłupiał.

Nie było głowy. Żadnych włosów ani twarzy. Nawet szyi. Żadnej z tych rzeczy, które powinny tam być.

W zamian Thomas wymacał dużą i idealnie gładką kulę zimnego metalu.

Próby Ognia, tom II trylogii Więzień Labiryntu – polska premiera:
14 listopada 2012
!