Recenzja: Pandemonium

Lena żyje w świecie, w którym [miłość] uznano za niebezpieczną chorobę, a ludzie poddawani są zabiegowi, po którym już nigdy nie będą mogli kochać. Tuż przed operacją dziewczyna zakochuje się w Aleksie. Ich wspólna ucieczka kończy się tragicznie… Wśród dymu i płomieni Lena widzi twarz ukochanego po raz ostatni. Zrozpaczona przystępuje do ruchu oporu, by walczyć o wolność i [miłość]. Na jej drodze staje tajemniczy Julian. Czy można pokochać największego wroga?

Kwestią sporną jest fakt ponownego zakochiwania się po śmierci naszej pierwszej miłości. Umiera Wam osoba bliska, z którą tworzyliście szczęśliwy związek, miłość ponad życie, a ta osoba nagle znika. Nie ma jej. Odeszła. Macie żyć w celibacie, smutni, depresyjni? Czy może żyć pełnią życia, z myślą o osobie, która odeszła? Zakochać się być może ponownie, być szczęśliwym tak jak kiedyś, ale nie zapominać o zmarłym i o chwilach wspólnie przeżytych. Można tak? Można. Ale często społeczeństwo nakazuje nam chować się, udawać ,,warzywo”. Ludzie uważają, że jeżeli straciliśmy kogoś, to nie możemy już normalnie funkcjonować, musimy cały czas modlić się do ołtarzyka. A na dobrą sprawę tak nie jest… Bo życie jest tylko jedno i wypada je przeżyć. Zrobić to, czego nigdy nie mieliśmy okazji spróbować. Nie tylko dla zmarłego, ale głównie dla siebie samego.

Czekając na premierę Pandemonium zastanawiałam się, co zgotuje autorka. Lauren Oliver i jej wyobraźnię pokochałam po lekturze 7 razy dziś. Piękna, naprawdę przepiękna książka! Delirium miało być czymś innym, ale fani bez wahania po nią sięgnęli. Ja także byłam bardzo zadowolona z lektury, dlatego też przeczytałam Pandemonium. Wiele osób twierdzi, że ta część jest lepsza, ale ja się z tym nie zgodzę. Wydaje mi się, że pierwsza właśnie jest ciekawsza, być może głównie przez opisy funkcjonowania społeczeństwa. A tutaj – Lena w Głuszy. Może i historia Głuszy jest nieco smutna, ale nie mogłam sobie jej wyimaginować ku mojemu niezadowoleniu. Nie widziałam jej po prostu w umyśle. I nużyła mnie. Czekałam na jakieś nagłe zwroty akcji, na coś, co mną poruszy… Najbardziej poruszył koniec. Lauren Oliver, jak wielu innych, postanowiła akcję uciąć w takim momencie, że teraz wszyscy będą niecierpliwie oczekiwać na część trzecią, by dowiedzieć się: DLACZEGO?!

Podoba mi się sposób przedstawienia akcji – podział na wtedy i teraz. Przeplatają się one nawzajem, bo wtedy tłumaczy wydarzenia po ucieczce Leny, a teraz przedstawia po prostu teraźniejszość w świecie wykreowanym przez Lauren Oliver. Przy antyutopiach ciężko jest być oryginalnym, bo jest to aż do bólu schematyczny gatunek i opiera się na ciągu przyczynowo-skutkowym. Tylko pozmieniane są drobne szczegóły, ale szkielet jest ten sam. To jednak nie zniechęca czytelników, bo, jak można zauważyć, takich historii powstaje coraz więcej. Jestem ciekawa, kiedy się znudzą…

Nie jest to jakaś ultra pochwalna oda, ale jestem naprawdę usatysfakcjonowana poziomem książki. Głusza okazała się ciekawą odmianą, nawet bardzo ciekawą, ale nie trafiłam w dobry nastrój z lekturą, bo jest nieco przybijająca. A ja byłam już wystarczająco przybita. Dlatego też trochę się nudziłam i nie mogłam wczuć. Za dobrą kontynuację 4+. Jest nieźle, mam nadzieję, że fajerwerki będą przy części trzeciej. Ba, inaczej być nie może!

****Sihhinne by wsrod-ksiazek dla PB